Czym się żywi nowotwór czyli recenzja książki „Zagłodzić raka. Metaboliczne podejście do walki z chorobą nowotworową” Nashy Winters i Jess Higgins Kelley

Czym się żywi nowotwór czyli recenzja książki „Zagłodzić raka. Metaboliczne podejście do walki z chorobą nowotworową” Nashy Winters i Jess Higgins Kelley

Jeśli ktoś szuka odpowiedzi, jak powstaje nowotwór, co powoduje, że komórki mnożą się i rosną wymykając kontroli i niszcząc organizm od środka, dobrze trafił. Książka Nashy Winters i Jess Higgins Kelley podpowiada w sposób ciekawy i kompleksowy, jak „zagłodzić raka”.

Jak „zagłodzić raka”?

Przyznaję, że po książkę dwóch nieznanych mi autorek sięgnęłam z powodu chwytliwego tytułu, sama nie bardzo wierząc, ze zdobędę z niej jakieś nowe informacje.
Raczej spodziewałam się, że, podobnie jak w innych książkach o tej tematyce, autorki skupią się na przedstawieniu szkodliwego wpływu cukru na rozwój choroby nowotworowej i zachwalaniu zalet diety ketogennej. Jakie było moje zdziwienie, gdy otrzymałam kompleksowy przewodnik obrazujący podłoże metaboliczne i środowiskowe choroby nowotworowej.

Kim są autorki?

Doktor Nasha Winters jest naturopatką, która 20 lat wcześniej usłyszała diagnozę raka jajnika w zaawansowanym stadium. Stosując dostępną wiedzę akademicką, podejście integracyjne oraz pełnowartościową dietę nie tylko sama pokonała chorobę nowotworową, ale też pomaga w tym innym pacjentom. Ponieważ właściwe odżywianie stanowi fundament stosowanych przez nią metod, wiele lat temu rozpoczęła współpracę z Jess Higgins, dietetyczką specjalizującą się w terapii pacjentów onkologicznych. Efektem tej współpracy są remisje wśród pacjentów, którym nie dawano szansy na długie przeżycie oraz ta książka.

„Możesz uwierzyć lub nie, ale właściwe odżywianie się jest najpotężniejszym wrogiem raka- począwszy od zmniejszenia tempa rozprzestrzeniania się komórek nowotworowych (metastaza), przez wspomaganie śmierci tych komórek (apoptoza) aż do hamowania czynników wzrostu.”

Zacznijmy od początku…

Pierwszy rozdział książki traktuje o kryzysie nowotworowym: tłumaczy, dlaczego coraz częściej chorujemy, co powoduje, że zdrowa komórka przemienia się w komórkę nowotworową, co ją napędza do wzrostu, dlaczego wymyka się spod kontroli oraz na czym polega metaboliczne podejście do raka.

„Rak jest chorobą mitochondrialną, związaną z fizjologią, psychologią i środowiskiem człowieka. Badanie uszkodzonego genu samego w sobie jest jak zakładanie pasa bezpieczeństwa już po wypadku. Rak nie jest chorobą genetyczną, ale zaburzeniem metabolicznym, które występuje w reakcji na to, jak się odżywiamy i jak traktujemy nasze ciała, a co za tym idzie- nasze genomy.”

Autorki nie negują konwencjonalnego leczenia nowotworów, wręcz zaznaczają, że proponowany przez nie program terapeutyczny jest wsparciem leczenia akademickiego. Natomiast to jego efekty powodują, że nowotwór nie ma paliwa do wzrostu i leczenie konwencjonalne przestaje być potrzebne.

Dużo jest przy tym odniesień do pracy w ogrodzie, które bardzo mi odpowiadają z racji moich ogrodniczych zainteresowań ;-). Operacje chirurgiczne, chemioterapia i radioterapia przypominają wg autorek wyrywanie widocznej na powierzchni gleby części chwastów w ogrodzie, podczas gdy korzenie wciąż siedzą głęboko w ziemi. W sprzyjających warunkach wypuszczają jeszcze silniejszą i odporniejszą roślinę. Kompleksowe natomiast leczenie polega na usunięciu widocznych części chwastów wraz z korzeniami oraz stworzenie takich warunków, aby chwast nie miał paliwa do wzrostu i  po prostu zniknął.

Cukier- paliwo dla raka

No właśnie, wiemy o tym od lat trzydziestych XX wieku, kiedy to Otto Warburg wykazał, że komórka nowotworowa żywi się cukrem wykorzystując prymitywny proces fermentacji, by glukozę przekształcić w energię. Jednak tempo wykorzystania glukozy przez komórkę nowotworową jest ponad pięćdziesięciokrotnie większe, niż w przypadku zdrowej komórki. A to za sprawą wytworzenia większej ilości receptorów insuliny, co pozwala na wchłonięcie większej ilości glukozy.

A fakt, że nowotwory odżywiają się cukrem wykorzystuje się przy badaniu PET (pozytronowa emisyjna tomografia), która wykrywa skupiska aktywnych komórek nowotworowych.

Ale poza tym nie umiemy tej wiedzy wykorzystać w praktyce.

Z roku na rok rośnie nasze spożycie cukru w każdej postaci. Nie umiemy z niego zrezygnować, stał się naszym nałogiem. Natomiast badacze z Harvardu, na których powołują się autorki książki, wykazali, że „nawet 80% wszystkich nowotworów u ludzi stanowi pokłosie działania glukozy i insuliny, które stymulują namnażanie, przerzuty i agresywność wszystkich rodzajów raka„. Nic dziwnego, że dużo uwagi autorki poświęcają wszelkim możliwym odmianom cukru oraz diecie, która pozwala na ograniczenie jego spożycia.

Inne kancerogeny

W kontekście wpływu diety wysokowęglowodanowej na rozwój raka nadmiar cukru należy traktować jako kancerogenny (sprzyjający rozwojowi nowotworu). Ale obecnie jesteśmy narażeni na działanie wielu innych toksyn o podobnym wpływie na organizm. Są to także szeroko omawiane w książce toksyny środowiskowe obecne w powietrzu, wodzie, jedzeniu, ubraniach, naczyniach, meblach itd. Autorki podpowiadają jak zmniejszyć ich obecność w naszym otoczeniu, ale też jak zmniejszyć efekty ich działania na organizm. Tutaj również podstawowe znaczenie odgrywa właściwa, bogata w ważne substancje odżywcze, dieta.

W kontekście właściwej diety autorki dużą rolę przypisują jedzeniu o działaniu prozapalnym:

„Ludzkość przeszła od życia w strachu przed chorobami zakaźnymi do życia w bólu we współczesnej epoce stanów zapalnych. Płoniemy, a nasze marne menu tworzy wyśmienity grunt pod szalejący cykl zapalno- oksydacyjny.”

I tak na tapetę autorki biorą tłuszcze syntetyczne, produkty wysoko przetworzone, fast foody. Zalecają natomiast spożywanie antyoksydantów pochodzenia roślinnego, ryb, orzechów czy oliwy o działaniu antyzapalnym.

Dlaczego ta książka jest ważna?

Ważna jest z kilku powodów:
– podejmuje ważny temat profilaktyki i leczenia nowotworów- choroby o rosnącej częstości występowania, często w bardzo agresywnej postaci
– kompleksowe podejście do tematu poprzez pryzmat odżywiania, działania toksyn środowiskowych oraz metod ich usuwania powoduje, że książka jest przewodnikiem zdrowego stylu życia dla wszystkich, niezależnie od problemu zdrowotnego
– napisana jest prostym, ale ciekawym językiem, przez co odbiorcą może być każdy- od laika w dziedzinie zdrowia i odżywiania po specjalistę w tym temacie

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia i poznania książki.
A może już ją znacie i macie swoją opinię?


Jeśli zainteresowała Cię ta recenzja zapraszam do poznania wcześniejszych, np.

oraz innych pozycji w zakładce Książki


Nasha Winters i Jess Higgins Kelley, Zagłodzić raka Metaboliczne podejście do walki z chorobą nowotworową, przeł. Piotr Cieślak, Łódź, Galaktyka, 2018, ISBN: 978-83-7579-672-8.

Choroba to chaos cząsteczek czyli „Nowoczesna medycyna molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza”doktora Ulricha Strunza

Choroba to chaos cząsteczek czyli „Nowoczesna medycyna molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza”doktora Ulricha Strunza

Kupując książkę „Nowoczesna medycyna molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza” doktora Ulricha Strunza kierowałam się tylko i wyłącznie impulsem. Nie miałam pojęcia, kim jest autor ani jakiej zawartości się spodziewać. I chociaż rozważałam jednocześnie zakup książek innych, lepiej mi znanych autorów, wybrałam właśnie tę.

I nie żałuję.

Autor znany i nieznany

To, że nazwisko autora było mi nieznane, wcale nie oznacza, ze nie jest znany innym czytelnikom, szczególnie poza Polską.

A to za sprawą nie tylko tej jednej książki, ale również kilku innych publikacji. Należą do nich „Cała prawda o tłuszczach. Zdrowie i długowieczność dzięki kwasom omega-3”, „Ulecz siebie. Naturalne mechanizmy samouzdrawiania”, „Wyłącz geny nowotworowe. Bądź dobry dla siebie i bezwzględny dla raka” oraz omawiana dzisiaj „Nowoczesna medycyna molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza” (wszystkie wydane przez Wydawnictwo Vital). Na stronie niemieckiego Amazona można przeczytać, że autor jest praktykującym specjalistą chorób wewnętrznych i uznanym specjalistą od  zdrowego odżywiania. Niestety więcej wiadomości o nim nie znalazłam, nawet na jego własnej stronie internetowej (www.strunz.com).

Nowoczesna medycyna molekularna, czyli co?

Na próżno szukać specjalizacji lekarskiej o takiej nazwie. Mimo to koncepcja medycyny opartej na zjawiskach toczących się na poziomie komórkowym robi karierę. I czy się nazywa medycyną molekularną czy mitochondrialną chodzi o to samo: z pewnych powodów reakcje toczące się w naszych komórkach ulegają zaburzeniu, czego efektem jest choroba.

„Człowiek potrzebuje 47 substancji witalnych i kiedy brakuje chociaż jednej z nich, człowiek jest chory. Kiedy brakuje jednej substancji, cała konstrukcja się zawala. Człowiek umiera.(…)Ta zasada leży u podstaw każdej choroby. Choroba to chaos cząsteczek.”

Przyznaję, że ja tę koncepcję kupiłam.

Problem tylko polega na tym, jak te cząsteczki poskładać.

Rozwiązaniem jest odżywianie

Na metabolizm składają się wszystkie procesy, które zachodzą w organizmie w celu wytworzenia energii niezbędnej do życia. Żeby te procesy zachodziły sprawnie potrzebne jest paliwo, czyli pokarm. To co, zjadamy, zostaje przerobione na energię.

Do niedawna właściwie tylko szkorbut był chorobą, u podłoża której leżał niedobór ważnej dla życia substancji- witaminy C. Potem dowiedzieliśmy się o niedoborach innych witamin (np. B12, kwasu foliowego), żelaza, potasu, magnezu itd. A ostatnio coraz więcej mówi się o leczeniu chorób przewlekłych przy pomocy suplementacji witaminą D, cynkiem, selenem itd. Nie każdy jednak wie, dlaczego.

Do tego potrzebna jest wiedza, jakie te substancje pełnią funkcje w zjawiskach toczących się na poziomie komórki. A żadna z nich nie działa w oderwaniu od pozostałych. Niedobór jednej substancji może wywołać efekt domina, czego efektem jest trudna do przerwania choroba. Może się nawet okazać, że uzupełnienie niedoboru tej jednej substancji to za mało, bo lawina błędnych informacji już się potoczyła. Mógłby więc ktoś powiedzieć: suplementujmy wszystko. Ale to nie rozwiąże problemu, bo substancji nie może być ani za mało, ani za dużo. Inaczej burzymy stan równowagi.

Sztuką jest wkroczenie z pomocą w odpowiednim miejscu z odpowiednimi narzędziami.

Zdrowie pochodzi od środka

„Nie mogę przepisać cudownych tabletek lub cudownych ziół przeciw problemom ze snem, przeciw depresji, przeciw rakowi, przeciw zwyrodnieniu plamki żółtej i przeciw pryszczom. Cud działa bowiem inaczej. Cudem jest sam człowiek- leczy się sam, jeśli spojrzymy na niego całościowo.”

Na kartkach książki doktor Strunz opowiada o zdrowiu i chorobach. Pokrótce opisuje, co się dzieje w naszych centrach energetycznych- mitochondriach w przypadku cukrzycy, depresji, demencji, nowotworów czy w stanie ciągłego zmęczenia. Instrukcja obsługi człowieka, wg autora, wydaje się być prosta: człowiek potrzebuje właściwego jedzenia, odpowiedniej dawki ruchu oraz odpoczynku (sen, medytacja).

Oczywiście każdy człowiek jest inny, ma inne potrzeby zapisane w materiale genetycznym. Na szczęście sposób, w jaki żyjemy, może wpływać na tzw. włączanie i wyłączanie genów, o czym także pisze autor.

W drugiej części książki otrzymujemy przegląd głównych składników odżywczych: białek i tłuszczów (ale nie węglowodanów) wraz z przewodnikiem, jak z nich korzystać. A na końcu- przegląd 47 witalnych substancji, które wszystkie razem i każda z osobna są niezbędne do prawidłowej pracy organizmu. Są to wszystkie witaminy, makro i mikropierwiastki, kwasy tłuszczowe oraz aminokwasy. Bez cukru.

„Szczęście jest bez recepty”

Dla kogo jest ta książka?

Dla każdego. Chociaż samo zagadnienie medycyny molekularnej może odstraszać, osoby zainteresowane tematyką świadomego zapobiegania i leczenia chorób, powinny być sposobem przedstawienia tematu usatysfakcjonowane. Nie będą jednak zadowoleni ci, którzy szukają poradników samoleczenia. Owszem, dostajemy wytyczne odnośnie jedzenia, ruchu, stylu życia, ale kwestie suplementacji należy jednak pozostawić specjalistom, książkę traktując raczej jako kierunkowskaz do dalszego działania.


Ulrich Strunz, Nowoczesna diagnostyka molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza, przeł. Małgorzata Rzepka, Białystok, Vital, 2018, ISBN 978-83-65846-59-4.

„Telomery i zdrowie” dr Blackburn i dr Epel- czyli ważne odkrycia dostępne dla każdego

„Telomery i zdrowie” dr Blackburn i dr Epel- czyli ważne odkrycia dostępne dla każdego

Wakacje w pełni, a jak wakacje to i obowiązkowo lektura Nie ma dla mnie milszego skojarzenia niż słońce, plaża, książka i błogi spokój. Tym razem na urlop zabrałam książkę dr Elizabeth Blackburn i dr Ellisy Epel „Telomery i zdrowie”. Czy warto było zabierać tak ciężki temat na wakacje? Na to pytanie odpowiem w dzisiejszym wpisie.

Kim są autorki?

Prawdopodobnie nazwiska autorek książki- dr Elizabeth Blacburn i dr Ellisy Epel, podobnie jak mi, niewiele mówią przeciętnemu czytelnikowi. Natomiast biografia obu jest imponująca.

Dr Elizabeth Bluckburn jest laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny sprzed 9 lat za odkrycie wpływu telomerazy i telomerów na procesy starzenia. Kieruje lub kierowała (teraz jest na emeryturze) instytucjami lub stowarzyszeniami prowadzącymi prace badawcze w zakresie medycyny.

Doktor Elissa Epel jest uznanym psychologiem, prowadzi badania nad stresem, starzeniem się i otyłością.

Biografia obu pań brzmi więc dość poważnie. Do tego proponują nam w swojej książce poważny temat: telomery i zdrowie.

Co to są telomery?

Telomery są to końcowe fragmenty naszych chromosomów. Długo nie wiedziano, do czego są nam właściwie potrzebne, aż do czasu odkryć naszych autorek. Okazuje się, że ich zadaniem jest ochrona chromosomów i to od nich zależy, jak szybko starzeją się i umierają nasze komórki.

To właśnie dr Blackburn i Epel przeprowadziły badania, które ukazały olbrzymi wpływ telomerów na zdrowie. Mało tego, zdobyły wiedzę, jak wpływać na ich funkcjonowanie w sposób zatrzymujący, a nawet odwracający procesy starzenia na poziomie komórkowym.

I oto dzisiaj, dzięki książce „Telomery i zdrowie”, wiedza o tym, jak zachować zdrowie i młodość, trafia do każdego głodnego wiedzy czytelnika.

Do czego taka wiedza jest nam potrzebna?

„Starzenie się i śmierć są nieuniknione, ale to, w jakiej kondycji dotrwamy do końca naszych dni, zależy tylko od nas. Możemy sprawić, że jakość naszego życia będzie lepsza i że wykorzystamy je w pełni.”

Pewnie każdy z nas nie raz zastanawia się, dlaczego niektórzy starzeją się szybciej od rówieśników, z kolei inni nic sobie nie robią z upływającego czasu. W przypadku tych pierwszych świetny wygląd tłumaczymy dobrymi genami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie (przecież matka tej osoby też długo wyglądała świetnie!), przyjemną i niestresującą pracą, łatwym życiem, drogimi kremami. Myślimy o jakimś jednym cudownym czynniku, który odgrywa tu rolę, żałując, że natura nie obdarowała nas takim zestawem genów lub dziwiąc, że te same kremy nie wywołują żadnych widocznych efektów.

Okazuje się jednak, ze nie ma jednego czynnika zapewniającego zdrowy i młody wygląd, a jest to zbiór czynników składający się na nasz styl życia. To cały ich zestaw wpływa na długość telomerów. Ich skracanie wiąże się bowiem ze skracaniem długości życia. Ale telomery nie mogą też być zbyt długie, bo zwykle wynika to z rozpaczliwie podejmowanych procesów naprawczych, co kojarzy się z niekontrolowaną proliferacją komórek w przebiegu nowotworów.

Telomeraza- lekarstwo na krótkie telomery

Okazuje się, że w ciągu życia telomery mogą się nie tylko kurczyć, ale też wydłużać. Jest to możliwe dzięki enzymowi o nazwie telomeraza, który odnawia telomery poprzez dodawanie fragmentów DNA na ich końcach. A dobra wiadomość jest taka, że wszyscy mamy wpływ na aktywność telomerazy i długość telomerów. Co prawda nie zawsze mamy wpływ na wszystkie czynniki powodujące szybsze starzenie, jak np. sytuacje wyzwalające w nas stan silnego i długo trwającego stresu (przykładem podanym przez autorki jest stres doświadczany przez matki opiekujące się własnymi niepełnosprawnymi dziećmi). Ale dzięki nauce radzenia sobie z własnymi emocjami, techniki relaksacyjne, niezamartwianie się na zapas, można poziom odczuwania stresu i aktywność telomerazy modyfikować.

Jak osiągnąć właściwą długość telomerów?

Nie będzie zaskoczeniem, że znaczenie mają styl życia i odżywiania, sposób radzenia sobie ze stresem. Jednak nie mogą mieć one charakteru noworocznych postanowień, o których nie pamięta się już z początkiem lutego. Są to wzorce o charakterze długofalowym, proste do wdrożenia przez każdego.

„Na stronach naszej książki nie znajdziesz kuracji, które zadziałają od ręki. Znajdziesz natomiast konkretne, poparte badaniami wskazówki, mogące zapewnić ci w przyszłości zdrowsze, dłuższe i bardziej spełnione życie. Niektóre z przedstawionych rad nie są niczym nowym. Niemniej jednak zrozumienie stojących za nimi mechanizmów może zmienić sposób, w jaki będziesz postrzegał i przeżywał swoją codzienność.”

Czy młody wygląd jest istotny?

Jest.

I nie chodzi o to, aby w wieku 40 lat lat wyglądać za wszelką cenę na lat 20. Chodzi o to, że wygląd zewnętrzny jest odbiciem tego, co się dzieje w środku. I oczywiście długości telomerów. Krótkie telomery powiązano nie tylko z przedwczesnym starzeniem się, ale też chorobami serca, układu oddechowego, demencją itd. Nie dziwi również, że krótkie telomery obecne są u osób poddanych przewlekłemu stresowi.

Dla kogo jest książka „Telomery i zdrowie”?

Niewątpliwie temat telomerów i telomerazy jest zagadnieniem mocno osadzonym w nauce. Sposób jego prezentacji przez autorki jest jednak na tyle nieskomplikowany, że czytelnik nie ma problemu z trudnymi pojęciami czy niezrozumiałymi zjawiskami. Każdy, oczywiście zainteresowany tematem, może z łatwością przyswoić prezentowaną wiedzę.

Mnie osobiście dodatkowo urzekł język, jakim książka została napisana. W trakcie lektury nie ma się wrażenia, że autorkami są naukowcy obracający się w świecie wielkich badań i doniosłych odkryć, ale raczej dziewczyny z sąsiedztwa znające imię twojego psa oraz zainteresowania najmłodszego dziecka. To wszystko sprawia, że zupełnie mimochodem wkraczasz w świat nauki w sposób łatwy i przyjemny.

Mam nadzieję, że przekonałam Cię do przeczytania książki „Telomery i zdrowie”. Jeśli szukasz książki do walizki, myślę, że podobnie jak ja, nie będziesz żałować wyboru.

Jeśli jednak szukasz innej książki, może zainteresują Cię wcześniejsze recenzje:


Elizabeth Blacburn i Ellisa Epel, Telomery i zdrowie, przeł. Jakub Piątkowski, Łódź, Galaktyka, 2017, ISBN 978-1-4555-8797-1.

Co czytać w wakacje, czyli książki o zdrowiu i zdrowym odżywianiu, które polecam

Co czytać w wakacje, czyli książki o zdrowiu i zdrowym odżywianiu, które polecam

Pewnego dnia zostałam poproszona o stworzenie listy polecanych książek o zdrowiu i zdrowym odżywianiu. W ciągu kilku lat przeczytałam ich kilkadziesiąt. Jedne przeleciały tylko przez moją głowę nie zostawiając trwałego śladu, inne pozostawiły niedosyt, a jeszcze inne zmieniły moje myślenie.
Nie wszystkie z podanych przeze mnie książek to lektury przyjemne i łatwe, niektóre pochodzą sprzed kilku lat, każda z nich jednak ma to COŚ.
Zapraszam więc na subiektywny przegląd książek o zdrowiu i zdrowym odżywianiu, które warto przeczytać w te wakacje.

„Wiecznie głodny?” doktora Davida Ludwiga

Chociaż nigdy nie należałam do osób otyłych, ten tytuł do mnie przemówił: człowiek wiecznie głodny to właśnie ja. Odkąd pamiętam towarzyszyło mi ssanie w brzuchu (także w nocy), które ustępowało tylko na krótko po posiłku. Źle znosiłam głód, a ten towarzyszył mi stale.

Na szczęście, dzięki zmianom w diecie, mam to za sobą.

Nie umiem w tej chwili powiedzieć, czy poprawa była bezpośrednio związana z książką, ale dzięki niej zrozumiałam mechanizmy, które powodują ten stan ciągłego głodu, trudny do zaspokojenia. Chociaż u mnie skończyło się tylko na kilku dodatkowych kilogramach, dzisiaj wiem, że ten czas w moim życiu związany był ze skrajnymi wartościami glukozy we krwi i wysokim poziomem insuliny.

Dr Ludwig obiecuje w swojej książce, że czytelnik, dzięki wdrożonym radom, pozbędzie się ciągłego uczucia głodu, dodatkowych kilogramów, zaburzeń biochemicznych bez wyrzeczeń, głodówek i liczenia kalorii. A jeśli dobre nawyki zostaną utrwalone, nowy sposób myślenia o jedzeniu i samo jedzenie staną się naszą rutyną.

Autor rozprawia się z kaloriami

Aby schudnąć, po prostu mniej jedz i więcej się ruszaj. W podręcznikach ujmuje się to tak: przyjmowane kalorie – spalane kalorie= zmagazynowane kalorie. Od ponad stu lat eksperci traktują tę koncepcję z nabożnym szacunkiem. Codziennie miliony Amerykanów medytują nad kaloriami, pragnąc schudnąć. Niestety dla większości z nas trwała utrata wagi pozostaje w sferze pobożnych życzeń.”

Z tego cytatu już się możemy domyślać, że autor nie każe nam liczyć kalorii, żeby schudnąć. Uczy natomiast co i jak jeść, żeby osiągnąć rezultaty. Co się dzieje z białkiem i węglowodanami, które właśnie zjedliśmy oraz że nie wszystkie tłuszcze są złe. A wszystko jest poparte jest teorią i latami praktyki.

Czy rady doktora Ludwiga są proste w realizacji?

I tak i nie.

Jeśli jednak zrozumiesz mechanizmy oddziaływania jedzenia na organizm człowieka opisany w tej książce, rady odnośnie komponowania posiłków i myślenia o jedzeniu wydadzą się już dziecinnie proste.

W podtytule książki napisano: Ostatnia książka o diecie, której będziesz potrzebował!

Ja bym dopisała: To pierwsza książka o odżywianiu, po którą powinieneś sięgnąć!

„Superodporność- jak z posiłków czerpać zdrowie” Joela Fuhrmana

Autor tej książki jest już pewnie znany czytelnikom tego bloga. Kilka miesięcy temu przedstawiałam recenzję książki „Zdrowe dzieciaki” jego autorstwa.

Tytułowa superodporność to odporność na infekcje, ale też nowotwory czy choroby autoimmunologiczne, a książka zawiera informacje, jak wspomóc układ odpornościowy, żeby nas przed nimi chronił. Chociaż jednak książka skupia się na rozwiązaniu innego problemu niż „Wiecznie głodny” Ludwiga, zalecenia są podobne: prawidłowe proporcje białka (z przewagą roślinnego), węglowodanów z niskim indeksem glikemicznym, zdrowych tłuszczów, podparte substancjami obecnymi w nieprzetworzonych roślinach, jak karotenoidy, flawonoidy, polifenole i wiele innych.

I to jest świetna wiadomość- jedząc nieprzetworzone zbilansowane pokarmy możemy uzyskac różne cele- i pożądaną wagę i odporność przed chorobami.

Idealne odżywienie organizmu to właśnie sekret superodporności i jest on całkiem łatwy w użyciu. Nie potrzeba lat studiów i kontemplacij, aby stać się ekspertem ds. ludzkiego żywienia, jeśli tylko zrozumiesz zasady kierujące twoimi podstawowymi wyborami żywieniowymi i sposobami przyrządzania jedzenia.”

Ale to nie wszystko

Właściwy sposób odżywiania oraz czasami konieczna suplementacja stanowią podstawy medycyny mitochondrialnej.
Podstawą jej zainteresowań jest to, co dzieje się w mitochondriach, czyli maleńkich organellach komórkowych, o których co prawda wiemy, że są centrum energetycznym komórek, ale ich znaczenie jest dużo większe. Okazuje się, że ich prawidłowe działanie jest niezbędne dla naszego zdrowia i dobrego samopoczucia.

I o tym jest książka:

„Medycyna mitochondrialna- nowatorska metoda na pozornie nieuleczalne choroby” doktora Bodo Kuklinskiego i dr Anji Schemionek

Chociaż samo zagadnienie budzi popłoch wśród osób niezwiązanych z medycyną, jest to poradnik adresowany dla pacjentów. Tłumaczy, jak działają mitochondria, co się w nich dzieje ( to nie tylko produkcja energii, ale też centrum oczyszczania komórek z toksyn), jakie są objawy ich złej pracy (zespół przewlekłego zmęczenia, migreny, bóle stawów itd) oraz jak je naprawić.

Wszystkie wspomniane choroby nie powstają wskutek braku lekarstw. Ich podłoże tkwi w niewłaściwych reakcjach organizmu i jego komórek. Jeżeli nie zostanie to rozpoznane i poddane odpowiedniej terapii, nieprawidłowy metabolizm rozprzestrzenia się niczym podziemny pożar. Pewnego dnia kończy się to dostrzegalnymi i dającymi się zmierzyć schorzeniami. Wówczas- nareszcie!- lekarz medycyny konwencjonalnej jest w stanie zdiagnozować ją i leczyć za pomocą lekarstw, które często wywołują dalsze problemy z przemianą materii, a ponadto powodują skutki uboczne. I tak oto powrót do zdrowia zostaje niestety wykluczony!”

Oczywiście jakość jedzenia ma zasadnicze znaczenie w powstawaniu zaburzeń mitochondrialnych. Uboga odżywczo żywność, nadmiar chemikaliów czy nadmiar cukru to tylko niektóre przyczyny problemów.
Ponieważ aktualnie niemal każdą chorobę przewlekłą rozpatruje się w kontekście mitochondropatii, mój apetyt na wiedzę wzrósł po przeczytaniu tej książki. Tym bardziej, że trafiałam w książce na zagadnienia pozostawione bez dalszej analizy, co było nieco rozczarowujące. Dlatego już przymierzam się do zakupu kolejnej pozycji doktora Kuklinskiego pt. „Mitochondria. Diagnostyka uszkodzeń mitochondrialnych i skuteczne metody terapii„, która ma nadzieję zaspokoi mój głód wiedzy 😉

Co jeszcze warto przeczytać

Jeśli jeszcze nie znacie, polecam także wcześniej recenzowane tutaj pozycje. Każda z nich opisywała inny problem, ale łączył je wspólny mianownik: zapobieganie przewlekłym chorobom poprzez naukę zasad zdrowego odżywiania. Były to:

Jeśli także znasz ciekawe książki na temat zdrowia i zdrowego odżywiania, napisz w komentarzu!


David Ludwig. Wiecznie głodny? Rewolucyjny program odżywiania. Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Kraków 2017

Joel Fuhrman. Superodporność: Jak z posiłków czerpać zdrowie. Vital. Białystok 2016

Bodo Kuklinski, Anja Schemionek. Medycyna mitochondrialna: Nowatorska metoda na pozornie nieuleczalne choroby. Vital. Białystok 2017

O dialogu jelit z mózgiem czyli „Zdrowa głowa” doktora Davida Perlmuttera

O dialogu jelit z mózgiem czyli „Zdrowa głowa” doktora Davida Perlmuttera

Na blogu już pojawiały się wcześniej recenzje książek. Dokładnie dwie 🙂 (możesz je znaleźć TUTAJ i TUTAJ), ta więc będzie trzecią.

Z Waszych komentarzy na facebooku czy instagramie wiem, że wiele osób czyta podobne książki (ze zdrowiem i odżywianiem w tle), a w tłoku różnych pozycji trudno wyłowić te warte przeczytania.

Dziś więc chciałabym się podzielić z Wami moją opinią na temat „Zdrowej głowy” doktora Davida Perlmuttera.

O autorze

Polski czytelnik miał już okazję poznać wcześniejszą książkę tego autora „Zbożową głowę”.

Muszę jednak przyznać, że nie wywarła ona wtedy na mnie większego wrażenia (czytałam ją rok- dwa temu). Jedyne, co z niej teraz pamiętam to przesłanie, że jeśli chcesz zachować zdrowy rozum do późnej starości, musisz porzucić wszelkie zboża. Nie do końca jednak pojęłam dlaczego, książkę odłożyłam na półkę, a o doktorze Perlmutterze zapomniałam.

Dzisiaj jednak myślę, żeby wrócić ponownie do tej lektury. Mam wrażenie, że teraz mój odbiór tej książki byłby całkiem inny.

Na doktora Perlmuttera ponownie natknęłam się podczas oglądania serialu dokumentalnego „Regain your brain” (Napraw swój mózg). Był jednym z kilku wypowiadających się specjalistów w dziedzinie neurologii (innym był dr Dale Bredesen, o którego metodzie leczenia choroby Alzheimera pisałam TUTAJ), a jego przekaz był prosty i pełen nadziei: odpowiednimi zmianami w sposobie życia, a szczególnie odżywiania, możemy naprawić uszkodzenia w układzie nerwowym. Zainspirowana, postanowiłam dowiedzieć się o doktorze więcej.

Doktor David Perlmutter jest lekarzem neurologiem prowadzącym własną praktykę, a także profesorem w University of Miami School of Medicine, laureatem nagrody im. Paulinga za nowatorskie podejście do leczenia chorób neurologicznych. A to nowatorskie podejście to nic innego jako powrót do korzeni, czyli odżywianie sposobem naszych przodków. I nie chodzi tu o zabawę w jaskiniowców, bo takiej diety jeszcze nie było, ale o fakt, że możliwości pozyskiwania i produkcji jedzenia zmieniły się dużo szybciej, niż ludzkie geny. Nasz układ trawienny nie radzi sobie z nadmiarem cukrów, niektórymi zbożami, chemicznymi dodatkami do żywności, a to powoduje choroby.

Ale to nie jedzenie jest głównym bohaterem książki „Zdrowa głowa”

Przynajmniej nie wprost.

Bohaterem tej książki są bakterie zamieszkujące nasz przewód pokarmowy.

Myślę, że Czytelników tego bloga taki awans mikrobioty już nie dziwi. Osobom, które zaglądają tu po raz pierwszy wyjaśnię natomiast, że chodzi o to, że zaburzenia w obrębie flory jelitowej mają wpływ na funkcjonowanie układu nerwowego (zresztą nie tylko tego). Wbrew pozorom, to od niej może zależeć, czy jesteśmy smutni, weseli, czy towarzyszą nam dzisiaj lęki.

„Neurologów uczy się o układzie nerwowym, a szczególnie o mózgu, w bardzo krótkowzroczny sposób….Cała branża medyczna dzieli się dyscypliny związane z poszczególnymi częściami ciała czy układami. Większość moich kolegów uznałaby, że problemy jelit dotyczą po prostu jelit i niczego więcej. Zgodnie z dzisiejszym stanem wiedzy taka perspektywa jest jednak nie do przyjęcia. To, co się dzieje w układzie trawiennym i w mózgu, jest ściśle powiązane, a stan jelit i ich biocenoza- liczne mikroorganizmy, szczególnie bakterie- mają ogromny wpływ na nasze samopoczucie i zdrowie psychiczne.”

„Zdrowa głowa”- zaglądamy do środka

Książka składa się z trzech części.

Część pierwsza

W pierwszej autor opisuje naszych wewnętrznych przyjaciół. A robi to, moim zdaniem, z dużym wdziękiem. Opisuje znaczenie prawidłowej mikroflory w utrzymywaniu swojego gospodarza w stanie zdrowia, w tym wpływ na funkcjonowanie układu immunologicznego. Wyjaśnia także, co się dzieje, gdy równowaga mikrobiomu zostanie zaburzona.

I tak poznajemy pożyteczne bakterie rodzaju Lactobacillus i Bifidobacterium, ale także zagrożenia wynikające z zaburzenia równowagi gatunkowej we wnętrzu jelita. Dowiadujemy się także, że nadmiar Firmicutes przyczynia się do otyłości, a E. coli, poza działaniem chorobotwórczym, wytwarza dla nas witaminę K.

Dowiadujemy się też o ciekawej substancji BDNF, która bierze udział w procesie powstawania nowych komórek nerwowych, a której niedobór odnotowuje się w chorobie Alzheimera, depresji, schizofrenii i wielu innych. Jej poziom zależy od aktywności fizycznej i obecności w diecie kwasów tłuszczowych omega-3. Ale także od równowagi bakteryjnej w jelitach.

Część druga

W drugiej części książki autor opisuje główne czynniki negatywnie wpływające na działanie mózgu.

„Gdy ktoś mnie prosi, bym wymienił czynniki, które niszczą mikrobiom dorosłego człowieka, tłumaczę, że może to być wszystko, z czym się stykamy i co wkładamy do ust.”

Jednak w książce doktor Perlmutter skupia się na omówieniu wpływu najważniejszych składników naszej diety, które robią spustoszenie w naszym mikrobiomie. Należą do nich fruktoza spożywana w postaci dodatku do przetworzonych produktów spożywczych, czyli syropu glukozowo- fruktozowego oraz gluten. Ale to nie tylko one są winne. Autor opisuje zmiany w mikrobiomie pod wpływem antybiotyków, hormonalnych tabletek antykoncepcyjnych, leków przeciwbólowych czy powszechnie stosowanych chemikaliów.

Część trzecia

Część trzecia książki to praktyczne rady, w jaki sposób karmić mikrobiom, żeby poprawić pracę mózgu. Nie dziwi, że autor zachęca do jedzenia pokarmów bogatych w probiotyki i prebiotyki, przeciwutleniacze, unikanie przetworzonych węglowodanów, a zwiększenie udziału w diecie dobrych tłuszczów, unikanie chemikaliów w wodzie i naczyniach mających kontakt z jedzeniem, ale także stosowanie postów, czyli krótkotrwałych, ale powtarzanych głodówek.

I, co mnie osobiście bardzo cieszy, doktor Perlmuter daje pozwolenie, a nawet zachęca do umiarkowago picia kawy, która, jak wykazują badania, pozytywnie wpływa na zachowanie równowagi jelitowego mikrobiomu, wykazuje właściwości przeciwzapalne i przeciwutleniające.

Na końcu tej części znajduje się 7- dniowy jadłospis będący praktyczną wskazówką, jak wykorzystać zdobytą w poprzednich rozdziałach wiedzę teoretyczną. Jadłospis zawiera fermentowany produkt w każdym daniu.

Uczciwie przyznam, że przez tego typu rozdziały w książkach amerykańskich autorów tylko przelatuję wzrokiem. Zazwyczaj zawierają one przepisy na potrawy, do których ciężko u nas znaleźć składniki albo odkrywczy przepis na kapustę kiszoną, w której to robieniu przecież my, Polacy, jesteśmy mistrzami. Ale doktor Perlmutter mnie zaskoczył. Znalazły się tu bowiem przepisy na dość oryginalne kiszonki, np. jaja na twardo kiszone w serwatce czy fermentowanego łososia. Przepis na kimchi jest podany w sposób, że na pewno go wykorzystam (przy czytanych wcześniej przepisach na kimchi zniechęcałam się już w połowie czytania).

Na końcu książki znajduje się kilkanaście stron z przypisami, czyli listą publikacji naukowych, książek czy artykułów, na które powołuje się autor, a dzięki którym zainteresowany czytelnik może bez trudu pogłębić swoją wiedzę.

Dla kogo jest ta książka?

Dla każdego. Zdecydowanie. Sposób ujęcia tematu, wcale niełatwego, powoduje, że z zainteresowaniem książkę przeczyta czytelnik niezwiązany z medycyną, ale zainteresowany szeroko pojętą profilaktyką zdrowia. Z kolei czytelnik z „branży”, dzięki dogłębnej analizie tematu, odniesień do najnowszych odkryć i badań, nie będzie lekturą znudzony.

Na koniec muszę rozczarować czytelników, którzy oczekują konkretnych propozycji leczenia w schorzeniach medycznych. Nie jest to podręcznik medyczny i takich metod nie przedstawia. Książkę natomiast należy traktować jako poradnik dotyczący promocji zdrowia i profilaktyki chorób, nie tylko układu nerwowego.

„Niestety, metodom zapobiegania chorobom poprzez nieinwazyjne, proste codzienne wybory, brak pozornego heroizmu śmiałych farmakologicznych interwencji. Nadszedł czas, byśmy weszli na nową drogę i opowiedzieli się za profilaktyką, szczególnie zdrowia mózgu. Nie stać nas na zaniedbania.”

Dr David Perlmutter, Zbożowa głowa. Wydawnictwo Filo. Warszawa 2018

Uszkodzenia autoimmunologiczne- ukryta przyczyna chorób według Toma O’Bryana

Uszkodzenia autoimmunologiczne- ukryta przyczyna chorób według Toma O’Bryana

Zapraszam na recenzję książki „Autoimmune fix” Toma O’Bryana, wydaną pod polskim tytułem „Uszkodzenia autoimmunologiczne- ukryta przyczyna chorób”
Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że to książka podobna do wielu innych w tej dziedzinie- kolejny autorski program zapobiegania i leczenia chorób autoimmunologicznych. Ta jednak według mnie jest dość wyjątkowa i dlatego chciałabym, żebyście też ją poznali. A to dlatego, że mogłabym podpisać się pod nią obiema rękami.

Kilka słów o autorze

Autor książki „Autoimmune fix” doktor Tom O’Bryan jest znanym na świecie autorytetem w dziedzinie chorób zależnych od glutenu oraz propagatorem wiedzy na temat nieceliakalnej nadwrażliwości na gluten. Ponieważ sam jest pacjentem z tym schorzeniem umiejętnie łączy wiedzę medyczną ze sposobami unikania glutenu w codziennym życiu. Dr O’Bryan postawił sobie za cel szerzenie wiedzy o tej chorobie, prowadzi wykłady i szkolenia na całym świecie, jest również aktywny w sieci (prowadzi stronę theDR.com). Kilka lat temu zorganizował serię wywiadów z innymi specjalistami „od glutenu” pt. „The gluten summit”, m.in. z drem Marschem, Volta, Hadjivassiliou, Fasano itd, (których prezentowałam na facebooku). Doktor O’Bryan jest również wykładowcą na  konferencjach o tematyce chorób autoimmunologicznych. Moim zdaniem jest niekwestionowanym autorytetem w dziedzinie prewencji tych chorób i to właśnie jego nazwisko zachęciło mnie do sięgnięcia po książkę.

„Uszkodzenia autoimmunologiczne- ukryta przyczyna chorób”

Pod takim tytułem książka została wydana w Polsce przez Wydawnictwo Vital. Kiedy jednak decydowałam się na zakup książki, nie miałam jeszcze pojęcia o istnieniu tłumaczenia i czytałam książkę w oryginale.

 Niestety, dla mnie polski tytuł nie jest trafiony, bo nie bardzo wiadomo z niego, o co w tej książce chodzi. Chodzi natomiast o to, że w coraz większej liczbie chorób rozpoznaje się podłoże autoimmunologiczne. Przykładem niech będzie endometrioza, kardiomiopatia, zespół przewlekłego zmęczenia czy fibromialgia.
Istotą zaś tej publikacji jest znalezienie i wyeliminowanie czynników, które przyczyniają się do ich rozwoju.

Jeśli zaglądasz czasem na tę stronę, wiesz, że moje zainteresowania krążą wokół chorób zależnych od glutenu, również w kontekście wywoływania chorób autoimmunologicznych. Podobne zależności odkrywa przed czytelnikiem doktor O’Bryan powołując się na autorytety medyczne, liczne publikacje i własną praktykę. Nie skupia się jednak wyłącznie na celiakii i nieceliakalnej nadwrażliwości na gluten, ale wskazuje również na udział kazeiny i cukru w rozwoju chorób autoimmunologicznych. Co jednak istotne, zalecenia nie opierają się wyłącznie na eliminacji szkodliwych produktów, ale  na wprowadzeniu zdrowych odpowiedników, które zostały dokładnie opisane.

Na podstawie mojej nauki doszłam do podobnych wniosków.

Lektura jak przyjacielska rozmowa


Co prawda nie odkryłam w książce niczego dla siebie nowego, jednak gdybym miała wskazać kompendium wiedzy na temat nieceliakalnej nadwrażliwości na gluten i możliwości zapobiegania chorobom autoimmunologicznym, to byłaby właśnie ta pozycja. Wiedza, której odszukanie zajęło mi miesiące i lata, tutaj podana jest jak na dłoni. Ale to jest tylko zaletą tej książki.
Sam autor podaje, że ta książka jest wynikiem 30 lat pracy. To fakt- dzieli się wiedzą, która nie jest opisana w żadnym akademickim podręczniku. Wymaga zebrania wielu elementów w spójną układankę. Bo z takich właśnie szczątków informacji buduje się wiedzę na temat nieceliakalnej nadwrażliwości na gluten.

Dzięki temu, że dzielimy z  autorem podobne poglądy, w czasie lektury czułam się jak podczas rozmowy z dobrym przyjacielem, z którym świetnie się rozumiemy. Przykładem niech będzie wzmianka o znanym badaniu, w którym wykazano, że nie gluten szkodzi pacjentom z nieceliakalną nadwrażliwością na gluten. Jeśli ktoś przeczytał opis badania w całości, może jednak nie być tego aż tak pewien. Ponieważ mam podobne zdanie na temat tego badania, jak dr O’Bryan, wiedziałam dobrze co miał na myśli- czytelnicy i krytycy często swoją opinię budują na tytułach czy recenzjach bez analizowania całości i wyciągania własnych wniosków.

Zawartość

Książka składa się z dwóch części- podstaw teoretycznych oraz planu leczenia. W części pierwszej poznajemy osobistą drogę autora do znalezienia przyczyny swoich, jak i obecnych w rodzinie, problemów ze zdrowiem (ech ta genetyka 😉 ). W dalszej części zawarte są dane teoretyczne na temat podstaw funkcjonowania układu immunologicznego człowieka oraz tego, jak wymyka się spod kontroli wprowadzając gospodarza w stan przewlekłej choroby. Chociaż jest to stały schemat książek o tej tematyce, dr O’Bryan umiejętnie połączył odniesienia do wyników badań czy pozycji w literaturze z własnymi doświadczeniami czy wręcz anegdotami z życia.
Druga część książki opisuje tytułowe rozwiązanie czyli leczenie chorób autoimmunologicznych nastawione na eliminację czynników inicjujących zapalenie, odtworzenie mikrobioty oraz zmianę sposobu jedzenia na…prawdziwe jedzenie.

„Tłuszcz nie jest dla ciebie zły. Zły jest dla ciebie zły tłuszcz”.

„Około 75 % jedzenia w stylu zachodnim jest bez wartości dla mikrobiomu, szczególnie dla bakterii w jelicie grubym.”
W tej części znajdują się również przykłady prostych przepisów bezglutenowych, bezmlecznych oraz bezcukrowych.
Dlaczego akurat tych? Odpowiedzi są w książce:
„Dieta bezglutenowa może być niewystarczająca do pełnego kontrolowania celiakii u części pacjentów.”
„Cukier hamuje czynność białych krwinek 10 minut po slożyciu.”
„Spożycie nabiału jest powiązane z takimi chorobami jak trądzik, hashimoto, lupus i cukrzyca.”
Jeśli twierdzenia autora Cię nie przekonały, na końcu książki znajdują odniesienia do piśmiennictwa. W ten sposób czytelnik nie rozprasza swojej uwagi, ale jeśli jest zainteresowany, może w dowolnej chwili do nich zajrzeć.

 Moje zastrzeżenia

Najpoważniejszym zastrzeżeniem dla polskiego czytelnika jest to, że jest…niepolska. Odnosi się do możliwości diagnozowania chorób autoimmunologicznych w USA, u nas praktycznie nie do przeprowadzenia. Szczególnie z pewną dozą zazdrości patrzę na badanie Array 5, które wykrywa obecność autoprzeciwciał przeciw własnym tkankom na długo zanim pojawią się objawy choroby. Być może byłaby możliwość zakupienia tego testu w Europie, jednak cena (ok.2700 zł w przeliczeniu na złotówki bez kosztów wysyłki) powoduje, że raczej trudno znaleźć chętnych.
Drugie moje zastrzeżenie to brak zalecenia diagnozowania celiakii u chorych podejrzewanych o chorobę glutenozależną. Nietolerancja glutenu jest przez autora diagnozowana na podstawie ustępowania objawów pod wpływem diety bezglutenowej i raczej nie wynika z książki, czy poszerza diagnostykę w kierunku celiakii. Powoduje to, że łatwo przeoczyć celiakię, która wymaga leczenia do końca życia. Z drugiej strony częstym wynikiem tych badań jest niewykazanie obecności przeciwciał, co powoduje, że pacjent nie podejmuje próby leczenia, a problem przewlekłej choroby pozostaje nierozwiązany.

Dla kogo Autoimmune fix?

Adresatem książki są przede wszystkim osoby zmagające się z chorobami autoimmunologicznymi i szukające możliwości postępowania przyczynowego i wsparcia układu immunologicznego. Wiele danych wskazuje, że u ich podłoża stoją nietolerancje pokarmowe, przetworzone jedzenie, chemiczne dodatki do żywności czy toksyny ze środowiska. Program napisany przez doktora O’Bryana stanowi natomiast praktyczny przewodnik nastawiony na rozwiązanie przyczyn leżących u podłoża tych chorób.

Mam nadzieję, że tym wpisem przybliżyłam nieco dorobek i pracę doktora Toma O’Bryana. Mam również nadzieję, że czytelnicy, którzy sięgną po książkę, nie będą rozczarowani. Ja zdecydowanie nie jestem.

Jeśli natomiast znasz już tę książkę, chętnie poznam w komentarzu Twoją opinię.