„Telomery i zdrowie” dr Blackburn i dr Epel- czyli ważne odkrycia dostępne dla każdego

„Telomery i zdrowie” dr Blackburn i dr Epel- czyli ważne odkrycia dostępne dla każdego

Wakacje w pełni, a jak wakacje to i obowiązkowo lektura Nie ma dla mnie milszego skojarzenia niż słońce, plaża, książka i błogi spokój. Tym razem na urlop zabrałam książkę dr Elizabeth Blackburn i dr Ellisy Epel „Telomery i zdrowie”. Czy warto było zabierać tak ciężki temat na wakacje? Na to pytanie odpowiem w dzisiejszym wpisie.

Kim są autorki?

Prawdopodobnie nazwiska autorek książki- dr Elizabeth Blacburn i dr Ellisy Epel, podobnie jak mi, niewiele mówią przeciętnemu czytelnikowi. Natomiast biografia obu jest imponująca.

Dr Elizabeth Bluckburn jest laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny sprzed 9 lat za odkrycie wpływu telomerazy i telomerów na procesy starzenia. Kieruje lub kierowała (teraz jest na emeryturze) instytucjami lub stowarzyszeniami prowadzącymi prace badawcze w zakresie medycyny.

Doktor Elissa Epel jest uznanym psychologiem, prowadzi badania nad stresem, starzeniem się i otyłością.

Biografia obu pań brzmi więc dość poważnie. Do tego proponują nam w swojej książce poważny temat: telomery i zdrowie.

Co to są telomery?

Telomery są to końcowe fragmenty naszych chromosomów. Długo nie wiedziano, do czego są nam właściwie potrzebne, aż do czasu odkryć naszych autorek. Okazuje się, że ich zadaniem jest ochrona chromosomów i to od nich zależy, jak szybko starzeją się i umierają nasze komórki.

To właśnie dr Blackburn i Epel przeprowadziły badania, które ukazały olbrzymi wpływ telomerów na zdrowie. Mało tego, zdobyły wiedzę, jak wpływać na ich funkcjonowanie w sposób zatrzymujący, a nawet odwracający procesy starzenia na poziomie komórkowym.

I oto dzisiaj, dzięki książce „Telomery i zdrowie”, wiedza o tym, jak zachować zdrowie i młodość, trafia do każdego głodnego wiedzy czytelnika.

Do czego taka wiedza jest nam potrzebna?

„Starzenie się i śmierć są nieuniknione, ale to, w jakiej kondycji dotrwamy do końca naszych dni, zależy tylko od nas. Możemy sprawić, że jakość naszego życia będzie lepsza i że wykorzystamy je w pełni.”

Pewnie każdy z nas nie raz zastanawia się, dlaczego niektórzy starzeją się szybciej od rówieśników, z kolei inni nic sobie nie robią z upływającego czasu. W przypadku tych pierwszych świetny wygląd tłumaczymy dobrymi genami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie (przecież matka tej osoby też długo wyglądała świetnie!), przyjemną i niestresującą pracą, łatwym życiem, drogimi kremami. Myślimy o jakimś jednym cudownym czynniku, który odgrywa tu rolę, żałując, że natura nie obdarowała nas takim zestawem genów lub dziwiąc, że te same kremy nie wywołują żadnych widocznych efektów.

Okazuje się jednak, ze nie ma jednego czynnika zapewniającego zdrowy i młody wygląd, a jest to zbiór czynników składający się na nasz styl życia. To cały ich zestaw wpływa na długość telomerów. Ich skracanie wiąże się bowiem ze skracaniem długości życia. Ale telomery nie mogą też być zbyt długie, bo zwykle wynika to z rozpaczliwie podejmowanych procesów naprawczych, co kojarzy się z niekontrolowaną proliferacją komórek w przebiegu nowotworów.

Telomeraza- lekarstwo na krótkie telomery

Okazuje się, że w ciągu życia telomery mogą się nie tylko kurczyć, ale też wydłużać. Jest to możliwe dzięki enzymowi o nazwie telomeraza, który odnawia telomery poprzez dodawanie fragmentów DNA na ich końcach. A dobra wiadomość jest taka, że wszyscy mamy wpływ na aktywność telomerazy i długość telomerów. Co prawda nie zawsze mamy wpływ na wszystkie czynniki powodujące szybsze starzenie, jak np. sytuacje wyzwalające w nas stan silnego i długo trwającego stresu (przykładem podanym przez autorki jest stres doświadczany przez matki opiekujące się własnymi niepełnosprawnymi dziećmi). Ale dzięki nauce radzenia sobie z własnymi emocjami, techniki relaksacyjne, niezamartwianie się na zapas, można poziom odczuwania stresu i aktywność telomerazy modyfikować.

Jak osiągnąć właściwą długość telomerów?

Nie będzie zaskoczeniem, że znaczenie mają styl życia i odżywiania, sposób radzenia sobie ze stresem. Jednak nie mogą mieć one charakteru noworocznych postanowień, o których nie pamięta się już z początkiem lutego. Są to wzorce o charakterze długofalowym, proste do wdrożenia przez każdego.

„Na stronach naszej książki nie znajdziesz kuracji, które zadziałają od ręki. Znajdziesz natomiast konkretne, poparte badaniami wskazówki, mogące zapewnić ci w przyszłości zdrowsze, dłuższe i bardziej spełnione życie. Niektóre z przedstawionych rad nie są niczym nowym. Niemniej jednak zrozumienie stojących za nimi mechanizmów może zmienić sposób, w jaki będziesz postrzegał i przeżywał swoją codzienność.”

Czy młody wygląd jest istotny?

Jest.

I nie chodzi o to, aby w wieku 40 lat lat wyglądać za wszelką cenę na lat 20. Chodzi o to, że wygląd zewnętrzny jest odbiciem tego, co się dzieje w środku. I oczywiście długości telomerów. Krótkie telomery powiązano nie tylko z przedwczesnym starzeniem się, ale też chorobami serca, układu oddechowego, demencją itd. Nie dziwi również, że krótkie telomery obecne są u osób poddanych przewlekłemu stresowi.

Dla kogo jest książka „Telomery i zdrowie”?

Niewątpliwie temat telomerów i telomerazy jest zagadnieniem mocno osadzonym w nauce. Sposób jego prezentacji przez autorki jest jednak na tyle nieskomplikowany, że czytelnik nie ma problemu z trudnymi pojęciami czy niezrozumiałymi zjawiskami. Każdy, oczywiście zainteresowany tematem, może z łatwością przyswoić prezentowaną wiedzę.

Mnie osobiście dodatkowo urzekł język, jakim książka została napisana. W trakcie lektury nie ma się wrażenia, że autorkami są naukowcy obracający się w świecie wielkich badań i doniosłych odkryć, ale raczej dziewczyny z sąsiedztwa znające imię twojego psa oraz zainteresowania najmłodszego dziecka. To wszystko sprawia, że zupełnie mimochodem wkraczasz w świat nauki w sposób łatwy i przyjemny.

Mam nadzieję, że przekonałam Cię do przeczytania książki „Telomery i zdrowie”. Jeśli szukasz książki do walizki, myślę, że podobnie jak ja, nie będziesz żałować wyboru.

Jeśli jednak szukasz innej książki, może zainteresują Cię wcześniejsze recenzje:


Elizabeth Blacburn i Ellisa Epel, Telomery i zdrowie, przeł. Jakub Piątkowski, Łódź, Galaktyka, 2017, ISBN 978-1-4555-8797-1.

Co czytać w wakacje, czyli książki o zdrowiu i zdrowym odżywianiu, które polecam

Co czytać w wakacje, czyli książki o zdrowiu i zdrowym odżywianiu, które polecam

Pewnego dnia zostałam poproszona o stworzenie listy polecanych książek o zdrowiu i zdrowym odżywianiu. W ciągu kilku lat przeczytałam ich kilkadziesiąt. Jedne przeleciały tylko przez moją głowę nie zostawiając trwałego śladu, inne pozostawiły niedosyt, a jeszcze inne zmieniły moje myślenie.
Nie wszystkie z podanych przeze mnie książek to lektury przyjemne i łatwe, niektóre pochodzą sprzed kilku lat, każda z nich jednak ma to COŚ.
Zapraszam więc na subiektywny przegląd książek o zdrowiu i zdrowym odżywianiu, które warto przeczytać w te wakacje.

„Wiecznie głodny?” doktora Davida Ludwiga

Chociaż nigdy nie należałam do osób otyłych, ten tytuł do mnie przemówił: człowiek wiecznie głodny to właśnie ja. Odkąd pamiętam towarzyszyło mi ssanie w brzuchu (także w nocy), które ustępowało tylko na krótko po posiłku. Źle znosiłam głód, a ten towarzyszył mi stale.

Na szczęście, dzięki zmianom w diecie, mam to za sobą.

Nie umiem w tej chwili powiedzieć, czy poprawa była bezpośrednio związana z książką, ale dzięki niej zrozumiałam mechanizmy, które powodują ten stan ciągłego głodu, trudny do zaspokojenia. Chociaż u mnie skończyło się tylko na kilku dodatkowych kilogramach, dzisiaj wiem, że ten czas w moim życiu związany był ze skrajnymi wartościami glukozy we krwi i wysokim poziomem insuliny.

Dr Ludwig obiecuje w swojej książce, że czytelnik, dzięki wdrożonym radom, pozbędzie się ciągłego uczucia głodu, dodatkowych kilogramów, zaburzeń biochemicznych bez wyrzeczeń, głodówek i liczenia kalorii. A jeśli dobre nawyki zostaną utrwalone, nowy sposób myślenia o jedzeniu i samo jedzenie staną się naszą rutyną.

Autor rozprawia się z kaloriami

Aby schudnąć, po prostu mniej jedz i więcej się ruszaj. W podręcznikach ujmuje się to tak: przyjmowane kalorie – spalane kalorie= zmagazynowane kalorie. Od ponad stu lat eksperci traktują tę koncepcję z nabożnym szacunkiem. Codziennie miliony Amerykanów medytują nad kaloriami, pragnąc schudnąć. Niestety dla większości z nas trwała utrata wagi pozostaje w sferze pobożnych życzeń.”

Z tego cytatu już się możemy domyślać, że autor nie każe nam liczyć kalorii, żeby schudnąć. Uczy natomiast co i jak jeść, żeby osiągnąć rezultaty. Co się dzieje z białkiem i węglowodanami, które właśnie zjedliśmy oraz że nie wszystkie tłuszcze są złe. A wszystko jest poparte jest teorią i latami praktyki.

Czy rady doktora Ludwiga są proste w realizacji?

I tak i nie.

Jeśli jednak zrozumiesz mechanizmy oddziaływania jedzenia na organizm człowieka opisany w tej książce, rady odnośnie komponowania posiłków i myślenia o jedzeniu wydadzą się już dziecinnie proste.

W podtytule książki napisano: Ostatnia książka o diecie, której będziesz potrzebował!

Ja bym dopisała: To pierwsza książka o odżywianiu, po którą powinieneś sięgnąć!

„Superodporność- jak z posiłków czerpać zdrowie” Joela Fuhrmana

Autor tej książki jest już pewnie znany czytelnikom tego bloga. Kilka miesięcy temu przedstawiałam recenzję książki „Zdrowe dzieciaki” jego autorstwa.

Tytułowa superodporność to odporność na infekcje, ale też nowotwory czy choroby autoimmunologiczne, a książka zawiera informacje, jak wspomóc układ odpornościowy, żeby nas przed nimi chronił. Chociaż jednak książka skupia się na rozwiązaniu innego problemu niż „Wiecznie głodny” Ludwiga, zalecenia są podobne: prawidłowe proporcje białka (z przewagą roślinnego), węglowodanów z niskim indeksem glikemicznym, zdrowych tłuszczów, podparte substancjami obecnymi w nieprzetworzonych roślinach, jak karotenoidy, flawonoidy, polifenole i wiele innych.

I to jest świetna wiadomość- jedząc nieprzetworzone zbilansowane pokarmy możemy uzyskac różne cele- i pożądaną wagę i odporność przed chorobami.

Idealne odżywienie organizmu to właśnie sekret superodporności i jest on całkiem łatwy w użyciu. Nie potrzeba lat studiów i kontemplacij, aby stać się ekspertem ds. ludzkiego żywienia, jeśli tylko zrozumiesz zasady kierujące twoimi podstawowymi wyborami żywieniowymi i sposobami przyrządzania jedzenia.”

Ale to nie wszystko

Właściwy sposób odżywiania oraz czasami konieczna suplementacja stanowią podstawy medycyny mitochondrialnej.
Podstawą jej zainteresowań jest to, co dzieje się w mitochondriach, czyli maleńkich organellach komórkowych, o których co prawda wiemy, że są centrum energetycznym komórek, ale ich znaczenie jest dużo większe. Okazuje się, że ich prawidłowe działanie jest niezbędne dla naszego zdrowia i dobrego samopoczucia.

I o tym jest książka:

„Medycyna mitochondrialna- nowatorska metoda na pozornie nieuleczalne choroby” doktora Bodo Kuklinskiego i dr Anji Schemionek

Chociaż samo zagadnienie budzi popłoch wśród osób niezwiązanych z medycyną, jest to poradnik adresowany dla pacjentów. Tłumaczy, jak działają mitochondria, co się w nich dzieje ( to nie tylko produkcja energii, ale też centrum oczyszczania komórek z toksyn), jakie są objawy ich złej pracy (zespół przewlekłego zmęczenia, migreny, bóle stawów itd) oraz jak je naprawić.

Wszystkie wspomniane choroby nie powstają wskutek braku lekarstw. Ich podłoże tkwi w niewłaściwych reakcjach organizmu i jego komórek. Jeżeli nie zostanie to rozpoznane i poddane odpowiedniej terapii, nieprawidłowy metabolizm rozprzestrzenia się niczym podziemny pożar. Pewnego dnia kończy się to dostrzegalnymi i dającymi się zmierzyć schorzeniami. Wówczas- nareszcie!- lekarz medycyny konwencjonalnej jest w stanie zdiagnozować ją i leczyć za pomocą lekarstw, które często wywołują dalsze problemy z przemianą materii, a ponadto powodują skutki uboczne. I tak oto powrót do zdrowia zostaje niestety wykluczony!”

Oczywiście jakość jedzenia ma zasadnicze znaczenie w powstawaniu zaburzeń mitochondrialnych. Uboga odżywczo żywność, nadmiar chemikaliów czy nadmiar cukru to tylko niektóre przyczyny problemów.
Ponieważ aktualnie niemal każdą chorobę przewlekłą rozpatruje się w kontekście mitochondropatii, mój apetyt na wiedzę wzrósł po przeczytaniu tej książki. Tym bardziej, że trafiałam w książce na zagadnienia pozostawione bez dalszej analizy, co było nieco rozczarowujące. Dlatego już przymierzam się do zakupu kolejnej pozycji doktora Kuklinskiego pt. „Mitochondria. Diagnostyka uszkodzeń mitochondrialnych i skuteczne metody terapii„, która ma nadzieję zaspokoi mój głód wiedzy 😉

Co jeszcze warto przeczytać

Jeśli jeszcze nie znacie, polecam także wcześniej recenzowane tutaj pozycje. Każda z nich opisywała inny problem, ale łączył je wspólny mianownik: zapobieganie przewlekłym chorobom poprzez naukę zasad zdrowego odżywiania. Były to:

Jeśli także znasz ciekawe książki na temat zdrowia i zdrowego odżywiania, napisz w komentarzu!


David Ludwig. Wiecznie głodny? Rewolucyjny program odżywiania. Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Kraków 2017

Joel Fuhrman. Superodporność: Jak z posiłków czerpać zdrowie. Vital. Białystok 2016

Bodo Kuklinski, Anja Schemionek. Medycyna mitochondrialna: Nowatorska metoda na pozornie nieuleczalne choroby. Vital. Białystok 2017

Zagrożenia diety bezglutenowej

Zagrożenia diety bezglutenowej

Ilu jest ludzi na diecie bezglutenowej, tyle możliwych wariantów jej prowadzenia.

W niektórych kręgach dieta bezglutenowa jest postrzegana jako zdrowsza. Są jednak prace, które pokazują, że tak nie jest.
Czasami, pomimo szczerych chęci i dużej wiedzy, wpadamy w różne pułapki. Nawet jeśli ten problem nie dotyczy Ciebie w tej chwili, warto znać zagrożenia diety bezglutenowej, aby ich uniknąć.

Dieta bezglutenowa, czyli jaka?

Analizując różne badania na temat bezpieczeństwa diety bezglutenowej autorzy nie różnicują, na czym ta dieta polega. Czy bazuje na produktach przetworzonych, naturalnie bezglutenowych, jaki jest udział poszczególnych składników odżywczych, witamin, minerałów, błonnika itd. Cechą wspólną tych badań jest fakt, że badani pacjenci nie jedzą, albo po prostu unikają glutenu.

Nieco utrudnia to obiektywną ocenę rzeczywistych zagrożeń, jakie wiążą się z unikaniem glutenu. Ale dają one sygnał, że pewien problem istnieje i należy się z nim zmierzyć.

Temat diety bezglutenowej był podejmowany na blogu wielokrotnie:

5 najczęstszych błędów popełnianych przez osoby na diecie bezglutenowej

Czy dieta bezglutenowa szkodzi? Porozmawiajmy o badaniach

Zagrożenia diety bezglutenowej

1. Niedobory pokarmowe- błonnik, witaminy z grupy B i inne

Dieta bezglutenowa jest postrzegana jako ta, która jest uboga w niektóre składniki odżywcze, szczególnie błonnik. Wynika to z unikania bogatobłonnikowych źródeł jedzenia, gł. zbóż. Produkty bezglutenowe w postaci pieczywa czy makaronów nie dostarczają go w wystarczających ilościach, ponieważ w dużej części opierają się na skrobi i rafinowanej mące. Z tego samego powodu dieta bezglutenowa jest uboga w witaminy D, B12 i kwas foliowy, żelazo, cynk, magnez i wapń.

Niestety informacje te potwierdziło badanie, w którym porównano zawartość składników odżywczych w jadłospisie pacjentów pozostających od co najmniej 2 lat na diecie i dopiero rozpoczynających dietę bezglutenową. Spożycie skrobi wzrastało wraz czasem stosowania diety. Natomiast spożywanie błonnika było niewystarczające w obu grupach, z wyjątkiem pacjentów przeszkolonych dietetycznie. Również obserwowano nieodpowiednie spożywanie tiaminy, folianów, witaminy A, magnezu, wapnia i żelaza u pacjentów w obu grupach, przy czym dieta uboższa w tiaminę i witaminę A cechowała pacjentów dłużej pozostających na diecie. Stąd wyciągnięto wniosek, że model odżywiania nie różni się w zależności od czasu leczenia. Natomiast właściwa edukacja dietetyczna pacjentów może tym niedoborom zapobiec.

Może nie jest tak źle…

Optymistyczne natomiast obserwacje pochodzą z badania, w którym przebadano 140 dzieci z celiakią. 70% z nich miało niedobór witaminy D w momencie rozpoczęcia leczenia, 34%- niedobór żelaza, a 18%- niedobór cynku. Po 6 miesiącach diety wszystkie niedobory uległy wyrównaniu, z wyjątkiem witaminy D, której poziom wzrósł, ale nadal pozostawał obniżony.

Niedobór w diecie źródeł witaminy D potwierdziło również inne badanie, w którym ponadto stwierdzono zwiększone spożycie fosforanów w grupie pacjentów na diecie bezglutenowej. W tym badaniu jednak wykazano, że dieta bezglutenowa nie wiąże się z istotnym niedoborem składników pokarmowych, po roku jej stosowania następowała poprawa w zakresie wzrostu i wagi pacjentów, poziomu hemoglobiny, ferrytyny, witaminy D i parathormonu (hormon regulujący gospodarkę wapniowo- fosforanową) we krwi.

2. Zanieczyszczenie glutenem

Osoby na diecie bezglutenowej są świadome, jakich zbóż muszą unikać. Najlepszy wybór to produkty naturalnie bezglutenowe. Jednak i tu może czyhać pułapka.

Przez wiele lat owies i obecne w nim białka aweniny podejrzewano, że są toksyczne dla pacjentów z celiakią. Aktualnie możliwa toksyczność się nie potwierdza, jednak wciąż podnosi się kwestię częstego zanieczyszczenia upraw owsa glutenem. Okazuje się, że problem ten dotyczy też innych bezglutenowych zbóż, np. gryki, prosa i kukurydzy. To powoduje, że i tak należy sięgać po te bezglutenowe certyfikowane, czyli przebadane pod kątem ew. obecności glutenu.

Osobną kwestią jest możliwość zanieczyszczenia praktycznie każdego produktu spożywczego glutenem. Jest to możliwe na każdym etapie- magazynowania i transportu w przetwórni, paczkowania, ale także we własnej kuchni czy restauracji.

Przeczytaj także:

O zanieczyszczeniach krzyżowych, czyli gdzie czai się gluten?

3. Zanieczyszczenia szkodliwymi substancjami

Istnieją również obawy co do zanieczyszczenia żywności bezglutenowej czynnikami biologicznymi (jak bakterie, wirusy, pasożyty, pleśnie) czy chemicznymi (toksyny środowiskowe- metale ciężkie, pestycydy stosowane do kontroli upraw, hormony czy antybiotyki podawane zwierzętom hodowlanym).

Eliminacja z jedzenia zbóż glutenowych powoduje, że częściej zaczynamy sięgać po te inne. Przykładem jest ryż, który jest tani i łatwo dostępny. Jemy go więc w postaci , która się nie klei albo mąki ryżowej.

Okazuje się jednak, że takie jedzenie niesie za sobą dużą zawartość arsenu, rtęci, ołowiu, a małą żelaza, selenu, miedzi lub cynku. Szczególnym problemem jest duża zawartość w ryżu rtęci i arsenu, co wynika z zanieczyszczenia pól uprawnych. W analizie danych zebranych w badaniu NHANES stwierdzono znacząco wyższe stężenie arsenu w moczu i rtęci (nawet 4x więcej niż osoby spożywające gluten) , ołowiu i kadmu we krwi osób na diecie bezglutenowej w porównaniu do osób nie unikających glutenu.

Pamiętamy z TEGO wpisu, że toksyny chemiczne mogą być czynnikiem wyzwalającym chorobę autoimmunologiczną, do tego rtęć jest ważną neurotoksyną. Dlatego warto tak urozmaicić dietę, aby:
– zmniejszyć ekspozycję na toksyny
– zwiększyć dostarczanie ważnych mikroelementów

4. Wysoki indeks glikemiczny, duży udział kwasów tłuszczowych uwodornionych

Jest to problem produktów przetworzonych. Badania takiej żywności bezglutenowej wskazują na dużą zawartość tłuszczów, cukrów i soli.

Wydaje się, że pacjenci rekompensują restrykcyjną dietę większym spożyciem tłuszczu, cukrów i kalorii. Podczas gdy różne badania dostarczają różnych informacji na temat całkowitej zawartości białka, zwiększony udział węglowodanów i tłuszczów, szczególnie w postaci trans, powtarza się w większości z nich. Może to prowadzić do otyłości, zespołu metabolicznego, a nawet cukrzycy. Niestety nie można tych odkryć bagatelizować. Ograniczony dostęp osób na diecie bezglutenowej do bezpiecznego jedzenia powoduje sięganie po produkty przetworzone.

5. Zagrożenie otyłością

Pojawiają się opinie, że dieta bezglutenowa sprzyja otyłości. Niektórzy tłumaczą to lepszym przyswajaniem substancji odżywczych w zregenerowanym przewodzie pokarmowym. Ale niewątpliwie otyłości sprzyjać będzie dieta oparta na przetworzonych produktach, z powodów opisanych w punkcie poprzednim.

Przeczy jednak tej opinii wynik badania z 2016 roku, w którym rzeczywiście stwierdzono przybór wagi u pacjentów z celiakią, ale u żadnego nie wystąpiła otyłość. Ale u połowy pacjentów niedożywionych osiągnęło właściwe BMI (body mass index- wskaźnik masy ciała), co w ich przypadku było pożądane. Badanie również wykazało większe spożycie tłuszczów (ale znowu nie wiadomo których), a mniejsze błonnika przez pacjentów na diecie bezglutenowej w porównaniu do grupy kontrolnej.

6. Izolacja towarzyska

Na koniec zostawiłam punkt będący moja subiektywną oceną problemu. Osoba na diecie bezglutenowej musi się liczyć z niezrozumieniem ze strony otoczenia, powątpiewaniem co do zasadności stosowania takiej diety, próbami udowodnienia, że śladowe domieszki glutenu nie szkodzą, ciągłym tłumaczeniem że gluten to nie to samo co laktoza, no i oskarżeniami, że przez swoje dziwactwa psują sobie i innym święta czy spotkania rodzinne.

Niestety, trzeba mieć dużą odporność, żeby te wszystkie zjawiska godnie znieść. Wychodzę jednak z założenia, że mam jedno życie i zdrowie i to ja jestem za siebie odpowiedzialna, a nie „życzliwi” doradcy. O ile więc nie namawiam nikogo do przechodzenia na dietę bezglutenową bez konkretnych wskazań, o tyle osoby z chorobami zależnymi od glutenu mają o co walczyć.

Podsumowanie

– idealna dieta bezglutenowa powinna być odżywcza, oparta na naturalnie bezglutenowych produktach, dostarczająca odpowiednich ilości mikro- i makroskładników, łatwo dostępna i w dostępnej cenie.

– rotacja źródeł pożywienia stanowi dobry sposób na dostarczenie odpowiednich ilości makro- i mikroskładników, chroni przed monotonią oraz akumulacją możliwych zanieczyszczeń

– warto skorzystać z pomocy doświadczonego w zakresie diety bezglutenowej dietetyka, który pomoże wiedzę teoretyczną zamienić w pożywne i bezpieczne posiłki.

Jak napisałam na początku wpisu, ilu ludzi na diecie bezglutenowej, tyle wariantów jej prowadzenia.

Niezależnie od tego, który wariant stosujesz, pamiętaj, że leczenie dietą bezglutenową polega nie tylko na odjęciu z jedzenia tego, co szkodzi. To takie planowanie posiłków, aby dostarczyć swojemu organizmowi, najczęściej starganemu chorobami, tego, co w jedzeniu jest wartościowe.

Literatura:

Vici G1, Belli L2, Biondi M2, Polzonetti V3. Gluten free diet and nutrient deficiencies: A review. Clin Nutr. 2016 Dec;35(6):1236-1241. doi: 10.1016/j.clnu.2016.05.002. Epub 2016 May 7.

Shepherd SJ1, Gibson PR. Nutritional inadequacies of the gluten-free diet in both recently-diagnosed and long-term patients with coeliac disease. J Hum Nutr Diet. 2013 Aug;26(4):349-58. doi: 10.1111/jhn.12018. Epub 2012 Nov 30.

Deora V1, Aylward N, Sokoro A, El-Matary W. Serum Vitamins and Minerals at Diagnosis and Follow-up in Children With Celiac Disease. J Pediatr Gastroenterol Nutr. 2017 Aug;65(2):185-189. doi: 10.1097/MPG.0000000000001475.

Theethira TG1, Dennis M. Celiac disease and the gluten-free diet: consequences and recommendations for improvement. Dig Dis. 2015;33(2):175-82. doi: 10.1159/000369504. Epub 2015 Apr 22.

Salazar Quero JC I wsp. Nutritional assessment of gluten-free diet. Is gluten-free diet deficient in some nutrient? An Pediatr (Barc). 2015 Jul;83(1):33-9. doi: 10.1016/j.anpedi.2014.08.011. Epub 2014 Oct 7.

Letizia Saturni i wsp. The Gluten-Free Diet: Safety and Nutritional Quality Nutrients. 2010 Jan; 2(1): 16–34.
Published online 2010 Jan 14. doi: 10.3390/nu20100016

Punshon T. i wsp. Essential micronutrient and toxic trace element concentrations in gluten containing and gluten-free foods. Food Chem. 2018 Jun 30;252:258-264. doi: 10.1016/j.foodchem.2018.01.120.

Raehsler SL1, Choung RS1, Marietta EV2, Murray JA3. Accumulation of Heavy Metals in People on a Gluten-Free Diet. Clin Gastroenterol Hepatol. 2018 Feb;16(2):244-251. doi: 10.1016/j.cgh.2017.01.034. Epub 2017 Feb 20.

Elli L I wsp. Increased Mercury Levels in Patients with Celiac Disease following a Gluten-Free Regimen. Gastroenterol Res Pract. 2015;2015:953042. doi: 10.1155/2015/953042. Epub 2015 Feb 23.

O dialogu jelit z mózgiem czyli „Zdrowa głowa” doktora Davida Perlmuttera

O dialogu jelit z mózgiem czyli „Zdrowa głowa” doktora Davida Perlmuttera

Na blogu już pojawiały się wcześniej recenzje książek. Dokładnie dwie 🙂 (możesz je znaleźć TUTAJ i TUTAJ), ta więc będzie trzecią.

Z Waszych komentarzy na facebooku czy instagramie wiem, że wiele osób czyta podobne książki (ze zdrowiem i odżywianiem w tle), a w tłoku różnych pozycji trudno wyłowić te warte przeczytania.

Dziś więc chciałabym się podzielić z Wami moją opinią na temat „Zdrowej głowy” doktora Davida Perlmuttera.

O autorze

Polski czytelnik miał już okazję poznać wcześniejszą książkę tego autora „Zbożową głowę”.

Muszę jednak przyznać, że nie wywarła ona wtedy na mnie większego wrażenia (czytałam ją rok- dwa temu). Jedyne, co z niej teraz pamiętam to przesłanie, że jeśli chcesz zachować zdrowy rozum do późnej starości, musisz porzucić wszelkie zboża. Nie do końca jednak pojęłam dlaczego, książkę odłożyłam na półkę, a o doktorze Perlmutterze zapomniałam.

Dzisiaj jednak myślę, żeby wrócić ponownie do tej lektury. Mam wrażenie, że teraz mój odbiór tej książki byłby całkiem inny.

Na doktora Perlmuttera ponownie natknęłam się podczas oglądania serialu dokumentalnego „Regain your brain” (Napraw swój mózg). Był jednym z kilku wypowiadających się specjalistów w dziedzinie neurologii (innym był dr Dale Bredesen, o którego metodzie leczenia choroby Alzheimera pisałam TUTAJ), a jego przekaz był prosty i pełen nadziei: odpowiednimi zmianami w sposobie życia, a szczególnie odżywiania, możemy naprawić uszkodzenia w układzie nerwowym. Zainspirowana, postanowiłam dowiedzieć się o doktorze więcej.

Doktor David Perlmutter jest lekarzem neurologiem prowadzącym własną praktykę, a także profesorem w University of Miami School of Medicine, laureatem nagrody im. Paulinga za nowatorskie podejście do leczenia chorób neurologicznych. A to nowatorskie podejście to nic innego jako powrót do korzeni, czyli odżywianie sposobem naszych przodków. I nie chodzi tu o zabawę w jaskiniowców, bo takiej diety jeszcze nie było, ale o fakt, że możliwości pozyskiwania i produkcji jedzenia zmieniły się dużo szybciej, niż ludzkie geny. Nasz układ trawienny nie radzi sobie z nadmiarem cukrów, niektórymi zbożami, chemicznymi dodatkami do żywności, a to powoduje choroby.

Ale to nie jedzenie jest głównym bohaterem książki „Zdrowa głowa”

Przynajmniej nie wprost.

Bohaterem tej książki są bakterie zamieszkujące nasz przewód pokarmowy.

Myślę, że Czytelników tego bloga taki awans mikrobioty już nie dziwi. Osobom, które zaglądają tu po raz pierwszy wyjaśnię natomiast, że chodzi o to, że zaburzenia w obrębie flory jelitowej mają wpływ na funkcjonowanie układu nerwowego (zresztą nie tylko tego). Wbrew pozorom, to od niej może zależeć, czy jesteśmy smutni, weseli, czy towarzyszą nam dzisiaj lęki.

„Neurologów uczy się o układzie nerwowym, a szczególnie o mózgu, w bardzo krótkowzroczny sposób….Cała branża medyczna dzieli się dyscypliny związane z poszczególnymi częściami ciała czy układami. Większość moich kolegów uznałaby, że problemy jelit dotyczą po prostu jelit i niczego więcej. Zgodnie z dzisiejszym stanem wiedzy taka perspektywa jest jednak nie do przyjęcia. To, co się dzieje w układzie trawiennym i w mózgu, jest ściśle powiązane, a stan jelit i ich biocenoza- liczne mikroorganizmy, szczególnie bakterie- mają ogromny wpływ na nasze samopoczucie i zdrowie psychiczne.”

„Zdrowa głowa”- zaglądamy do środka

Książka składa się z trzech części.

Część pierwsza

W pierwszej autor opisuje naszych wewnętrznych przyjaciół. A robi to, moim zdaniem, z dużym wdziękiem. Opisuje znaczenie prawidłowej mikroflory w utrzymywaniu swojego gospodarza w stanie zdrowia, w tym wpływ na funkcjonowanie układu immunologicznego. Wyjaśnia także, co się dzieje, gdy równowaga mikrobiomu zostanie zaburzona.

I tak poznajemy pożyteczne bakterie rodzaju Lactobacillus i Bifidobacterium, ale także zagrożenia wynikające z zaburzenia równowagi gatunkowej we wnętrzu jelita. Dowiadujemy się także, że nadmiar Firmicutes przyczynia się do otyłości, a E. coli, poza działaniem chorobotwórczym, wytwarza dla nas witaminę K.

Dowiadujemy się też o ciekawej substancji BDNF, która bierze udział w procesie powstawania nowych komórek nerwowych, a której niedobór odnotowuje się w chorobie Alzheimera, depresji, schizofrenii i wielu innych. Jej poziom zależy od aktywności fizycznej i obecności w diecie kwasów tłuszczowych omega-3. Ale także od równowagi bakteryjnej w jelitach.

Część druga

W drugiej części książki autor opisuje główne czynniki negatywnie wpływające na działanie mózgu.

„Gdy ktoś mnie prosi, bym wymienił czynniki, które niszczą mikrobiom dorosłego człowieka, tłumaczę, że może to być wszystko, z czym się stykamy i co wkładamy do ust.”

Jednak w książce doktor Perlmutter skupia się na omówieniu wpływu najważniejszych składników naszej diety, które robią spustoszenie w naszym mikrobiomie. Należą do nich fruktoza spożywana w postaci dodatku do przetworzonych produktów spożywczych, czyli syropu glukozowo- fruktozowego oraz gluten. Ale to nie tylko one są winne. Autor opisuje zmiany w mikrobiomie pod wpływem antybiotyków, hormonalnych tabletek antykoncepcyjnych, leków przeciwbólowych czy powszechnie stosowanych chemikaliów.

Część trzecia

Część trzecia książki to praktyczne rady, w jaki sposób karmić mikrobiom, żeby poprawić pracę mózgu. Nie dziwi, że autor zachęca do jedzenia pokarmów bogatych w probiotyki i prebiotyki, przeciwutleniacze, unikanie przetworzonych węglowodanów, a zwiększenie udziału w diecie dobrych tłuszczów, unikanie chemikaliów w wodzie i naczyniach mających kontakt z jedzeniem, ale także stosowanie postów, czyli krótkotrwałych, ale powtarzanych głodówek.

I, co mnie osobiście bardzo cieszy, doktor Perlmuter daje pozwolenie, a nawet zachęca do umiarkowago picia kawy, która, jak wykazują badania, pozytywnie wpływa na zachowanie równowagi jelitowego mikrobiomu, wykazuje właściwości przeciwzapalne i przeciwutleniające.

Na końcu tej części znajduje się 7- dniowy jadłospis będący praktyczną wskazówką, jak wykorzystać zdobytą w poprzednich rozdziałach wiedzę teoretyczną. Jadłospis zawiera fermentowany produkt w każdym daniu.

Uczciwie przyznam, że przez tego typu rozdziały w książkach amerykańskich autorów tylko przelatuję wzrokiem. Zazwyczaj zawierają one przepisy na potrawy, do których ciężko u nas znaleźć składniki albo odkrywczy przepis na kapustę kiszoną, w której to robieniu przecież my, Polacy, jesteśmy mistrzami. Ale doktor Perlmutter mnie zaskoczył. Znalazły się tu bowiem przepisy na dość oryginalne kiszonki, np. jaja na twardo kiszone w serwatce czy fermentowanego łososia. Przepis na kimchi jest podany w sposób, że na pewno go wykorzystam (przy czytanych wcześniej przepisach na kimchi zniechęcałam się już w połowie czytania).

Na końcu książki znajduje się kilkanaście stron z przypisami, czyli listą publikacji naukowych, książek czy artykułów, na które powołuje się autor, a dzięki którym zainteresowany czytelnik może bez trudu pogłębić swoją wiedzę.

Dla kogo jest ta książka?

Dla każdego. Zdecydowanie. Sposób ujęcia tematu, wcale niełatwego, powoduje, że z zainteresowaniem książkę przeczyta czytelnik niezwiązany z medycyną, ale zainteresowany szeroko pojętą profilaktyką zdrowia. Z kolei czytelnik z „branży”, dzięki dogłębnej analizie tematu, odniesień do najnowszych odkryć i badań, nie będzie lekturą znudzony.

Na koniec muszę rozczarować czytelników, którzy oczekują konkretnych propozycji leczenia w schorzeniach medycznych. Nie jest to podręcznik medyczny i takich metod nie przedstawia. Książkę natomiast należy traktować jako poradnik dotyczący promocji zdrowia i profilaktyki chorób, nie tylko układu nerwowego.

„Niestety, metodom zapobiegania chorobom poprzez nieinwazyjne, proste codzienne wybory, brak pozornego heroizmu śmiałych farmakologicznych interwencji. Nadszedł czas, byśmy weszli na nową drogę i opowiedzieli się za profilaktyką, szczególnie zdrowia mózgu. Nie stać nas na zaniedbania.”

Dr David Perlmutter, Zbożowa głowa. Wydawnictwo Filo. Warszawa 2018

Trądzik- jedzenie, które pomaga, jedzenie, które szkodzi

Trądzik- jedzenie, które pomaga, jedzenie, które szkodzi

W ubiegłym tygodniu przestawiałam teorię na temat przyczyn rozwoju trądzika. Jeśli jeszcze nie znasz tego wpisu, zachęcam Cię, żeby na chwilę do niego wrócić- łatwiej będzie zrozumieć wpływ jedzenia znając podstawy (przeczytasz go TUTAJ).

Dzisiaj przechodzimy do praktyki. Spróbuję odpowiedzieć na pytanie, czy jedzeniem można sobie pomóc czy zaszkodzić. 

Zapewne każdy z nas ma swoje obserwacje na temat, jakie jedzenie zaostrza przebieg trądzika. Pewnych danych dostarczają nam też mniejsze lub większe prace oceniające wpływ poszczególnych składników jedzenia. Przyznać jednak należy, że wiele z nich skupiało się na znalezieniu pojedynczego składnika, który może wpływać do rozwój choroby, a nie na sposobie jedzenia.

W każdym razie najsilniejsze dowody przemawiają na udział niektórych.

Oto one:

1. Dieta z niskim indeksem glikemicznym

Jednym z pierwszych badań oceniających interwencję żywieniową u pacjentów z trądzikiem było badanie przeprowadzone w 2007 roku, w którym oceniano wpływ diety z niskim indeksem glikemicznym na nasilenie zmian trądzikowych. 43 mężczyzn w wieku 15-25 lat przez 12 tygodni poddano działaniu diety z niskim indeksem glikemicznym. Oceniano liczbę zmian trądzikowych, poziom hormonów płciowych oraz insuliny. Okazało się, że wszyscy pacjenci tracili na wadze i obserwowali poprawę zmian skórnych w porównaniu do diety konwencjonalnej. Stwierdzono także obniżenie poziomu wolnego androgenu i insuliny na czczo.

Aktualnie znaczenie spożywania przetworzonych węglowodanów na patogenezę trądzika nie budzi już wątpliwości. Ten rodzaj diety zmniejsza poziom białka wiążącego hormony płciowe (SHBG), podczas gdy dieta o niskim ładunku glikemicznym zwiększa poziom białek wiążących IGF-1 (insulinopodobnego czynnika wzrostu, o którym była mowa tydzień temu). Stąd dieta z dużą zawartością węglowodanów prostych wpływa na dużą aktywność IGF-1 oraz wysoki poziom wolnych androgenów, a ich udział w rozwoju trądzika jest udowodniony.

2. Błonnik pokarmowy

Błonnik spowalnia trawienie i wchłanianie cukrów z przewodu pokarmowego, poprawia insulinowrażliwość i zmniejsza zapalenie. Aktualnie zaleca się 25 gramów błonnika przy diecie 2000 kcal.
W pojedynczych badaniach oceniających wpływ spożywania błonnika na przebieg trądzika, obserwowano znaczącą poprawę zmian skórnych przy dawce 30 g/ dobę.

3. Produkty zwiększające wrażliwość komórek na insulinę

Istnieją roślinne pokarmy, które poprawiają wrażliwość komórek na insulinę i stabilizują poziom cukru we krwi. Należą tu polifenole obecne w owocach roślin jagodowych, jak borówki, jagody, agrest czy aronia. Pozytywne efekty obserwowano także pod wpływem oliwek, winogron i czerwonego wina, cynamonu i zielonej herbaty.

Rośliny z rodziny berberysowatych, często stosowane w tradycyjnej medycynie chińskiej, również znalazły zastosowanie w leczeniu zmian skórnych. Spośród składników aktywnych tych roślin najlepiej poznana została berberyna o działaniu zmniejszającycm insulinooporność i przeciwbakteryjnym, także przeciw częstym bakteriom skórnym towarzyszącym zmianom trądzikowym (Propionibacterium acnes, Malassezia, Staphylococcus). W badaniu oceniającym efekty jej działania u 92 pacjentów, 98% chorych stwierdziło poprawę (dla porównania w grupie leczonej antybiotykiem było to 91%). Chociaż nie ma znaczącej różnicy w liczbach, podawanie berberyny wiąże się jednak z mniejszym ryzykiem wystąpienia działań niepożądanych.

Pojedyncze doniesienia wskazują także na korzystny efekt kurkuminy, owoców z rodziny Garcinia (tamaryndowiec), które pozytywnie wpływają na gospodarkę węglowodanową i wywierają działanie przeciwbakteryjne.

4. Probiotyki

W ub. tygodniu wspominałam o znaczeniu zdrowej mikrobioty jelitowej na stan skóry, a jej zaburzenia uznane zostały za ważny czynnik wpływający na pojawienie się trądzika. Nie dziwią więc próby leczenia tego schorzenia przy pomocy probiotyków.

Bifidobacteria i Lactobacilli są bakteriami produkującymi kwas mlekowy prawidłowo zasiedlające jelita i mogą stanowić wsparcie dla terapii zapalnych chorób skóry, w tym trądzika. Leczenie tymi szczepami bakterii stosowano już w latach 30- tych XX wieku, jednak nie przeprowadzono wówczas żadnych badań potwierdzających ich skuteczność. Dopiero w 1961 roku opisano korzyści podawania Lactobacilli: acidophilus i bulgaricus u 300 pacjentów przez 16 dni- 80% pacjentów odnotowało poprawę kliniczną, przy czym największy efekt występował u pacjentów z ciężkim stopniem zapalenia.

Nowsze badania oceniały efektywność dodawania szczepów Lactobacillus acidophilus i Bifidobacterium bifidum do standardowego leczenia antybiotykiem, stwierdzając lepsze efekty i mniej działań niepożądanych w porównaniu do grupy pacjentów, którzy nie dostawali probiotyków.

5 Substancje regulujące poziom hormonów płciowych

Również w poprzednim wpisie omawiałam rolę hormonów płciowych, podkreślając znaczenie nierównowagi między androgenem a estrogenem. Stąd próbuje się wykorzystać właściwości niektórych roślin wpływających na gospodarkę hormonalną.

Fitoestrogeny, działające na podobieństwo estrogenów (chociaż o znacznie mniejszej sile), są obecne w wielu roślinach. Szczególnie dużo zawiera ich soja.

Z kolei roślina rodzaju Vitex (niepokalanek) była stosowana już dawno do leczenia trądzika w okresie przedmiesiączkowym, łagodzenia objawów przekwitania czy zespołu policystycznych jajników. Polifenole obecne w ich owocach silnie wiążą się z receptorami estrogenowymi na komórkach raka piersi, zwiększają poziom progesteronu i estrogenu.

6. Kwasy tłuszczowe

Jednym z ważniejszych czynników dietetycznych regulujących procesy zapalne w organizmie jest stosunek kwasów tłuszczowych omega-6 do omega-3. Duże spożycie kwasów omega-3 hamuje produkcję cytokin prozapalnych, co ma również pozytywny wpływ na obecność zmian trądzikowych. Zarówno kwas eikozapentaenowy EPA z oleju rybiego, jak i gama- linolenowy GLA z nasion ogórecznika hamują przekształcenie kwasu arachidonowego do leukotrienu B4, który znany jest ze swoich właściwości nasilających produkcję sebum.

Poza tym kwasy omega-3 mają zdolność obniżania poziomu IGF-1, o którym pisałam tydzień temu. Potwierdzają to zaledwie nieliczne badania, jednak w każdym stwierdzano poprawę w zakresie zmian trądzikowych.

7. Antyoksydanty

Ponieważ u pacjentów z trądzikiem stwierdzono niski poziom enzymów biorących udział w przekształcaniu i usuwaniu wolnych rodników, sugeruje się znaczenie stresu oksydacyjnego w powstawaniu uszkodzeń oraz suplementacji antyoksydantów w ich leczeniu.

Stwierdzono na podstawie badania 100 pacjentótw z trądzikiem, że mieli oni istotnie niższe stężenia antyoksydantów rozpuszczalnych w tłuszczach- witaminy A i E w porównaniu do 100 zdrowych osób z grupy kontrolnej.

Podobnie stwierdzono niższy poziom selenu, którego wymaga aktywność enzymu peroksydazy glutationowej, enzymu, który chroni komórki przed wolnymi rodnikami. Potwierdzono ten korzystny wpływ w badaniu, gdzie stwierdzono poprawę zmian skórnych u pacjentów suplementujących selen i witaminę E.

Także prawdopodobnie korzystny wpływ odgrywa inny antyoksydant- resweratrol obecny w skórkach czerwonych winogron i czerwonym winie. Dodatkowo stwierdzono w badaniu in- vitro jego działanie antybakteryjne przeciw Propionibacterium acne.

8. Cynk

Cynk jest mikroelementem niezbędnym dla rozwoju i funkcjonowania ludzkiej skóry. Wykazuje również działanie przeciwbakteryjne przeciw Propionibacterium, hamuje produkcję cytokin prozapalnych.

W pierwszych badaniach przeprowadzonych w latach siedemdziesiątych XX wieku obserwowano poprawę zmian skórnych u pacjentów z trądzikiem i niedoborem cynku pod wpływem jego suplementacji. W kolejnych latach wykazano, że niedobór cynku jest częsty w tej grupie chorych. Niestety jego podawanie wiąże się z pewnymi działaniami niepożądanymi: dolegliwościami ze strony przewodu pokarmowego (nudności, wymioty) oraz hamowaniem wchłaniania miedzi.

9. Mleko

Już w 1885 roku zaobserwowano niekorzystny wpływ picia mleka na powstawanie zmian trądzikowych.

Nowsze badania tylko to potwierdzają- w badaniu, w którym wzięło udział 563 dorosłych pacjentów z trądzikiem umiarkowanego lub ciężkiego stopnia, potwierdzono związek występowania zmian skórnych ze spożywaniem produktów mlecznych. Szczególnie dotyczyło to  mleka odtłuszczonego, serów, jogurtów, słodyczy i czekolady, czemu towarzyszyło niskie spożycie ryb, owoców oraz warzyw.

Dzienne spożywanie 710 ml mleka UHT (ultra- heat- treated, czyli takiego, jakie kupujemy w kartonie) u dzieci w wieku dojrzewania przez 4 tygodnie zwiększa poziom hormonu wzrostu i czynnika insulinopodobnego IGF-1.

Ważne, że to nie IGF-1 obecne w mleku zwiększa ich poziom we krwi, ale aminokwasy obecne w mleku wpływają na wątrobową produkcję tego czynnika. Szczególne znaczenie odgrywa tu tryptofan obecny serwatce. Białka serwatkowe stosowane przez sportowców jako suplement pomagający budowanie masy mięsniowej również mogą być przyczyną trądzika. Warto zaznaczyć, że dawka białek w postaci suplementu odpowiada aż 6-12 litrom mleka.

Badania pokazują, że większy wpływ na powstawanie trądzika ma mleko odtłuszczone w porównaniu do mleka pełnego. Przypuszczalnie podczas jego produkcji zachodzą przemiany powodujące zmiany budowy i działania biologicznie aktywnych substancji, takich jak hormony.

10. Dieta z wysokim indeksem glikemicznym

Regularnie stosowana zwiększa poziom insuliny we krwi, zmniejsza poziom SHBG- białka wiążącego hormony płciowe, co prowadzi do zwiększenia stężenia androgenów i pojawienia się trądzika.

11. Czekolada

Chociaż często kojarzona jest z zaostrzeniem przebiegu trądzika, dane potwierdzające taki związek są wciąż ograniczone. Ale aż 66% studentów w Grecji stwierdziło niekorzystny wpływ czekolady, jednak czekolada jest produktem złożonym, trudno więc ocenić czy jest to efekt obecności mleka, cukru czy wszystkich składników razem.

12. Kwasy tłuszczowe nasycone i trans

Prawdopodobnie  kwas palmitynowy wywiera przeciwny do kwasów tłuszczowych omega opisanych powyżej wpływ na występowanie zmian trądzikowych. Warto zaznaczyć, że jest to główny kwas tłuszczowy, obecny w … mleku, stanowiąc 34% obecnych w nim tłuszczów.

Również kwasy tłuszczowe trans, powstałe na drodze częściowego uwodornienia kwasów nienasyconych, przypominające budową kwas palmitynowy, a obecne w przetworzonej żywności i fast- foodach, mają zdolność nasilania zmian zapalnych skóry.

13. Dieta w stylu zachodnim

Warto wiedzieć, że istnieją społeczeństwa, w których trądzik nie występuje. Są to np. rdzenni mieszkańcy Brazylii, Paragwaju, wyspy Kitavan. Jednak tam, gdzie dotarł zachodni sposób odżywiania, obserwuje się także pojawianie trądzika.

Wg Burris, który przebadał młodych mieszkańców Nowego Jorku, czynnikami w jedzeniu, które mają wpływ na występowanie choroby są zwiększone spożycie cukru, ilość mleka oraz kwasów tłuszczowych trans. Nic dziwnego, że uzyskano pozytywne efekty stosowania diety paleolitycznej w leczeniu trądzika (Cordain 2005)- bez węglowodanów o wysokim indeksie glikemicznym i mleka.

Jedzenie, które pomaga, jedzenie, które szkodzi

Reasumując, na podstawie zebranych danych, składniki jedzenie można podzielić na te, które nasilają i te, które pomagają leczyć zmiany trądzikowe. Warto podkreślić niekorzystną rolę mleka, co obserwują także sami pacjenci twierdząc, że po jego odstawieniu zmiany skórne zanikały.

Szukałam w literaturze także związku między jakąkolwiek nietolerancją glutenu (celiakią, nieceliakalną nadwrażliwością na gluten), ale takich danych nie znalazłam. Mimo to niektórzy pacjenci taką zależność obserwują. Trudno jednak ocenić, czy to wpływ samego glutenu czy jednak zmiany sposobu odżywiania.

Jeśli więc macie swoje obserwacje, zapraszam do kontaktu.

Literatura do artykułów o trądziku została zebrana w poprzednim wpisie.