Czy życie 15 lat dłużej to kusząca obietnica? Recenzja książki profesora Bernda Kleine- Gunka „Żyj 15 lat dłużej”

Czy życie 15 lat dłużej to kusząca obietnica? Recenzja książki profesora Bernda Kleine- Gunka „Żyj 15 lat dłużej”

Za każdym razem na przełomie roku uzmysławiamy sobie, że właśnie stajemy się starsi.
Kalendarz pracuje na niekorzyść przybliżając nas do nieuchronnej starości i problemów z nią związanych.
Czy jest jednak coś, co może zahamować procesy starzenia? Czy możemy się zestarzeć i pozostać w świetnej formie? I wreszcie, czy możemy poprzez świadome wybory dołożyć sobie dodatkowe 15 lat życia?
O tym jest książka profesora Bernda Kleine- Gunka „Żyj 15 lat dłużej”, którą dzisiaj prezentuję.

Czy 15 lat dłużej to dużo?

Tytułem książki autor odnosi się do faktu, że statystyczny Europejczyk żyje średnio 80 lat. Ponieważ marzenia o wiecznej młodości jak na razie nie wychodzą poza tę sferę, perspektywa przeżycia 15 lat dłużej lat w dobrej formie fizycznej i umysłowej może być celem wielu z nas. I dzięki gałęzi medycyny anti- aging (w dosłownym tłumaczeniu przeciwstarzeniowej) staje się coraz bardziej realna.

Kim jest autor?

Profesor Bernd Kleine-Gunk jest niemieckim lekarzem ginekologiem oraz przewodniczącym GSAAM, Niemieckiego Towarzystwa Medycyny Prewencyjnej i Anti- Aging. Jest również uznawany za jednego z wiodących na świecie przedstawicieli nurtu anti- aging w medycynie oraz autorem kilku poradników wydanych również w języku polskim (np. „Hormony kobiety” czy „Fitoestrogeny. Łagodny suplement na okres przekwitania” obie wydane przez PZWL).

Zainteresowania oraz dorobek autora wskazują, że obietnice przeżycia 15 lat dłużej w dobrej formie to nie tylko puste obietnice.

„Czy starość jest chorobą?”

W dzisiejszych czasach mamy trochę problemu ze starzeniem się i starością. Z jednej strony wiemy, ze jest nieuchronna, a z drugiej- postrzegamy ją jako coś nieatrakcyjnego. Nieatrakcyjne są zmiany w naszym wyglądzie, zachowaniu, myśleniu. Ze starością wiążą się też choroby: nadciśnienie, miażdżyca, demencja, osteoporoza, nowotwory. Jak pisze autor, wiek podeszły jest najważniejszym czynnikiem ryzyka rozwoju tych chorób. Dlatego starości się boimy.

Są jednak sposoby potwierdzone wieloletnimi obserwacjami i badaniami naukowymi, które wskazują, ze można pozostać na starość w dobrej formie. A im wcześniej zaczniemy je wprowadzać w życie tym lepsze perspektywy.

„To, co nam szkodzi, jest dla nas dobre”

Chociaż brzmi to dość dziwnie, stanowi podstawę tzw. hormezy. Zjawisko to polega na pobudzeniu mechanizmów samonaprawy w odpowiedzi na powtarzające się udzkodzenia. Tak działa stres oksydacyjny, który z jednej strony działa destrukcyjnie, ale z drugiej pobudza mechanizmy antyoksydacyjne w komórce powodujące naprawę uszkodzeń. Brak stresu oznacza więc brak stymulacji układu enzymów antyoksydacyjnych. To dlatego, według profesora Kleine- Gunka, nadmiar witamin może nam zaszkodzić.

Paradoks? Okazuje się, że niekoniecznie. To czy jesteśmy zdrowi, nie zależy od łykania garści witamin, ale od sprawności własnych mechanizmów naprawczych. Ale ważna jest dawka czynnika uszkadzającego. Coś co nam szkodzi w nadmiarze, w małej ilości pomaga pobudzając organizm do „zdrowej” reakcji. Tak działają wtórne substancje roślinne występujące w owocach i warzywach (a nie w pastylkach z witaminami). Nie znalazły się one tam jednak po to, żeby nas leczyć, ale po to, żeby chronić rośliny. To nie one więc są ważne dla naszego zdrowia, ważna jest reakcja organizmu na te substancje.

Co szkodzi naszej młodości?

Po wyjaśnieniu zjawiska hormezy profesor Kleine- Gunk omawia czynniki, które szkodzą zdrowiu i młodemu wyglądowi. Składają się one na 7- elementową strategię anti- aging. Nie powinno dziwić, że wśród nich duże znaczenie ma odpowiednie odżywianie, przy czym największym wrogiem naszej młodości jest cukier oraz przejadanie. Nawet autor namawia do kresowej rezygnacji z kolacji. Z jednaj strony jest to czynnik stresowy dla organizmu, a z drugiej- dobrze przebadana forma głodówki pobudzająca organizm do produkcji hormonu wzrostu.

Szkodzą nam również przewlekłe stany zapalne (nawet te niewidoczne w jamie ustnej), niedobory hormonów czy słaba praca mitochondriów. Są to wszystko czynniki, nad którymi możemy świadomie sprawować kontrolę dzięki radom profesora Kleine- Gunka.

Czy starość można leczyć?

Tutaj przechodzimy do dość kontrowersyjnych, wg mnie, zagadnień związanych z terapią (a nie tylko usuwaniem) tych szkodliwych czynników.

Przykładem takiego działania jest profilaktyczne stosowanie aspiryny, którą autor zaleca jako bezpieczny lek w terapii przewlekłych stanów zapalnych czy metforminy, stosowanej w leczeniu cukrzycy czy insulinooporności, a tutaj polecanej jako lek wydłużający życie. Nie do końca zgadzam się z propozycją sięgania po leki w celu zahamowania starzenia, na szczęście jednak autor książki nie ogranicza się tylko do farmakoterapii. Zdecydowanie poleca prowadzenie aktywnego trybu życia oraz sięganie po żywność SIRT.

Żywność SIRT- gwiazdy kuchni anti- aging

Według mnie to właśnie jeden z ciekawszych wątków w tej książce.

SIRT jest to żywność o wysokim stężeniu stymulujących substancji roślinnych. Ich istotnym składnikiem jest sulforafan obecny w brokułach, kurkumina obecna w korzeniu kurkumy czy galusan epigallokatechiny w zielonej herbacie. Wszystkie te substancje wykazują działanie przeciwnowotworowe. Ale strategia przeciwnowotworowa obejmuje nie tylko stosowanie tych aktywnych substancji, ale też, a może przede wszystkim polega na ograniczeniu podaży komórkom nowotworowym ich jedynego źródła energii, czyli cukru (więcej o tej koncepcji przeczytasz TUTAJ).

Młody wygląd

Nasz wygląd to ważny element strategii anti- aging. To skóra i włosy stanowią drogę do możliwie długiego utrzymania dobrego wyglądu. Proferor Kleine- Gunk nie widzi nic złego w potrzebie ingerowania w wygląd za pomocą leków czy niektórych zabiegów. Szczególnie podkreśla tutaj możliwości i zalety hormonoterapii, i to zarówno u kobiet, jak i mężczyzn. I nie chodzi tu o niesławną hormonalną terapię zastępczą, ale o umiejętne dozowanie hormonów płciowych, co pozwala poprawić wygląd skóry, zahamować wypadanie włosów czy wygładzić cellulit.

Podsumowanie

Niewątpliwie książka profesora Bernda Kleine- Gunka wypełnia istniejącą lukę w literaturze opisując zagadnienia związane ze starzeniem się i to zarówno w kontekście wydłużenia życia, jak i zachowania zdrowia i młodego wyglądu. Chociaż z niektórymi aspektami tej książki nie do końca się zgadzam, opisuje ona problem całościowo- od zaleceń dotyczących stylu życia i odżywiania po leczenie (profilaktykę?) farmakologiczne czy hormonalne. Dlatego może stanowić ciekawą lekturę dla czytelnika zainteresowanego problemami starzenia. Warto przy tym wiedzieć, że im wcześniej się zapoznamy z teorią na temat starzenia i wdrożymy proponowane postępowanie, tym większe mamy szanse spełnić tytułowe życzenie „15 lat dłużej”.

Ale czy to kusząca perspektywa, każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Szczęśliwego Nowego Roku!


Prof. Bernd Kleine- Gunk, Żyj 15 lat dłużej, przeł.Barbara Wencka, Wrocław, Edra Urban&Partner, 2018, ISBN: 978-83-65835-75-8. (www.esteri.pl)

„Dlaczego nasze dzieci chorują?” czyli mocny głos w sprawie żywności przetworzonej

„Dlaczego nasze dzieci chorują?” czyli mocny głos w sprawie żywności przetworzonej

Pomiędzy opiniami zagorzałych zwolenników i głośnych przeciwników przetworzonej żywności pojawiła się książka Michelle Perro i Vincanne Adams pt. „Dlaczego nasze dzieci chorują?” .
O ile jednak zażarte dyskusje zwolenników i przeciwników wydaja się ciągnąć bez końca i nie rozstrzygać problemu, faktem jest, że nasze dzieci chorują w skali dotąd nieznanej. Książka natomiast wini za tę sytuację przemysł spożywczy i rynek żywności przetworzonej dostarczając naukowych dowodów popartych własnymi obserwacjami.

Prawda, która boli

„Wszystko, co dzisiaj jemy, jest żywnością industrialną.”

Niestety, skończyły się już czasy, gdzie pomidor był po prostu pomidorem, a ryba- rybą. Teraz cała żywność (poza uprawami z przydomowych ogródków czy żywności organicznej), nawet postrzegana jako nieprzetworzona, zawiera cały arsenał toksyn, takich jak pestycydy, hormony czy antybiotyki. I to jedzą dzieci z kształtującym się dopiero układem odpornościowym, nerwowym i organami.

„Żadne z wcześniejszych pokoleń nie przyjmowało wraz z jedzeniem tylu toksycznych substancji”

Do tego należy dodać kontakt z substancjami chemicznymi z materaców, mydeł, filtrów przeciwsłonecznych, ubrań. Czy powinno więc dziwić nas, że dzieci chorują?

Kim są autorki?

Zainteresowanie autorek tematem wpływu żywności przetworzonej na zdrowie dzieci nie jest kwestią przypadku.

Michelle Perro jest lekarzem pediatrą z 35- letnim doświadczeniem. Trafiają do jej kliniki pacjenci z różnymi problemami, ale największą ich część stanowią choroby przewlekłe. Ponieważ medycyna akademicka nie pomogła w odnalezieniu przyczyny rosnącej fali zachorowań wśród dzieci, poszerzyła swoje zainteresowania o nurt medycyny integracyjnej. Własne poszukiwania, analiza literatury medycznej, wsparcie ziołolecznictwa czy zasad zdrowego odżywiania doprowadziły lekarkę do wypracowania własnych metod leczenia małych pacjentów.

Wszystko to przekonało ją, że należy skupić się przede wszystkim na tym, co jej mali pacjenci jedzą i piją”.

Vincanne Adams, druga z autorek, jest antropologiem badającym zależności między kulturowymi, społecznymi czy ekonomicznymi ograniczeniami a wiedzą medyczną mieszkańców różnych rejonów świata i efektywnością leczenia. Chociaż początkowo była sceptycznie nastawiona do zagrożeń związanych z  żywnością przemysłowo wytwarzaną, analiza badań i własne obserwacje potwierdziły mroczny związek między żywnością genetycznie modyfikowaną i stosowaniem pestycydów a chorobami dzieci.

„Nieszczelne jelito: klucz do zrozumienia, jak pestycydy wpływają na zdrowie”

Kwestia szczelności bariery jelitowej jest, wg autorek książki, kluczowa dla zachowania zdrowia. Nic dziwnego, że wszystko, co ją uszkadza, działa na niekorzyść i pogrąża człowieka w chorobie. A przyczyniają się do tego nie tylko nadwrażliwości pokarmowe, ale też nadmiar cukru, toksyny, modyfikacje genetyczne.

Problemowi żywności genetycznie modyfikowanej autorki poświęcają wiele miejsca przedstawiając naukowe dowody za i przeciw. Prawda jest jednak taka, że badania nad ich oddziaływaniem na organizm prowadzi się w kontrolowanych warunkach przez krótki okres czasu. Z przyczyn etycznych nie przeprowadza się biopsji narządów czy badania sekcyjnego w celu dokładnej analizy zmian, które mogą zajść pod ich wpływem. To powoduje, że o ich faktycznym znaczeniu dla zdrowia człowieka wiemy niewiele. Nie bierze się pod uwagę wpływu wszystkich elementów żywności przemysłowo wytwarzanej czy ich sumarycznej dawki.

Nic dziwnego, ze autorki retorycznie pytają:

Czy nasze dzieci są uczestnikami eksperymentu?”

Podobne wątpliwości dotyczą glifosatu (pod nazwą handlową Roundap) powszechnie stosowanego w rolnictwie do ograniczenia wzrostu chwastów i zwiększenia wydajności upraw. Jego efektywność spowodowała opracowanie genetycznie modyfikowanej odmiany pszenicy pod Roundap oraz nadmierne stosowanie pestycydów pobudzających zboże do szybkiego wzrostu. Zwolennicy stosowania Roundapu w rolnictwie argumentują to brakiem szlaku enzymatycznego blokowanego przez Roundap u człowieka (tzw. szlak szikimowy), przez co wydaje się być całkiem obojętny dla naszego zdrowia. Ale co z naszym mikrobiomem, czyli drobnoustrojami żyjącymi w naszym przewodzie pokarmowym, dbającymi o szczelność bariery jelitowej, dostarczającymi nam enzymów trawiennych i witamin? Niestety glifosat niszczy je tak jak chwasty pozostawiając organizm człowieka w poważnych kłopotach.

„Składniki katastrofy: toksyczna żywność, chore dzieci i granice medycyny”

Autorki książki nie narzucają swojej opinii na temat żywności. Przedstawiają naukowe dowody na związek jedzenia ze zdrowiem dzieci z odniesieniami do pozycji w literaturze medycznej. Dzięki temu zainteresowany czytelnik sam może zgłębić temat i wyciągnąć własne wnioski.

Dla mnie jako lekarza jednak największe wrażenie zrobiły opisy przypadków z gabinetu dr Perro. Choroby przewlekłe dotykają dzieci w każdym wieku, a w każdym opisanym przypadku medycyna akademicka okazywała się bezradna oferując jedynie kolejny farmaceutyk dla złagodzenia objawów. Natomiast dr Perro leczenie każdej choroby, od alergii poprzez jadłowstręt aż po autyzm i schizofrenię, zaczyna od leczenia jelit: usuwa przetworzone nieorganiczne jedzenie, leczy dysbiozę, ogranicza cukier, uzupełnia niedobory witamin i mikroelementów. Niestety nie zawsze osiąga pełne wyleczenie, ale poprawa stanu zdrowia dzieci zdumiewa wszystkich.

Tak naprawdę jednak gabinet doktor Perro jest zwykle na końcu różnych placówek medycznych odwiedzanych przez zdesperowanych rodziców szukających pomocy.

I to właśnie matkom przewlekle chorych dzieci dedykowana jest ta książka. Matkom, które uparcie i często w osamotnieniu dążą do poznania prawdy o przyczynach chorób swoich dzieci.

Problem nas wszystkich

Książka „Dlaczego nasze dzieci chorują?” to mocny głos w sprawie złej jakości naszego jedzenia i złego stanu zdrowia naszych dzieci. Oczywiście można się z argumentacją autorek nie zgadzać (po cichu przecież liczymy, ze instytucje sprawujące kontrolę nad produkcją żywności nie dopuściłyby do katastrofy), trzeba je jednak znać i być świadomym potencjalnych zagrożeń. Ten problem dotyczy każdego z nas.

Dlatego Michelle Perro i Vincanne Adams przekonują, że nie możemy biernie czekać, co się wydarzy, jaki ostatecznie zostanie wydany werdykt w sprawie bezpieczeństwa żywności przetworzonej.

„Podczas gdy medycyna konwencjonalna zmierza w ślimaczym tempie w kierunku testów i badań, które są potrzebne do wyjaśnienia związków przyczynowych łączących żywność genetycznie modyfikowaną, naszpikowaną pestycydami, z chorobami przewlekłymi, my jesteśmy głęboko przekonane, że nie ma czasu do stracenia. Istnieje wiele badań, na których już dziś można się oprzeć i połączyć fakty na temat niezdrowej żywności i chorób, w które ta ostatnia nas wpędza. Nasze dzieci są królikami doświadczalnymi dla nowych technologii stosowanych w rolnictwie, a o ich szkodliwości i zagrożeniach świadczy stale pogarszający się stan zdrowia najmłodszych obywateli.”

Jeśli nie chcesz być obojętnym obserwatorem, zachęcam Cię do przeczytania tej książki i do wyrobienia własnych poglądów.

Jeśli spodobała Ci się recenzja, może zainteresują Cię też wcześniejsze, np.


Michelle Perro i Vincanne Adams, Dlaczego nasze dzieci chorują? Jak żywność przetworzona przyczynia się do epidemii chorób przewlekłych i co rodzice (oraz lekarze) mogą z tym zrobić, przeł. Magdalena Golachowska, Łódź, Galaktyka, 2018, ISBN: 978-83-7579-668-1. (www.galaktyka.com.pl).

Selen- kiedy jego niedobór może szkodzić, a podawanie pomagać?

Selen- kiedy jego niedobór może szkodzić, a podawanie pomagać?

Selen jest jednym z ważniejszych pierwiastków koniecznych do życia. Odgrywa on ważną rolę w wielu procesach fizjologicznych, także związanych z funkcjonowaniem układu odpornościowego. Jego działanie opiera się na prawidłowej podaży selenu, który zostaje wbudowany do enzymów z grupy selenoprotein. Najnowsze obserwacje wskazują jednak, że to nie jedyna rola selenu w organizmie.

Selen- najpierw toksyna, potem lekarstwo

Selen został w wykryty w 1817 roku przez szwedzkiego chemika Jönsa Jakoba Berzeliusa. Co ciekawe, przez około 150 lat raczej był postrzegany jako toksyna, niż element potrzebny nam do życia. Dopiero badacze Klaus Schwartz and Calvin Foltz wykazali w swoich badaniach, że dostarczanie selenu z jedzeniem chroni szczury przed martwicą wątroby. A kolejne prace dostarczyły większej wiedzy na jego temat.

Skąd bierzemy selen?

Selen należy do tych pierwiastków, które muszą zostać dostarczone z pożywieniem.

Dostateczna jego podaż jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego, męskiego układu rozrodczego, układu hormonalnego, krążenia oraz odpornościowego. Na dostępność biologiczną selenu wpływa ilość i forma spożytego selenu, metabolizm oraz cechy genetyczne człowieka, które wpływają na wykorzystanie jego metabolitów.

Również położenie geograficzne ma wpływ na zasobność gleby i pożywienia w selen, przy czym najrzadziej jego niedobór stwierdza się w Ameryce Północnej, częściej natomiast w Chinach, Rosji i niektórych rejonach Europy.

Zapotrzebowanie na selen jest zabezpieczone poprzez różnorodne pokarmy, jak zboża, warzywa, mięso, orzechy, nabiał czy owoce morza.

Selen organiczny i nieorganiczny

Okazuje się, że dla optymalnego wykorzystania selenu znaczenie ma jego forma pobierana z pożywieniem.

Selen w żywności pochodzenia roślinnego występuje głównie w formie organicznej jako selenometionina. Ta wchłonięta w przewodzie pokarmowym uwalnia selen, który zostaje wykorzystany do syntezy selenoprotein (białek, o których więcej będzie za moment).

Inne formy selenu spożywane z jedzeniem to związki nieorganiczne: selenian i selenin. Chociaż biodostępność obu form jest wysoka, to jednak znacząca ilość selenianu przechodzi w stanie niezmienionym do moczu, a selen obecny w tym połączeniu nie zostaje wykorzystany. Prawdopodobnie lepsza dostępność selenu występuje w przypadku seleninu, jednak zależy ona od innych składników jedzenia w treści jelitowej oraz składu mikrobioty.

W żywności pochodzenia zwierzęcego selen występuje w postaci selenoprotein, a ich zawartość zależy od dostępności organicznych lub nieorganicznych form selenu w pożywieniu tych zwierząt.

Normy spożycia selenu są różne w zależności od kraju, wieku i płci. W Polsce dla osoby dorosłej zalecane dzienne spożycie selenu wynosi 45- 55 µg (większe jest w ciąży i w czasie laktacji). Ocenia się jednak, że przeciętny Polak spożywa 37,9 μg/dobę w przypadku kobiet i 62,2 μg w przypadku mężczyzn.

Do oceny zasobów selenu w organizmie służy badanie stężenia selenu we krwi, poziom selenoproteiny P oraz aktywności peroksydazy glutationowej.

Działania niepożądane nadmiaru selenu

Dane na temat toksyczności selenu dla człowieka są ograniczone. Prawdopodobnie krótkotrwałe nadmierne spożycie selenu nie jest groźne, ponieważ jego nadmiar zostaje wydalony z moczem. Jeśli natomiast organizm jest długo przeładowany selenem (stan ten nazywamy selenozą) mogą pojawić się takie zaburzenia, jak kruchość paznokci, utrata włosów, zaburzenia żołądkowo- jelitowe, wysypka skórna, oddech o zapachu przypominającym czosnek, zmęczenie, rozdrażnienie.
Przypuszcza się, że selen w postaci nieorganicznej może szybciej i w niższych dawkach wywoływać objawy niepożądane niż selen organiczny.

Selenoproteiny- dlaczego są ważne?

Przechodzimy do wspomnianych wcześniej selenoprotein. To dzięki ich działaniu selen jest tak ważny dla funkcjonowania organizmu człowieka.

Grupa selenoprotein obejmuje 25 enzymów kodowanych przez 25 genów, które pełnią różne funkcje. Wiele z nich jest enzymami zaangażowanymi w reakcje utlenianiania i redukcji, chroni przed działaniem wolnych rodników i stresu oksydacyjnego.

Najlepiej poznane selenoproteiny to:
peroksydaza glutationowa GPX- bierze udział w ochronie komórek przed działaniem wolnych rodników
reduktaza tioredoksyny TXNRD- bierze udział w odzyskiwaniu kwasu askorbinowego z jego utlenionych postaci
dejodynaza jodotyroninona DIO – odcina atom jodu z nieaktywnej postaci hormonu tarczycy T4 i przekształca ją w postać aktywną T3
selenoproteina P SEPP1- produkowana i wydzielana przez wątrobę, białko transportujące selen drogą krwi, dostarcza selen do różnych tkanek, zawiera 40-60% selenu obecnego we krwi

Zapotrzebowanie na selen określa poziom selenoprotein w różnych tkankach. Wydaje się, że nawet w stanach niedoboru selenu w organizmie, niektóre narządy, jak mózg, jądra czy gruczoły produkujące hormony mają pierwszeństwo w wychwytywaniu tego pierwiastka. Narządy, które otrzymują selen w postaci związanej z selenoproteiną P, cierpią wówczas na niedobór selenu.

Kiedy niedobór selenu może szkodzić, a jego podawanie pomagać?

1. Nowotwory

Na modelu zwierzęcym stwierdzono, że zwiększenie podaży selenu powyżej poziomu minimalnego koniecznego do syntezy selenoprotein zmniejsza zachorowanie na nowotwory. Potwierdziły to obserwacje prowadzone wśród ludzi, których dieta obfitowała w selen (potwierdziły to wysokie poziomy tego pierwiastka we krwi i paznokciach). Istnieją obserwacje o zwiększeniu skuteczności chemioterapii przeciwnowotworowej w powiązaniu z suplementacją selenu oraz zmniejszanie rozmiarów guza i przywracanie wrażliwości guza na leczenie (badanie SECAR). Nie ma jednak badań potwierdzających skuteczność antynowotworowego działania selenu w sposób jednoznaczny.

2. Stany zapalne

Dostępne dane sugerują związek między niedoborem selenu a występowaniem miażdżycy, infekcji wirusowych czy reumatoidalnego zapalenia stawów. Suplementacja selenu u pacjentów z tymi schorzeniami pozwala na poprawę stanu zdrowia i jakości życia. Prawidłowy poziom selenu jest konieczny dla prawidłowej reakcji układu immunologicznego. U zwierząt ze stanem zapalnym podawanie selenu w dawkach większych niż wymagane do produkcji selenoprotein powodowało zmniejszenie produkcji cytokin sprzyjających zapaleniu. Suplementacja selenu powoduje różnicowanie makrofagów w kierunku postaci sprzyjających gojeniu ran czy ustępowaniu zapalenia.

Ale niektóre procesy zapalne mogą ulec też nasileniu pod wpływem zwiększonej podaży selenu, co stwierdzono na przykładzie astmy oskrzelowej u myszy. Prawdopodobnie spożywanie selenu w postaci nieorganicznej zwiększa aktywność zapalenia. Możliwe więc, że spożywanie selenu w postaci organicznej i nieorganicznej podobnie wpływa na podniesienie zasobów selenu w organizmie, ale inaczej działa na procesy zapalne.

3.Choroby autoimmunologiczne

Niedobór selenu zaburza aktywność, różnicowanie i proliferację komórek układu odpornościowego. Ponieważ zostaje wbudowany do selenoprotein, odgrywa rolę w zapoczątkowaniu prawidłowej reakcji układu immunologicznego, jak i reguluje nadmierną reakcję immunologiczną, jaką obserwujemy w chorobach autoimmunologicznych.

4.Cukrzyca

Prawdopodobnie selen pełni również rolę w metabolizmie glukozy, działaniu insuliny i, być może, powstawaniu cukrzycy.

Stwierdzono, że stosowanie preparatów selenu zwiększa produkcję insuliny. W kilku badaniach stwierdzono odwrotną zależność między stężeniem selenu w organizmie a poziomem glukozy (im wyższy poziom selenu tym niższy glukozy) oraz poprawę kontroli cukrzycy u pacjentów z cukrzycą typu 2. Jednak istnieją doniesienia o działaniu ponadprzeciętnych dawek selenu jako czynnika sprzyjającego hiperinsulinemii i insulinooporności. Kwestia bezpieczeństwa stosowania selenu pod tym kątem wymaga więc dalszych prac.

5. Tarczyca

Ponieważ selen jest składnikiem enzymu odcinającego atom jodu od tyroksyny T4, jego niedobór niekorzystnie odbija się na produkcji aktywnej formy hormonu tarczycy. Stąd jeśli w badaniach hormonów tarczycy obserwujemy zaburzenia proporcji T4 do T3 (prawidłowo 20:1, tutaj jest wyższy z powodu kumulacji T4 i niedoboru T3), może to sugerować niedobór selenu i nakazuje dalsze badania w tym kierunku.

Istnieją także doniesienia o częstszym występowaniu autoimmunologicznego zapalenia tarczycy na terenach objętych niedoborem jodu.

Więcej o znaczeniu selenu w chorobach tarczycy pisałam TUTAJ

Podsumowanie

  1. Chociaż wciąż nie wiemy jeszcze wszystkiego na temat znaczenie selenu w zdrowiu i chorobie, pierwsze doniesienia wskazują, że jest on ważny dla utrzymania organizmu przy zdrowiu
  2. Mimo że jest dostępny w wielu różnych pokarmach, jego ilość w pożywieniu może być nieprzewidywalna, stąd potrzeba oznaczania zasobów i wykorzystania tego pierwiastka przez organizm
  3. W jedzeniu (i suplementach) występuje w postaci organicznej i nieorganicznej. Mimo dość podobnej biodostępności wydaje się, że forma organiczna ma przewagę (możliwe, że formy nieorganiczne nasilają procesy zapalne)
  4. Pierwsze doniesienia wskazują na korzystny wpływ uzupełniania podaży selenu w procesach zapalnych, chorobach autoimmunologicznych, tarczycy, nowotworach oraz niektórych postaciach cukrzycy. Warto więc śledzić kolejne doniesienia na temat roli selenu.

Literatura:

  1. Joseph C. Avery I Peter R. Hoffmann. Selenium, Selenoproteins, and Immunity. Nutrients 2018, 10(9), 1203; doi:10.3390/nu10091203
  2. Gerald F. Combs, Jr. Biomarkers of Selenium Status. Nutrients. 2015 Apr; 7(4): 2209–2236.
    Published online 2015 Mar 31. doi:  10.3390/nu7042209
  3. K Sandeep Prabhu. Selenium. Adv Nutr. 2016 Mar; 7(2): 415–417.
    Published online 2016 Mar 9. doi:  10.3945/an.115.010785
  4. Lutz Schomburg. Dietary Selenium and Human Health. Nutrients. 2017 Jan; 9(1): 22. Published online 2016 Dec 30. doi:  10.3390/nu9010022
  5. Bodo Speckmann and Tilman Grune. Epigenetic effects of selenium and their implications for health. Epigenetics. 2015 Mar; 10(3): 179–190. Published online 2015 Feb 3. doi:  10.1080/15592294.2015.1013792
  6. Mirosław Jarosz. Normy żywienia dla populacji Polski. Instytut Żywności i Żywienia. 2017

.

Czym się żywi nowotwór czyli recenzja książki „Zagłodzić raka. Metaboliczne podejście do walki z chorobą nowotworową” Nashy Winters i Jess Higgins Kelley

Czym się żywi nowotwór czyli recenzja książki „Zagłodzić raka. Metaboliczne podejście do walki z chorobą nowotworową” Nashy Winters i Jess Higgins Kelley

Jeśli ktoś szuka odpowiedzi, jak powstaje nowotwór, co powoduje, że komórki mnożą się i rosną wymykając kontroli i niszcząc organizm od środka, dobrze trafił. Książka Nashy Winters i Jess Higgins Kelley podpowiada w sposób ciekawy i kompleksowy, jak „zagłodzić raka”.

Jak „zagłodzić raka”?

Przyznaję, że po książkę dwóch nieznanych mi autorek sięgnęłam z powodu chwytliwego tytułu, sama nie bardzo wierząc, ze zdobędę z niej jakieś nowe informacje.
Raczej spodziewałam się, że, podobnie jak w innych książkach o tej tematyce, autorki skupią się na przedstawieniu szkodliwego wpływu cukru na rozwój choroby nowotworowej i zachwalaniu zalet diety ketogennej. Jakie było moje zdziwienie, gdy otrzymałam kompleksowy przewodnik obrazujący podłoże metaboliczne i środowiskowe choroby nowotworowej.

Kim są autorki?

Doktor Nasha Winters jest naturopatką, która 20 lat wcześniej usłyszała diagnozę raka jajnika w zaawansowanym stadium. Stosując dostępną wiedzę akademicką, podejście integracyjne oraz pełnowartościową dietę nie tylko sama pokonała chorobę nowotworową, ale też pomaga w tym innym pacjentom. Ponieważ właściwe odżywianie stanowi fundament stosowanych przez nią metod, wiele lat temu rozpoczęła współpracę z Jess Higgins, dietetyczką specjalizującą się w terapii pacjentów onkologicznych. Efektem tej współpracy są remisje wśród pacjentów, którym nie dawano szansy na długie przeżycie oraz ta książka.

„Możesz uwierzyć lub nie, ale właściwe odżywianie się jest najpotężniejszym wrogiem raka- począwszy od zmniejszenia tempa rozprzestrzeniania się komórek nowotworowych (metastaza), przez wspomaganie śmierci tych komórek (apoptoza) aż do hamowania czynników wzrostu.”

Zacznijmy od początku…

Pierwszy rozdział książki traktuje o kryzysie nowotworowym: tłumaczy, dlaczego coraz częściej chorujemy, co powoduje, że zdrowa komórka przemienia się w komórkę nowotworową, co ją napędza do wzrostu, dlaczego wymyka się spod kontroli oraz na czym polega metaboliczne podejście do raka.

„Rak jest chorobą mitochondrialną, związaną z fizjologią, psychologią i środowiskiem człowieka. Badanie uszkodzonego genu samego w sobie jest jak zakładanie pasa bezpieczeństwa już po wypadku. Rak nie jest chorobą genetyczną, ale zaburzeniem metabolicznym, które występuje w reakcji na to, jak się odżywiamy i jak traktujemy nasze ciała, a co za tym idzie- nasze genomy.”

Autorki nie negują konwencjonalnego leczenia nowotworów, wręcz zaznaczają, że proponowany przez nie program terapeutyczny jest wsparciem leczenia akademickiego. Natomiast to jego efekty powodują, że nowotwór nie ma paliwa do wzrostu i leczenie konwencjonalne przestaje być potrzebne.

Dużo jest przy tym odniesień do pracy w ogrodzie, które bardzo mi odpowiadają z racji moich ogrodniczych zainteresowań ;-). Operacje chirurgiczne, chemioterapia i radioterapia przypominają wg autorek wyrywanie widocznej na powierzchni gleby części chwastów w ogrodzie, podczas gdy korzenie wciąż siedzą głęboko w ziemi. W sprzyjających warunkach wypuszczają jeszcze silniejszą i odporniejszą roślinę. Kompleksowe natomiast leczenie polega na usunięciu widocznych części chwastów wraz z korzeniami oraz stworzenie takich warunków, aby chwast nie miał paliwa do wzrostu i  po prostu zniknął.

Cukier- paliwo dla raka

No właśnie, wiemy o tym od lat trzydziestych XX wieku, kiedy to Otto Warburg wykazał, że komórka nowotworowa żywi się cukrem wykorzystując prymitywny proces fermentacji, by glukozę przekształcić w energię. Jednak tempo wykorzystania glukozy przez komórkę nowotworową jest ponad pięćdziesięciokrotnie większe, niż w przypadku zdrowej komórki. A to za sprawą wytworzenia większej ilości receptorów insuliny, co pozwala na wchłonięcie większej ilości glukozy.

A fakt, że nowotwory odżywiają się cukrem wykorzystuje się przy badaniu PET (pozytronowa emisyjna tomografia), która wykrywa skupiska aktywnych komórek nowotworowych.

Ale poza tym nie umiemy tej wiedzy wykorzystać w praktyce.

Z roku na rok rośnie nasze spożycie cukru w każdej postaci. Nie umiemy z niego zrezygnować, stał się naszym nałogiem. Natomiast badacze z Harvardu, na których powołują się autorki książki, wykazali, że „nawet 80% wszystkich nowotworów u ludzi stanowi pokłosie działania glukozy i insuliny, które stymulują namnażanie, przerzuty i agresywność wszystkich rodzajów raka„. Nic dziwnego, że dużo uwagi autorki poświęcają wszelkim możliwym odmianom cukru oraz diecie, która pozwala na ograniczenie jego spożycia.

Inne kancerogeny

W kontekście wpływu diety wysokowęglowodanowej na rozwój raka nadmiar cukru należy traktować jako kancerogenny (sprzyjający rozwojowi nowotworu). Ale obecnie jesteśmy narażeni na działanie wielu innych toksyn o podobnym wpływie na organizm. Są to także szeroko omawiane w książce toksyny środowiskowe obecne w powietrzu, wodzie, jedzeniu, ubraniach, naczyniach, meblach itd. Autorki podpowiadają jak zmniejszyć ich obecność w naszym otoczeniu, ale też jak zmniejszyć efekty ich działania na organizm. Tutaj również podstawowe znaczenie odgrywa właściwa, bogata w ważne substancje odżywcze, dieta.

W kontekście właściwej diety autorki dużą rolę przypisują jedzeniu o działaniu prozapalnym:

„Ludzkość przeszła od życia w strachu przed chorobami zakaźnymi do życia w bólu we współczesnej epoce stanów zapalnych. Płoniemy, a nasze marne menu tworzy wyśmienity grunt pod szalejący cykl zapalno- oksydacyjny.”

I tak na tapetę autorki biorą tłuszcze syntetyczne, produkty wysoko przetworzone, fast foody. Zalecają natomiast spożywanie antyoksydantów pochodzenia roślinnego, ryb, orzechów czy oliwy o działaniu antyzapalnym.

Dlaczego ta książka jest ważna?

Ważna jest z kilku powodów:
– podejmuje ważny temat profilaktyki i leczenia nowotworów- choroby o rosnącej częstości występowania, często w bardzo agresywnej postaci
– kompleksowe podejście do tematu poprzez pryzmat odżywiania, działania toksyn środowiskowych oraz metod ich usuwania powoduje, że książka jest przewodnikiem zdrowego stylu życia dla wszystkich, niezależnie od problemu zdrowotnego
– napisana jest prostym, ale ciekawym językiem, przez co odbiorcą może być każdy- od laika w dziedzinie zdrowia i odżywiania po specjalistę w tym temacie

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia i poznania książki.
A może już ją znacie i macie swoją opinię?


Jeśli zainteresowała Cię ta recenzja zapraszam do poznania wcześniejszych, np.

oraz innych pozycji w zakładce Książki


Nasha Winters i Jess Higgins Kelley, Zagłodzić raka Metaboliczne podejście do walki z chorobą nowotworową, przeł. Piotr Cieślak, Łódź, Galaktyka, 2018, ISBN: 978-83-7579-672-8.

Choroba to chaos cząsteczek czyli „Nowoczesna medycyna molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza”doktora Ulricha Strunza

Choroba to chaos cząsteczek czyli „Nowoczesna medycyna molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza”doktora Ulricha Strunza

Kupując książkę „Nowoczesna medycyna molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza” doktora Ulricha Strunza kierowałam się tylko i wyłącznie impulsem. Nie miałam pojęcia, kim jest autor ani jakiej zawartości się spodziewać. I chociaż rozważałam jednocześnie zakup książek innych, lepiej mi znanych autorów, wybrałam właśnie tę.

I nie żałuję.

Autor znany i nieznany

To, że nazwisko autora było mi nieznane, wcale nie oznacza, ze nie jest znany innym czytelnikom, szczególnie poza Polską.

A to za sprawą nie tylko tej jednej książki, ale również kilku innych publikacji. Należą do nich „Cała prawda o tłuszczach. Zdrowie i długowieczność dzięki kwasom omega-3”, „Ulecz siebie. Naturalne mechanizmy samouzdrawiania”, „Wyłącz geny nowotworowe. Bądź dobry dla siebie i bezwzględny dla raka” oraz omawiana dzisiaj „Nowoczesna medycyna molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza” (wszystkie wydane przez Wydawnictwo Vital). Na stronie niemieckiego Amazona można przeczytać, że autor jest praktykującym specjalistą chorób wewnętrznych i uznanym specjalistą od  zdrowego odżywiania. Niestety więcej wiadomości o nim nie znalazłam, nawet na jego własnej stronie internetowej (www.strunz.com).

Nowoczesna medycyna molekularna, czyli co?

Na próżno szukać specjalizacji lekarskiej o takiej nazwie. Mimo to koncepcja medycyny opartej na zjawiskach toczących się na poziomie komórkowym robi karierę. I czy się nazywa medycyną molekularną czy mitochondrialną chodzi o to samo: z pewnych powodów reakcje toczące się w naszych komórkach ulegają zaburzeniu, czego efektem jest choroba.

„Człowiek potrzebuje 47 substancji witalnych i kiedy brakuje chociaż jednej z nich, człowiek jest chory. Kiedy brakuje jednej substancji, cała konstrukcja się zawala. Człowiek umiera.(…)Ta zasada leży u podstaw każdej choroby. Choroba to chaos cząsteczek.”

Przyznaję, że ja tę koncepcję kupiłam.

Problem tylko polega na tym, jak te cząsteczki poskładać.

Rozwiązaniem jest odżywianie

Na metabolizm składają się wszystkie procesy, które zachodzą w organizmie w celu wytworzenia energii niezbędnej do życia. Żeby te procesy zachodziły sprawnie potrzebne jest paliwo, czyli pokarm. To co, zjadamy, zostaje przerobione na energię.

Do niedawna właściwie tylko szkorbut był chorobą, u podłoża której leżał niedobór ważnej dla życia substancji- witaminy C. Potem dowiedzieliśmy się o niedoborach innych witamin (np. B12, kwasu foliowego), żelaza, potasu, magnezu itd. A ostatnio coraz więcej mówi się o leczeniu chorób przewlekłych przy pomocy suplementacji witaminą D, cynkiem, selenem itd. Nie każdy jednak wie, dlaczego.

Do tego potrzebna jest wiedza, jakie te substancje pełnią funkcje w zjawiskach toczących się na poziomie komórki. A żadna z nich nie działa w oderwaniu od pozostałych. Niedobór jednej substancji może wywołać efekt domina, czego efektem jest trudna do przerwania choroba. Może się nawet okazać, że uzupełnienie niedoboru tej jednej substancji to za mało, bo lawina błędnych informacji już się potoczyła. Mógłby więc ktoś powiedzieć: suplementujmy wszystko. Ale to nie rozwiąże problemu, bo substancji nie może być ani za mało, ani za dużo. Inaczej burzymy stan równowagi.

Sztuką jest wkroczenie z pomocą w odpowiednim miejscu z odpowiednimi narzędziami.

Zdrowie pochodzi od środka

„Nie mogę przepisać cudownych tabletek lub cudownych ziół przeciw problemom ze snem, przeciw depresji, przeciw rakowi, przeciw zwyrodnieniu plamki żółtej i przeciw pryszczom. Cud działa bowiem inaczej. Cudem jest sam człowiek- leczy się sam, jeśli spojrzymy na niego całościowo.”

Na kartkach książki doktor Strunz opowiada o zdrowiu i chorobach. Pokrótce opisuje, co się dzieje w naszych centrach energetycznych- mitochondriach w przypadku cukrzycy, depresji, demencji, nowotworów czy w stanie ciągłego zmęczenia. Instrukcja obsługi człowieka, wg autora, wydaje się być prosta: człowiek potrzebuje właściwego jedzenia, odpowiedniej dawki ruchu oraz odpoczynku (sen, medytacja).

Oczywiście każdy człowiek jest inny, ma inne potrzeby zapisane w materiale genetycznym. Na szczęście sposób, w jaki żyjemy, może wpływać na tzw. włączanie i wyłączanie genów, o czym także pisze autor.

W drugiej części książki otrzymujemy przegląd głównych składników odżywczych: białek i tłuszczów (ale nie węglowodanów) wraz z przewodnikiem, jak z nich korzystać. A na końcu- przegląd 47 witalnych substancji, które wszystkie razem i każda z osobna są niezbędne do prawidłowej pracy organizmu. Są to wszystkie witaminy, makro i mikropierwiastki, kwasy tłuszczowe oraz aminokwasy. Bez cukru.

„Szczęście jest bez recepty”

Dla kogo jest ta książka?

Dla każdego. Chociaż samo zagadnienie medycyny molekularnej może odstraszać, osoby zainteresowane tematyką świadomego zapobiegania i leczenia chorób, powinny być sposobem przedstawienia tematu usatysfakcjonowane. Nie będą jednak zadowoleni ci, którzy szukają poradników samoleczenia. Owszem, dostajemy wytyczne odnośnie jedzenia, ruchu, stylu życia, ale kwestie suplementacji należy jednak pozostawić specjalistom, książkę traktując raczej jako kierunkowskaz do dalszego działania.


Ulrich Strunz, Nowoczesna diagnostyka molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza, przeł. Małgorzata Rzepka, Białystok, Vital, 2018, ISBN 978-83-65846-59-4.