O związku jedzenia z chorobami autoimmunologicznymi na podstawie książki „Food- associated autoimmunities. When food breaks your immune system” Aristo i Elroya Vojdanich

O związku jedzenia z chorobami autoimmunologicznymi na podstawie książki „Food- associated autoimmunities. When food breaks your immune system” Aristo i Elroya Vojdanich

Dzisiaj chciałabym zaprezentować książkę, która co prawda nie znajdzie w naszym kraju wielu czytelników. Ale, gdy tylko ją pokazałam na moim profilu na Instagramie, wzbudziła niemałą ciekawość. Bo to książka dla prawdziwych koneserów wiedzy.

Niestety jej problemem jest to, że nie została wydana, jak dotąd, w języku polskim. Natomiast prezentuje rzadko opisywany w literaturze (szczególnie rodzimej) związek jedzenia z chorobami autoimmunologicznymi. I to dlatego zdecydowałam się napisać o tej książce coś więcej.

Przedstawiam więc „Food- associated autoimmunities. When food breaks your immune system” ( w tłumaczeniu: „Procesy autoimmunologiczne związane z jedzeniem. Gdy jedzenie rozwala¹ twój układ odpornościowy”) Aristo i Elroya Vojdanich.

Ojciec i syn czyli duet doskonały

W tym ducie to niewątpliwie ojciec, profesor Aristo Vojdani, gra pierwsze skrzypce. Jest on uznanym na świecie mikrobiologiem i immunologiem irańskiego pochodzenia, od wielu lat pracującym w Stanach Zjednoczonych. Związany jest z kilkoma amerykańskimi uczelniami, jest także autorem licznych publikacji w pismach naukowych oraz laureatem wielu nagród. Od początku kariery w centrum jego zainteresowań jest badanie roli czynników środowiskowych w rozwoju chorób przewlekłych. Aktualnie Aristo Vojdani jest niekwestionowanym autorytetem w tej dziedzinie zapraszanym do wystąpień na konferencjach poświęconych chorobom autoimmunologicznym (takich jak TA).

Syn profesora, Elroy, jest natomiast lekarzem, radiologiem interwencyjnym i specjalistą medycyny funkcjonalnej, który badania ojca wprowadza do praktyki. Sam zresztą doświadczył znaczenia jedzenia jako przyczyny własnych problemów zdrowotnych, wykrywając u siebie nietolerancję glutenu i mleka (wywoływały one trwające u niego latami przewlekłe zmęczenie i zapalenie zatok przynosowych). Aktualnie prowadzi praktykę lekarską, w której wykorzystuje gruntowną wiedzę medyczną i metody medycyny funkcjonalnej w leczeniu pacjentów z chorobami przewlekłymi (w tym z chorobą Alzheimera stosując protokoły opracowane przez Dale Bredesenena).

Biorąc pod uwagę dorobek i zainteresowania obu autorów wydaje się, że nikt lepiej od nich nie poznał i nie umie wyjaśnić istoty problemu: dlaczego jedzenie przestaje nam służyć i rozwala¹ układ odpornościowy.

Choroby autoimmunologiczne i podstawy immunologii

Jak duże jest obecnie zagrożenie chorobami autoimmunologicznymi większość z nas zdaje sobie sprawę. Ocenia się, że choroby te dotyczą około 10% ludzi stając się, obok chorób sercowo- naczyniowych i nowotworów, najczęstszymi przyczynami przewlekłego leczenia i zgonów.

Ale tak naprawdę, jeszcze pół wieku temu naukowcy tylko zastanawiali się nad istnieniem zjawiska autoimmunologii. Podczas gdy kolejne półwiecze dostarczało dowodów na rolę procesów autoimmunologicznych w wywoływaniu chorób, te stawały się coraz powszechniejsze w krajach zachodnich. To również okres wprowadzenia na rynek wielu substancji chemicznych do naszego otoczenia, w tym środków ochrony roślin, sztucznych dodatków do żywności czy plastikowych pojemników na żywność. A nie przywiązując do nich większego znaczenia, straciliśmy szansę obserwowania ich wpływu na rozwój chorób autoimmunologicznych. Co nie oznacza, że takiego związku nie ma.

„Prawidłowy rozwój układu odpornościowego i tolerancja na pokarmy nie jest w dzisiejszych czasach udziałem nas wszystkich. Żeby dowiedzieć się dlaczego, potrzebujemy na nowo przyjrzeć się różnym elementom współczesnego życia, które na ogół traktujemy jako normalne.”

Zależność między czynnikami środowiskowymi i jedzeniem a autoimmunologią ma charakter kaskady zdarzeń, którą autorzy zobrazowali w następujący sposób:

jak jedzenie i czynniki środowiskowe wywołują choroby autoimmunologiczne

Aby czytelnik nie miał problemów ze zrozumieniem poszczególnych szczebli tej kaskady, pierwsza część książki poświęcona została podstawom immunologii, roli bariery jelitowej, lipopolisacharydów pochodzenia bakteryjnego (LPS) oraz bariery krew- mózg.

Nie ma jednak problemu, jeśli czytelnikowi obce są zagadnienia i terminologie związane z immunologią- autorzy w prosty, ale wyczerpujący sposób je wyjaśniają. Jest to także świetna powtórka dla osób „z branży”.

Spora część uwagi autorów poświęcona jest zjawisku tolerancji immunologicznej oraz znaczeniu nieszczelnej bariery jelitowej.

Jakich badań nie wykonywać w diagnostyce zespołu nieszczelnego jelita?

Tutaj autorzy opisują dostępne metody diagnostyczne mające służyć rozpoznawaniu nieszczelnej bariery jelitowej. Nie tylko poddają krytycznej ocenie powszechnie akceptowany test z laktulozą i mannitolem jako narzędzie do rozpoznawania zespołu nieszczelnego jelita. Jednym z argumentów jest to, że ocenia przechodzenie małych cząsteczek węglowodanowych wchłanianych wyłącznie w górnym odcinku jelita cienkiego niezdolnych do pobudzenia układu immunologicznego. Podważają też zasadność badania stężenia zonuliny we krwi z powodów, które opisywałam już wcześniej (przeczytasz o nich TUTAJ).

Antygen- przeciwciało czyli badania metodą ELISA

Dalsza część książki poświęcona jest omówieniu badań, którym Aristo Vojdani poświęcił większą część kariery, czyli badaniom reakcji układu odpornościowego na poszczególne składniki jedzenia. Są to zyskujące na popularności reakcje nadwrażliwości inne niż alergie (niezależne od przeciwciał IgE), przebiegające z udziałem przeciwciał IgG/IgA (reakcje nadwrażliwości typu opóźnionego).

Niestety, nie wszystkie metody diagnostyczne cieszą się podobną wiarygodnością.

Profesor Vojdani opiera się w swoich badaniach na powszechnie znanym teście ELISA (sam przyznaje, że jego poznanie było przełomowym momentem w karierze). Jego zasada opiera się na stwierdzeniu reakcji między znanym antygenem a przeciwciałem w badanej surowicy- jeśli reakcja między nimi zachodzi, potwierdza obecność przeciwciał skierowanych przeciw temu antygenowi we krwi pacjenta.

Jednak badania wykonywane w różnych laboratoriach cechują się zmiennymi wynikami- gdy przeprowadzono badania porównawcze wysyłając w jednym dniu surowice tych samych pacjentów do trzech laboratoriów, uzyskano różnice w wynikach w zakresie 49- 73% (akceptowalny próg wynosi 20%). Wytłumaczeniem tej niezgodności jest, według autorów, użyty do badań antygen.

Antygen ma znaczenie

Okazuje się, że znaczenie może mieć jego pochodzenie, postać (niektóre kupuje się w postaci suchego proszku), stopień oczyszczenia itd. Powszechną, podobno, praktyką jest badanie białek surowego mięsa czy ryb, podczas gdy w takiej postaci są one rzadko spożywane. Obróbka termiczna białek zmienia natomiast ich antygenowość na tyle, że obserwowana reakcja w przypadku surowego produktu może się nie potwierdzić po ugotowaniu (i odwrotnie). Podobnie towarzystwo innych białek (innych składników jedzenia) może zmieniać antygenowość spożywanego produktu. Warto więc wziąć te i inne aspekty wybierając laboratorium do badań nadwrażliwości pokarmowych.

Aristo Vojdani nie ukrywa, że jest związany z amerykańskim Arrex Laboratories, laboratorium, które utrzymuje standardy opracowane przez autora i opisane w książce. Nie wykonują badań z Polski (pytałam).

Zjawisko reakcji krzyżowych

Dużo uwagi poświęcono też w książce zjawisku reakcji krzyżowych (mimikry molekularnej). Chodzi o to, że pewne sekwencje aminokwasów pochodzących z jedzenia są na tyle podobne do naszych własnych tkanek, że mogą pobudzać układ odpornościowy do produkcji przeciwciał, które powodują stan zapalny w określonym narządzie (o ile ich nie wyeliminujemy z jedzenia).

Przykładem takiego zjawiska jest podobieństwo sekwencji aminokwasowych między białkami mleka i pszenicy a takimi białkami, jak glikoproteina mieliny oligodendrocytów (MOG- jej uszkodzenie prowadzi do stwardnienia rozsianego), wysp trzustkowych (cukrzyca typu 1) czy akwaporyna 4 (pozagałkowe zapalenie nerwu wzrokowego). Dlatego spożywanie reagujących krzyżowo pokarmów (w tym wypadku właśnie mleka i pszenicy) jest jak dolewanie paliwa do ognia.

Ale mleko i pszenica to nie jedyne pokarmy, z którymi nasz organizm może mieć problem. Nawet tak powszechnie uznawane za „zdrowe” pokarmy, jak szpinak czy marchewka, mogą być problemem u pacjentów z pozagałkowym zapaleniem nerwu wzrokowego i wymagają ich odstawienia. Takich przykładów w książce jest wiele, jednak, poza nielicznymi wyjątkami, trudno o jednolity wzorzec, jak komponować jadłospis pacjenta z konkretną jednostką chorobową. Do tego służy badanie oferowane przez Cyrex Laboratories opracowane przez Aristo Vojdaniego.

Na koniec autorzy zostawili przegląd najczęstszych składników obecnych w jedzeniu, które mogą przyczyniać się do rosnącej fali zachorowań na choroby autoimmunologiczne. Wśród nich znalazły się  sztuczne barwniki:

„Przemysł spożywczy uwielbia sztuczne barwniki, ponieważ łatwo wiążą się z białkami w jedzeniu. Niestety, równie łatwo wiążą się z białkami w ludzkim organizmie. Widzieliście zabarwiony język lub usta dziecka po zjedzeniu kolorowej waty cukrowej lub innych kolorowych słodyczy? To wynik wiązania sztucznych barwników do tkanek.”

Dla kogo jest książka ?

Absolutnie polecam ją wszystkim osobom zainteresowanym immunologią oraz tematyką wpływu jedzenia na rozwój chorób autoimmunologicznych. Chociaż ma charakter podręcznika, napisana została prostym językiem, zawiera liczne odniesienia do życia prywatnego czy zawodowego autorów, co czyni książkę jeszcze ciekawszą. Treści urozmaicone zostały kolorowymi ilustracjami i tabelami. Sprawia to, że książka jest czymś pośrednim między podręcznikiem dla specjalistów a poradnikiem dla wszystkich zainteresowanych. Zawiera mnóstwo wartościowej wiedzy, której znaczenie będzie w kolejnych latach rosło (w to wierzę 🙂 ).

Jeden z recenzentów książki napisał, że to, co zechcesz zrobić po jej przeczytaniu, to po pierwsze- jak najszybciej wdrożyć zdobyte informacje do praktyki, a po drugie- przeczytać ją jeszcze raz. Dokładnie z takim własnie zamiarem skończyłam czytać tę książkę.

Niestety pozostaje też niedosyt

– brak polskiego tłumaczenia, przez co trudno o zainteresowanie szerszego grona czytelników (także ze względu na cenę)
– brak możliwości wykonania opisanych w książce badań w Polsce

Po lekturze książki nasuwa się też pytanie, czy oferty badań wykonywanych przez Cyrex należy uznać za reklamę laboratorium. I tak, i nie. Myślę, że trudno oczekiwać od autora, który poświęcił swoją karierę zawodową określonej metodzie diagnostycznej, żeby odciął się od możliwości zaprezentowania jej swoim czytelnikom. Ci natomiast, nawet jeśli sami z tej oferty nie skorzystają, dostają wiedzę, na czym zależności między jedzeniem a chorobami autoimmunologicznymi polegają oraz jak je wykorzystać w praktyce.

¹ Nie ukrywam, że miałam problem z „eleganckim” przetłumaczeniem tytułu: when food breaks your immune system. Wahałam się między: jedzenie łamie albo rozwala układ immunologiczny (niszczy nie wchodziło w grę, bo ten działa, tyle, że nieprawidłowo). Ostatecznie zostawiłam to drugie, chociaż dalej mnie nie zadowala. Jeśli macie lepsze pomysły, chętnie przygarnę 🙂


Aristo Vojdani i Elroy Voydani, Food- associated autoimmunities. When food breaks your immune system, Los Angeles, A and G Press, 2019, ISBN: 978-0-578-49977-2.

O sile tradycyjnego jedzenia wg książki „DNA żywienia. Dlaczego twoje geny kochają tradycyjne pożywienie” Catherine i Luke’a Shanahan

O sile tradycyjnego jedzenia wg książki „DNA żywienia. Dlaczego twoje geny kochają tradycyjne pożywienie” Catherine i Luke’a Shanahan

Żyjemy w czasach, w których nie przykładamy wielkiej wagi do tego, co jemy. Sklepy z żywnością, bary czy restauracje oferują tanie i szybkie posiłki, odwykliśmy więc od samodzielnego przygotowywania posiłków. W razie problemów mamy dostęp do internetu, a w nim- do szybkich i łatwych diet, których zadaniem jest doraźne gaszenie pożarów. I właśnie dopiero w razie pożaru, czyli choroby, zaczynamy zastanawiać się, co tak naprawdę powinniśmy jeść, jak komponować swój jadłospis, żeby takich awarii było najmniej. I chociaż można znaleźć całą masę wytycznych na ten temat, mało które opierają się na sile naturalnego jedzenia. Takim wyjątkiem jest książka Catherine i Luke’a Shanahan pt. „DNA żywienia”, którą Wam dzisiaj przedstawiam.

O autorach

Autorami książki jest małżeństwo. Jednak pierwsze skrzypce należą do Catherine Shanahan, lekarki i biochemiczki, która sama od młodości zmagała się z problemami zdrowotnymi. Jako lekarz rodzinny miała pod opieką całe rodziny, w których obserwowała wspólny trend: pogarszanie się jakości zdrowia w każdym kolejnym pokoleniu. Jak na ironię stwierdzała, że często najmłodsi z rodziny mieli więcej chorób niż ich będący w podeszłym wieku dziadkowie. Wnikliwość doktor Shanahan kazała jej analizować przyczyny takiego stanu, a dociekania doprowadziły do smutnego wniosku- każde kolejne pokolenie ma dostęp do jedzenia coraz gorszej jakości. Na tym jednak nie poprzestała. Uzupełniła medyczne wykształcenie o biochemię i biologię molekularną, aby swoje obserwacje i wnioski oprzeć na solidnych fundamentach. Przeanalizowała dostępną literaturę, badania naukowe oraz zwyczaje kulinarne kultur cieszących się dobrym zdrowiem, aby sformułować „cztery filary naturalnego jadłospisu”.

Jak sama pisze:

„Ta książka w sposób szczegółowy i dogłębny opisuje model żywienia, który nazywam naturalnym jadłospisem ludzkim. Jako pierwsza wyłania i analizuje punkty wspólne różnorodnych tradycji kulinarnych, które ludziom na całym świecie zapewniły przetrwanie, chroniąc ich zdrowie, a wcześniej przez tysiąclecia zdrowie ich przodków. Naturalny jadłospis ludzki wspiera również prawidłowy rozwój potomstwa, tak by dziedzictwo optymalnego zdrowia można było przekazać kolejnym pokoleniom.”

I dalej:

„Lektura tej książki zrewolucjonizuje twój sposób patrzenia na jedzenie. Liczenie kalorii i poszukiwania złotej proporcji między węglowodanami, tłuszczami i białkiem spychamy na plan dalszy. Taka gimnastyka umysłu nie ukazuje tego, co faktycznie ma znaczenie, gdy mowa o jedzeniu.(…) Możesz realnie zmienić życie na lepsze- to naprawdę nie jest takie trudne. Potrzebujesz jedynie odpowiedniego narzędzia, by tego wszystkiego dokonać. Tym narzędziem jest wiedza.”

I ta książka wiedzy oferuje całkiem sporo.

„O czym wiedzieli twoi przodkowie, a o czym nie wie twój lekarz”

No właśnie, okazuje się, że kulinarne tradycje to swoisty rodzaj majątku, który dziedziczymy po naszych przodkach. Nie tylko kształtują one nasze genetyczne bogactwo, ale też, prawidłowo zarządzane, są kapitałem przekazywanym kolejnym pokoleniom. Niestety, pomimo publikowania coraz to nowych badań na temat korzystnego wpływu jakiejś witaminy czy antyoksydantu na zdrowie, większość lekarzy nie docenia znaczenia odżywiania w kształtowaniu zdrowia. Trudno więc o uzyskać poradę na temat właściwego odżywiania w gabinecie lekarskim. Dlatego tak ważne jest, według autorki, poznanie tych zasad dietetycznych, których przestrzegali nasi przodkowie. To one bowiem pozwoliły nam przetrwać do czasów współczesnych i do takiego jedzenia zostaliśmy zaprojektowani.

Uroda i zdrowie w pakiecie

Pierwsze rozdziały książki dużo miejsca poświęcają… urodzie. Może wydawać się to nieco dziwne w książce podejmującej tematykę zdrowia i odżywiania. Tak naprawdę jednak od wieków kojarzono dobre zdrowie i płodność z określonymi cechami wyglądu. Możemy przeczytać: „fizyczne piękno jest także jedną ze strategii przetrwania”.

Powołując się na prace badaczy tradycyjnych kultur doktor Shanahan wskazuje na różnice w wyglądzie rodów odżywiających się w naturalny sposób, których twarze ujmują piękną symetrią, sylwetki- zdrową postawą i siłą, a krzywe zęby, wady zgryzu czy krótkowzroczność są praktycznie nieznane. W opozycji stawia współczesną młodzież żywiącą się w typowo amerykański sposób z licznymi defektami natury estetycznej i zdrowotnej.

Ale autorka idzie w swoich rozważaniach jeszcze dalej. Twierdzi, że to w dużej mierze sposób odżywiania matki wpływa na zdrowe rysy twarzy (i zdrowie) potomka. A, niestety, im więcej ciąż i im krótsze między nimi odstępy, tym mniejsze szanse na odbudowanie uszczuplonych przez kolejne ciąże rezerw substancji odżywczych. Stąd każdy kolejny potomek ma mniejsze szanse cieszyć się urodą i dobrym zdrowiem. Według dociekań autorki czasem koniecznym do odbudowania tych rezerw ma być okres trzech lat poświęcony prawidłowemu odżywianiu. Oczywiście można nie zgadzać się z tezami doktor Shanahan na temat wpływu odżywiania matki na urodę dzieci, warto jednak ich nie lekceważyć:

„Uroda ludzka nie jest kwestią szczęścia czy przypadku, a wynikiem działania DNA, które uruchamiając proces rozwoju tkanki, w naturalny sposób dąży do stworzenia dynamicznie symetrycznej geometrii.”

„Dobre tłuszcze- złe tłuszcze”

Gdy przejdziemy przez rozdziały dotyczące wpływu odżywiania na wygląd (wg mnie niezwykle ciekawe i przedstawione z dużą pasją) dochodzimy do fundamentów zdrowego odżywiania. I tu niejednego czytelnika czeka zaskoczenie.

Raczej nie dziwi, że autorka dużo uwagi poświęca cukrowi, którego powszechność i nadmiar we współczesnej diecie jest ważną przyczyną pogorszenia jakości naszego zdrowia.

Ale jeszcze więcej miejsca poświęca tłuszczom, tzw. dobrym i złym. Podczas gdy naukowcy jeszcze się spierają, który tłuszcz jest dobry, a który zły oraz który tłuszcz sprzyja chorobom serca, a który pełni funkcje ochronne, autorka już wydała wyrok. Według niej to oleje roślinne stoją za większością schorzeń trapiących współczesnego człowieka.

Chociaż promowane jako zdrowsza alternatywa dla zawierającego cholesterol masła, to ich sposób pozyskiwania (rafinacja), brak wartościowych mikroskładników oraz wrażliwość na działanie wysokich temperatur powodują, że „mogą uszkadzać niemal każdą część organizmu: ściany komórkowe, chromosomy, inne tłuszcze i na co tylko przyjdzie im ochota.”

Zdaję sobie sprawę, że dla nas- osób żyjących w przeświadczeniu, że tłuszcze roślinne są zdrowe, są to śmiałe zarzuty. Jednak warto wiedzieć, że zarzuty podobne pojawiają się także i w innych publikacjach. Stajemy się więc świadkami zmiany sposobu myślenia o tłuszczach, które towarzyszyło nam przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Prezentacja w książce tłuszczów naturalnych i olejów roślinnych jest na tyle wyczerpująca, że każdy czytelnik może poznać ich wady i zalety i obrać własne stanowisko nie czekając na zalecenia ekspertów.

„Cztery filary: fundamenty naturalnego jadłospisu”

Gdy przeanalizuje się jadłospisy tradycyjnych kultur cieszących się długim i dobrym zdrowiem (jak to zrobili autorzy książki), można wyodrębnić w nich pewne uniwersalne zasady, które tutaj noszą nazwę czterech filarów. Niestety nie wszyscy je dostrzegają. Nawet gdy przyglądamy się jadłospisom cieszących się długim zdrowiem kultur (np. plemion afrykańskich, mieszkańców wyspy Okinawa czy Eskomosów) szukamy sekretnego składnika, który odpowiada za długie i zdrowe życie. Jedni wierzą, że to algi, inni- tran, a jeszcze inni- oliwa z oliwek. Ale zaadaoptowanie tego składnika do kuchni europejskiej czy amerykańskiej nie zawsze kończy się sukcesem.

„Komponenty regionalnych receptur, których nie znajdziesz w typowej współczesnej książce kucharskiej, stanowią bowiem sedno każdej skutecznej tradycji kulinarnej świata.(…) To fundament- jedzenie, które bez względu na szerokość geograficzną i regionalne smaczki, zapewnia ludziom stały, zrównoważony dopływ składników odżywczych, których ciało potrzebuje i pożąda.”

Chcesz wiedzieć, jakie to zasady stanowią cztery filary zdrowego odżywiania wyodrębnione przez małżeństwo Shanahan? Jeśli tak, to znaczy że wzbudziłam Twoją ciekawość 😉 . Być może ich się domyślasz (chociaż tutaj akurat nie chodzi o cukier i oleje roślinne), jednak po szczegóły musisz zajrzeć do książki.

Czy mamy jeszcze wybór?

Chociaż sama lektura jest długa, zapewniam, że pozostaje pasjonująca od pierwszej do ostatniej strony. Książka nie jest suchym raportem z wnioskami z badań i prac na temat odżywiania, ale barwną opowieścią na temat związków człowieka z jedzeniem na przestrzeni dziejów. Jeśli więc koncepcja powrotu do korzeni wydaje Ci się być bliska, na pewno nie będziesz żałować czasu spędzonego na lekturze.

Jeśli natomiast jeszcze nie czujesz potrzeby zwrotu w myśleniu i działaniu w kierunku naturalnego jadłospisu, tym bardziej zachęcam do zapoznania się z tą książką. W czasach wszechobecnych chorób przewlekłych, które nie omijają już nawet małych dzieci, nie mamy innego wyboru, niż zwrócić się w stronę naturalnego, odżywczego i zapewniającego nam zdrowie jedzenia. A jak to zrobić, dowiesz się z książki „DNA żywienia. Dlaczego twoje geny kochają tradycyjne pożywienie.”


Catherine Shanahan i Luke Shanahan, DNA żywienia. Dlaczego twoje geny kochają tradycyjne pożywienie, przeł.  Katarzyna Babicz, Łódź, Galaktyka, 2019, ISBN: 978-83-7579-715-2.

Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Galaktyka. Książkę można kupić na stronie www.galaktyka.com.pl oraz w księgarniach.

Czy istnieje recepta na nawracające infekcje?- recenzja książki Mirosławy Gałęckiej

Czy istnieje recepta na nawracające infekcje?- recenzja książki Mirosławy Gałęckiej

W ostatnim czasie zdecydowanie zwolniłam z kupowaniem nowych książek (chociaż nie z czytaniem), ale dla tej zrobiłam wyjątek z trzech powodów. Pierwszym był tytuł, który rzadko pojawia się na księgarskich półkach „Nawracające infekcje”. Drugim powodem była autorka- doktor Mirosława Gałęcka, której warsztatu pracy byłam ciekawa. Trzecim- nawracające i przewlekłe infekcje są częstym problemem w gabinecie lekarskim i, niestety, często trudnym do rozwiązania.

Dzisiaj więc wpis o tym, czy istnieje skuteczna recepta na na nawracające infekcje ma podstawie książki doktor Mirosławy Gałęckiej.

Dwa słowa o autorce

Dlaczego tylko dwa?😉

Myślę, że każdy w naszym kraju zainteresowany zagadnieniami związanymi ze zdrowiem i odżywianiem doktor Gałęcką zna. Wspomnę więc tylko, że Pani doktor kieruje Instytutem Mikroekologii w Poznaniu, jest prelegentem na licznych konferencjach i szkoleniach oraz autorem publikacji w pismach medycznych. Jej zawodowe zainteresowania wiążą się z zaburzeniami mikrobioty jelitowej, której diagnostykę i leczenie wykorzystuje w codziennej pracy z pacjentem z chorobami przewlekłymi. Dużo uwagi poświęca również zagadnieniu nietolerancji pokarmowych, stosuje z powodzeniem  w leczeniu chorób przewlekłych diety eliminacyjne (o ich badaniu i leczeniu pisałam przy okazji innej recenzji).

Doktor Gałęcka jest także autorką cieszącej się dużym uznaniem książki „Dieta w chorobach autoimmunologicznych. Co jeść, by czuć się lepiej”. Nie zdziwiłam się więc, że doktor Gałęcka zna również receptę na nawracające infekcje.

Dlaczego infekcje nawracają?

Temu zagadnieniu poświęcona jest pierwsza część książki. Wzbogacona została o relacje pacjentów, których martwią powtarzające się choroby i niska odporność. Robią co w ich mocy, stosują się do zaleceń, ale bez przerwy są chorzy.

Ale zaraz potem autorka przedstawia obraz ze znanej powieści, który właściwie jest gotową receptą na zdrowie. I nie chodzi tu o jeden tajemniczy lek, ale sumę pewnych oczywistych zachowań i nawyków, które budują naszą odporność. Świadomi czytelnicy pewnie je znają, pozostali muszą zajrzeć do książki ;-).

„Skąd się bierze odporność?”

Ale oczywiście na tych prostych zaleceniach autorka nie poprzestaje. W dalszej części książki w sposób przejrzysty i zrozumiały omawia mechanizmy decydujące o naszej odporności lub jej braku, skupiając się na roli mikrobioty jelitowej. Chociaż może się wydawać, że nie ma ona wielkiego wpływu na infekcje dróg rodnych czy oddechowych, prawda jest inna. Miejscem ich styku jest błona śluzowa z rozbudowaną własną tkanką limfatyczną MALT (ang. mucosa- associated limphoid tissue), a błona śluzowa przewodu pokarmowego odgrywa tu rolę zasadniczą. Jest ona elementem bariery jelitowej, której integralność chroni przed konsekwencjami nieszczelnego jelita, które to zjawisko także zostało opisane w książce.

Pora na konkrety

Po części teoretycznej doktor Gałęcka przechodzi do konkretnych zaleceń, jak odżywianiem, suplementacją czy stylem życia możemy wesprzeć układ odpornościowy w walce z infekcjami. Nie znajdziemy tu tajemnych sposobów doświadczonego lekarza, ale uniwersalne zalecenia dotyczące spożywania bogatej w witaminy, minerały i antyoksydanty żywności, uzupełnienia niedoboru witaminy D czy nienasyconych kwasów tłuszczowych, celowanej probiotykoterapii czy wsparcia w pokonywaniu przewlekłego stresu. Dodatkową wartością książki są wskazówki specjalistów (np. położnej czy dietetyka), którzy podpowiadają także inne metody wsparcia układu odpornościowego.

I, jak dla mnie, w tym miejscu książka powinna się zakończyć.

„Tych błędów nie popełniaj!”

Taki tytuł nosi kolejny rozdział książki i, co przewiduje autorka, rzeczywiście mi się nie podoba. Jest to bowiem zbiór zaleceń dość oczywistych (np. w czasie infekcji zostań w domu, nie zarywaj nocy), ale po prostu mało realnych do wykonania. Zwykle pacjent nie ma wpływu wymagania pracodawcy, sytuację rodzinną ani na zakres badań czy leczenie zalecane przez lekarza. Trudno odizolować się od otoczenia i żyć na własnych zasadach w celu zapobieżenia czy leczenia infekcji. Stres i pośpiech stały się towarzyszami naszego życia, a naszym celem powinno być radzenie sobie z nimi a nie ich unikanie. Dlatego uważam, że tego typu zalecenia za zbędne.

Podobnie uważam, że niepotrzebnie w książce znalazł się rozdział pt. „Leksykon chorób” z krótkim omówieniem najczęstszych infekcji. Co prawda wartościowa jest ich charakterystyka ze zwróceniem uwagi na mechanizm powstawania czy objawy choroby, ale sposób ich diagnozowania czy leczenia należy zwykle do lekarza oraz jego możliwości wykonywania specjalistycznych badań. Niestety życie pokazuje, że czasami decyzje o leczeniu trzeba podejmować bez ich wykonywania, a tego typu zalecenia to tylko teoria.

Podsumowanie

Osobiście książkę podzieliłabym na dwie części: pierwszą- bardzo dobrze napisaną, wyjaśniającą w zrozumiały sposób mechanizmy kierujące naszą odpornością oraz sposoby jej wzmacniania oraz drugą- niestety słabszą, trochę jakby doklejoną na siłę w celu zwiększenia objętości książki. Jednak osobom szukającym odpowiedzi i wsparcia w leczeniu przewlekłych infekcji książkę tę polecam, ponieważ, żeby skutecznie walczyć z chorobą, trzeba najpierw poznać przeciwnika oraz możliwości własnej obrony. A takich informacji ta książka dostarcza.

Moja nieprzychylna ocena dotyczy natomiast drugiej części książki . Zaznaczam jednak, że jest to absolutnie moja subiektywna ocena i niewykluczone, że innym czytelnikom taka struktura książki będzie odpowiadać.

A co do samej recepty na leczenie nawracających infekcji: na pewno książka nie wyczerpuje warsztatu możliwości zapobiegania i leczenia, chociaż dostarcza wiadomości na temat niektórych jej elementów. Dlatego warto rady doktor Gałęckiej wcielić w życie i obserwować efekty. Chociaż są dość ogólne, zawsze powinny stanowić pierwszy krok na drodze do wyleczenia.

Jestem ciekawa Waszych opinii o książce, a ja czekam na kolejne pozycje doktor Gałęckiej.


Mirosława Gałęcka, Nawracające infekcje. Jak wspomagać układ odpornościowy, Łódź, Galaktyka, 2019, ISBN:978-83-7579-714-5.

www. galaktyka.com.pl

O jedzeniu w chorobie Hashimoto na podstawie książki Izabelli Wentz pt. „Co jeść, by pozbyć się objawów Hashimoto”

O jedzeniu w chorobie Hashimoto na podstawie książki Izabelli Wentz pt. „Co jeść, by pozbyć się objawów Hashimoto”

Statystyki dotyczące choroby Hashimoto nie są optymistyczne. Choruje coraz więcej ludzi praktycznie w każdym wieku. Choroba trwa latami zapewniając pełen wachlarz przykrych objawów, na które nie ma lekarstwa. Konsekwencją choroby jest niedoczynność tarczycy. Dopiero wtedy z pomocą przychodzi farmakoterapia oferując pacjentowi tabletki uzupełniające poziom hormonów. I tak do końca życia.
Czy jednak chorobę Hashimoto można zatrzymać? Są dane, że osiągnięcie remisji w tej chorobie jest możliwe, a pomóc ma w tym najnowsza książka Izabelli Wentz.

Farmaceutka od Hashimoto

Trudno mi ocenić, na ile znana jest w naszym kraju postać Izabelli Wentz (chociaż z Polski pochodzi). Na pewno jest uznanym autorytetem w dziedzinie funkcjonalnego leczenia choroby Hashimoto w Stanach Zjednoczonych. Tutaj jest zapraszana na liczne wydarzenia i prelekcje jako ekspert.
Zainteresowanie autorki tym tematem wynika natomiast z osobistych doświadczeń, ponieważ sama jest pacjentką z chorobą Hashimoto. Jest również farmaceutką, a wykształcenie to dało podstawy do dalszych poszukiwań na temat oddziaływania różnych czynników (pokarmowych czy toksyn środowiskowych) na zdrowie człowieka.

Nic dziwnego, że sama, po diagnozie, postanowiła „rozebrać” chorobę na czynniki pierwsze, poszukać jej przyczyn i opracować plan mający na celu zatrzymanie choroby.

Efektem tych działań było opracowanie Metody Leczenia Przyczyny Źródłowej, które autorka opisała we wcześniejszych książkach: „Zapalenie tarczycy Hashimoto” i „Hashimoto. Jak w 90 dni pozbyć się objawów i odzyskać zdrowie”, które stały się bestsellerami.

Teraz mamy okazję poznać kolejną książkę autorki o tytule obiecującym odpowiedź na pytanie, co jeść, by zatrzymać chorobę.

Czy jedzenie ma znaczenie?

Badania naukowe oraz doświadczenia pacjentów wskazują, że tak.

Sama autorka tak pisze o znaczeniu jedzenia w leczeniu chorób:

„Tak jak farmaceutyki mają wpływ na naszą biologię, tak jedzenie może mieć leczniczą moc. Nazywam to żywieniowa farmakologią. Żywność może stać się potężnym sprzymierzeńcem w naszej podróży ku zdrowiu. Zażywając leki, chcemy mieć pewność, że są odpowiednie dla naszego organizmu, i podobnie sprawa wygląda z dietą: warto dobrać taką, która przyniesie najlepsze rezultaty.”

Pytanie, jaka to dieta

Śledząc różne strony i fora poświęcone chorobie Hashimoto można zauważyć pewien chaos informacyjny. Ilu chorych, tyle możliwości różnych diet i skrajnych opinii. Niestety te rozbieżności bywają frustrujące, przez co wielu chorych może czuć się zawiedzionymi i stracić wiarę w sens jakichkolwiek działań.

Szkoda, bo:

„dietetyka to jedyna nauka, w której prawidłowych może być wiele odpowiedzi jednocześnie”.

To właśnie dlatego doktor Wentz przeanalizowała różne sposoby odżywiania (kierując się nie tylko subiektywnymi odczuciami pacjentów, ale też wykorzystując wyniki badań naukowych i obserwacji) i stworzyła pewien model, ale nie gotowy jadłospis. Do prowadzenia własnych obserwacji wykorzystała nawet internet prowadząc ankiety dla pacjentów (co oczywiście trudno traktować jako obiektywne źródło informacji). Liczba uzyskanych odpowiedzi na temat poprawy samopoczucia i wyników badań pod wpływem konkretnych interwencji żywieniowych sprawiły, że na tych wnioskach oparto najczęściej powielane schematy dietetycznego wsparcia w leczeniu choroby Hashimoto.

Teoria i praktyka

O tym, jakie są założenia żywieniowego leczenia choroby Hashimoto, dowiadujemy się w pierwszej części książki. Tutaj też poznajemy podstawowe informacje ma temat choroby Hashimoto, historię autorki oraz znaczenie właściwego odżywiania.

Dużo uwagi dr Wentz poświęca również zagadnieniom, na temat których panują różne opinie, jak np. leczenie jodem, dieta wegetariańska czy unikanie tzw. goitrogenów (czyli substancji wolotwórczych). To, wg mnie, dość istotna część książki.

Autorka opisuje również zagadnienie ortoreksji- niektórzy upatrują jedynie w jedzeniu źródłowej przyczyny choroby i wówczas, gdy zmiany w jadłospisie wydają się być niewystarczające, eliminują z jadłospisu kolejne produkty. Niestety takie działanie może okazać się pułapką- nie dosyć, ze nie rozwiązuje dotychczasowych problemów zdrowotnych, funduje po pewnym czasie kolejne, wynikające z niedoborów składników odżywczych. Doktor Wentz podpowiada, jak tej pułapki uniknąć.

W książce nie brakuje też opisów z własnej praktyki i pracy z pacjentami z chorobą Hashimoto. Stanowią one dowód wiedzy i doświadczenia autorki oraz efektów jej działań.

Druga połowa książki zawiera konkretne przepisy na potrawy dla pacjenta z chorobą Hashimoto. Jest w niej sporo przepisów z kuchni polskiej i amerykańskiej zaadaptowanych na potrzeby diety przeciwzapalnej. Również, co ważne, autorka posługuje się składnikami do nabycia w naszych sklepach. Większość z przepisów oceniam jako dość proste w przygotowaniu, co na pewno może być zaletą dla osoby rozpoczynającej zdrowy sposób odżywiania i nie lubiącej spędzania długich godzin na przygotowywaniu posiłków. Zaletą proponowanych dań są dołączone informacje o zawartości składników odżywczych, uwzględniających nie tylko te główne, ale też żelazo, jod, magnez i selen, których niedobory mogą zakłócać osiągnięcie remisji w chorobie Hashimoto. Informacje te są użyteczne w komponowaniu zdrowego całodziennego jadłospisu.

Jak się czyta?

Przyznaję uczciwie, ze nie czytałam wcześniejszych książek Izabelli Wentz, ale miałam okazji wysłuchać jej kilku prelekcji dostępnych w internecie. Prelekcje te cechuje naukowy język i raczej dość oficjalny charakter. Dlatego miłą niespodzianką był dla mnie swobodny język oraz lekka, niemal powieściowa narracja w książce.

Dzięki więc połączeniu naukowych podstaw z interesującą treścią otrzymujemy naprawdę ciekawą lekturę. Chociaż więc podeszłam do czytania nastawiona dość sceptycznie, szybko przekonałam się, że trzymam w rękach interesującą i dobrze wydaną książkę, którą z czystym sumieniem mogę polecić dalej.

Czy warto przeczytać?

Warto!
Przy czym podkreślić muszę, że książka może być praktycznym przewodnikiem zdrowego odżywiania nie tylko dla pacjentów z chorobą Hashimoto, ale też z innymi chorobami autoimmunologicznymi. Zaprezentowane rady można bowiem uznać za uniwersalne na temat prowadzenia diety przeciwzapalnej (oczywiście po uwzględnieniu indywidualnych nietolerancji danego pacjenta) do wykorzystania w leczeniu także innych chorób przewlekłych.


Izabella Wentz, Co jeść, by pozbyć się objawów Hashimoto, przeł. Agnieszka Sobolewska, Kraków, Wydawnictwo Otwarte, 2019, ISBN: 978-83-7515-575-4.

Czy życie 15 lat dłużej to kusząca obietnica? Recenzja książki profesora Bernda Kleine- Gunka „Żyj 15 lat dłużej”

Czy życie 15 lat dłużej to kusząca obietnica? Recenzja książki profesora Bernda Kleine- Gunka „Żyj 15 lat dłużej”

Za każdym razem na przełomie roku uzmysławiamy sobie, że właśnie stajemy się starsi.
Kalendarz pracuje na niekorzyść przybliżając nas do nieuchronnej starości i problemów z nią związanych.
Czy jest jednak coś, co może zahamować procesy starzenia? Czy możemy się zestarzeć i pozostać w świetnej formie? I wreszcie, czy możemy poprzez świadome wybory dołożyć sobie dodatkowe 15 lat życia?
O tym jest książka profesora Bernda Kleine- Gunka „Żyj 15 lat dłużej”, którą dzisiaj prezentuję.

Czy 15 lat dłużej to dużo?

Tytułem książki autor odnosi się do faktu, że statystyczny Europejczyk żyje średnio 80 lat. Ponieważ marzenia o wiecznej młodości jak na razie nie wychodzą poza tę sferę, perspektywa przeżycia 15 lat dłużej lat w dobrej formie fizycznej i umysłowej może być celem wielu z nas. I dzięki gałęzi medycyny anti- aging (w dosłownym tłumaczeniu przeciwstarzeniowej) staje się coraz bardziej realna.

Kim jest autor?

Profesor Bernd Kleine-Gunk jest niemieckim lekarzem ginekologiem oraz przewodniczącym GSAAM, Niemieckiego Towarzystwa Medycyny Prewencyjnej i Anti- Aging. Jest również uznawany za jednego z wiodących na świecie przedstawicieli nurtu anti- aging w medycynie oraz autorem kilku poradników wydanych również w języku polskim (np. „Hormony kobiety” czy „Fitoestrogeny. Łagodny suplement na okres przekwitania” obie wydane przez PZWL).

Zainteresowania oraz dorobek autora wskazują, że obietnice przeżycia 15 lat dłużej w dobrej formie to nie tylko puste obietnice.

„Czy starość jest chorobą?”

W dzisiejszych czasach mamy trochę problemu ze starzeniem się i starością. Z jednej strony wiemy, ze jest nieuchronna, a z drugiej- postrzegamy ją jako coś nieatrakcyjnego. Nieatrakcyjne są zmiany w naszym wyglądzie, zachowaniu, myśleniu. Ze starością wiążą się też choroby: nadciśnienie, miażdżyca, demencja, osteoporoza, nowotwory. Jak pisze autor, wiek podeszły jest najważniejszym czynnikiem ryzyka rozwoju tych chorób. Dlatego starości się boimy.

Są jednak sposoby potwierdzone wieloletnimi obserwacjami i badaniami naukowymi, które wskazują, ze można pozostać na starość w dobrej formie. A im wcześniej zaczniemy je wprowadzać w życie tym lepsze perspektywy.

„To, co nam szkodzi, jest dla nas dobre”

Chociaż brzmi to dość dziwnie, stanowi podstawę tzw. hormezy. Zjawisko to polega na pobudzeniu mechanizmów samonaprawy w odpowiedzi na powtarzające się udzkodzenia. Tak działa stres oksydacyjny, który z jednej strony działa destrukcyjnie, ale z drugiej pobudza mechanizmy antyoksydacyjne w komórce powodujące naprawę uszkodzeń. Brak stresu oznacza więc brak stymulacji układu enzymów antyoksydacyjnych. To dlatego, według profesora Kleine- Gunka, nadmiar witamin może nam zaszkodzić.

Paradoks? Okazuje się, że niekoniecznie. To czy jesteśmy zdrowi, nie zależy od łykania garści witamin, ale od sprawności własnych mechanizmów naprawczych. Ale ważna jest dawka czynnika uszkadzającego. Coś co nam szkodzi w nadmiarze, w małej ilości pomaga pobudzając organizm do „zdrowej” reakcji. Tak działają wtórne substancje roślinne występujące w owocach i warzywach (a nie w pastylkach z witaminami). Nie znalazły się one tam jednak po to, żeby nas leczyć, ale po to, żeby chronić rośliny. To nie one więc są ważne dla naszego zdrowia, ważna jest reakcja organizmu na te substancje.

Co szkodzi naszej młodości?

Po wyjaśnieniu zjawiska hormezy profesor Kleine- Gunk omawia czynniki, które szkodzą zdrowiu i młodemu wyglądowi. Składają się one na 7- elementową strategię anti- aging. Nie powinno dziwić, że wśród nich duże znaczenie ma odpowiednie odżywianie, przy czym największym wrogiem naszej młodości jest cukier oraz przejadanie. Nawet autor namawia do kresowej rezygnacji z kolacji. Z jednaj strony jest to czynnik stresowy dla organizmu, a z drugiej- dobrze przebadana forma głodówki pobudzająca organizm do produkcji hormonu wzrostu.

Szkodzą nam również przewlekłe stany zapalne (nawet te niewidoczne w jamie ustnej), niedobory hormonów czy słaba praca mitochondriów. Są to wszystko czynniki, nad którymi możemy świadomie sprawować kontrolę dzięki radom profesora Kleine- Gunka.

Czy starość można leczyć?

Tutaj przechodzimy do dość kontrowersyjnych, wg mnie, zagadnień związanych z terapią (a nie tylko usuwaniem) tych szkodliwych czynników.

Przykładem takiego działania jest profilaktyczne stosowanie aspiryny, którą autor zaleca jako bezpieczny lek w terapii przewlekłych stanów zapalnych czy metforminy, stosowanej w leczeniu cukrzycy czy insulinooporności, a tutaj polecanej jako lek wydłużający życie. Nie do końca zgadzam się z propozycją sięgania po leki w celu zahamowania starzenia, na szczęście jednak autor książki nie ogranicza się tylko do farmakoterapii. Zdecydowanie poleca prowadzenie aktywnego trybu życia oraz sięganie po żywność SIRT.

Żywność SIRT- gwiazdy kuchni anti- aging

Według mnie to właśnie jeden z ciekawszych wątków w tej książce.

SIRT jest to żywność o wysokim stężeniu stymulujących substancji roślinnych. Ich istotnym składnikiem jest sulforafan obecny w brokułach, kurkumina obecna w korzeniu kurkumy czy galusan epigallokatechiny w zielonej herbacie. Wszystkie te substancje wykazują działanie przeciwnowotworowe. Ale strategia przeciwnowotworowa obejmuje nie tylko stosowanie tych aktywnych substancji, ale też, a może przede wszystkim polega na ograniczeniu podaży komórkom nowotworowym ich jedynego źródła energii, czyli cukru (więcej o tej koncepcji przeczytasz TUTAJ).

Młody wygląd

Nasz wygląd to ważny element strategii anti- aging. To skóra i włosy stanowią drogę do możliwie długiego utrzymania dobrego wyglądu. Proferor Kleine- Gunk nie widzi nic złego w potrzebie ingerowania w wygląd za pomocą leków czy niektórych zabiegów. Szczególnie podkreśla tutaj możliwości i zalety hormonoterapii, i to zarówno u kobiet, jak i mężczyzn. I nie chodzi tu o niesławną hormonalną terapię zastępczą, ale o umiejętne dozowanie hormonów płciowych, co pozwala poprawić wygląd skóry, zahamować wypadanie włosów czy wygładzić cellulit.

Podsumowanie

Niewątpliwie książka profesora Bernda Kleine- Gunka wypełnia istniejącą lukę w literaturze opisując zagadnienia związane ze starzeniem się i to zarówno w kontekście wydłużenia życia, jak i zachowania zdrowia i młodego wyglądu. Chociaż z niektórymi aspektami tej książki nie do końca się zgadzam, opisuje ona problem całościowo- od zaleceń dotyczących stylu życia i odżywiania po leczenie (profilaktykę?) farmakologiczne czy hormonalne. Dlatego może stanowić ciekawą lekturę dla czytelnika zainteresowanego problemami starzenia. Warto przy tym wiedzieć, że im wcześniej się zapoznamy z teorią na temat starzenia i wdrożymy proponowane postępowanie, tym większe mamy szanse spełnić tytułowe życzenie „15 lat dłużej”.

Ale czy to kusząca perspektywa, każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Szczęśliwego Nowego Roku!


Prof. Bernd Kleine- Gunk, Żyj 15 lat dłużej, przeł.Barbara Wencka, Wrocław, Edra Urban&Partner, 2018, ISBN: 978-83-65835-75-8. (www.esteri.pl)

„Dlaczego nasze dzieci chorują?” czyli mocny głos w sprawie żywności przetworzonej

„Dlaczego nasze dzieci chorują?” czyli mocny głos w sprawie żywności przetworzonej

Pomiędzy opiniami zagorzałych zwolenników i głośnych przeciwników przetworzonej żywności pojawiła się książka Michelle Perro i Vincanne Adams pt. „Dlaczego nasze dzieci chorują?” .
O ile jednak zażarte dyskusje zwolenników i przeciwników wydaja się ciągnąć bez końca i nie rozstrzygać problemu, faktem jest, że nasze dzieci chorują w skali dotąd nieznanej. Książka natomiast wini za tę sytuację przemysł spożywczy i rynek żywności przetworzonej dostarczając naukowych dowodów popartych własnymi obserwacjami.

Prawda, która boli

„Wszystko, co dzisiaj jemy, jest żywnością industrialną.”

Niestety, skończyły się już czasy, gdzie pomidor był po prostu pomidorem, a ryba- rybą. Teraz cała żywność (poza uprawami z przydomowych ogródków czy żywności organicznej), nawet postrzegana jako nieprzetworzona, zawiera cały arsenał toksyn, takich jak pestycydy, hormony czy antybiotyki. I to jedzą dzieci z kształtującym się dopiero układem odpornościowym, nerwowym i organami.

„Żadne z wcześniejszych pokoleń nie przyjmowało wraz z jedzeniem tylu toksycznych substancji”

Do tego należy dodać kontakt z substancjami chemicznymi z materaców, mydeł, filtrów przeciwsłonecznych, ubrań. Czy powinno więc dziwić nas, że dzieci chorują?

Kim są autorki?

Zainteresowanie autorek tematem wpływu żywności przetworzonej na zdrowie dzieci nie jest kwestią przypadku.

Michelle Perro jest lekarzem pediatrą z 35- letnim doświadczeniem. Trafiają do jej kliniki pacjenci z różnymi problemami, ale największą ich część stanowią choroby przewlekłe. Ponieważ medycyna akademicka nie pomogła w odnalezieniu przyczyny rosnącej fali zachorowań wśród dzieci, poszerzyła swoje zainteresowania o nurt medycyny integracyjnej. Własne poszukiwania, analiza literatury medycznej, wsparcie ziołolecznictwa czy zasad zdrowego odżywiania doprowadziły lekarkę do wypracowania własnych metod leczenia małych pacjentów.

Wszystko to przekonało ją, że należy skupić się przede wszystkim na tym, co jej mali pacjenci jedzą i piją”.

Vincanne Adams, druga z autorek, jest antropologiem badającym zależności między kulturowymi, społecznymi czy ekonomicznymi ograniczeniami a wiedzą medyczną mieszkańców różnych rejonów świata i efektywnością leczenia. Chociaż początkowo była sceptycznie nastawiona do zagrożeń związanych z  żywnością przemysłowo wytwarzaną, analiza badań i własne obserwacje potwierdziły mroczny związek między żywnością genetycznie modyfikowaną i stosowaniem pestycydów a chorobami dzieci.

„Nieszczelne jelito: klucz do zrozumienia, jak pestycydy wpływają na zdrowie”

Kwestia szczelności bariery jelitowej jest, wg autorek książki, kluczowa dla zachowania zdrowia. Nic dziwnego, że wszystko, co ją uszkadza, działa na niekorzyść i pogrąża człowieka w chorobie. A przyczyniają się do tego nie tylko nadwrażliwości pokarmowe, ale też nadmiar cukru, toksyny, modyfikacje genetyczne.

Problemowi żywności genetycznie modyfikowanej autorki poświęcają wiele miejsca przedstawiając naukowe dowody za i przeciw. Prawda jest jednak taka, że badania nad ich oddziaływaniem na organizm prowadzi się w kontrolowanych warunkach przez krótki okres czasu. Z przyczyn etycznych nie przeprowadza się biopsji narządów czy badania sekcyjnego w celu dokładnej analizy zmian, które mogą zajść pod ich wpływem. To powoduje, że o ich faktycznym znaczeniu dla zdrowia człowieka wiemy niewiele. Nie bierze się pod uwagę wpływu wszystkich elementów żywności przemysłowo wytwarzanej czy ich sumarycznej dawki.

Nic dziwnego, ze autorki retorycznie pytają:

Czy nasze dzieci są uczestnikami eksperymentu?”

Podobne wątpliwości dotyczą glifosatu (pod nazwą handlową Roundap) powszechnie stosowanego w rolnictwie do ograniczenia wzrostu chwastów i zwiększenia wydajności upraw. Jego efektywność spowodowała opracowanie genetycznie modyfikowanej odmiany pszenicy pod Roundap oraz nadmierne stosowanie pestycydów pobudzających zboże do szybkiego wzrostu. Zwolennicy stosowania Roundapu w rolnictwie argumentują to brakiem szlaku enzymatycznego blokowanego przez Roundap u człowieka (tzw. szlak szikimowy), przez co wydaje się być całkiem obojętny dla naszego zdrowia. Ale co z naszym mikrobiomem, czyli drobnoustrojami żyjącymi w naszym przewodzie pokarmowym, dbającymi o szczelność bariery jelitowej, dostarczającymi nam enzymów trawiennych i witamin? Niestety glifosat niszczy je tak jak chwasty pozostawiając organizm człowieka w poważnych kłopotach.

„Składniki katastrofy: toksyczna żywność, chore dzieci i granice medycyny”

Autorki książki nie narzucają swojej opinii na temat żywności. Przedstawiają naukowe dowody na związek jedzenia ze zdrowiem dzieci z odniesieniami do pozycji w literaturze medycznej. Dzięki temu zainteresowany czytelnik sam może zgłębić temat i wyciągnąć własne wnioski.

Dla mnie jako lekarza jednak największe wrażenie zrobiły opisy przypadków z gabinetu dr Perro. Choroby przewlekłe dotykają dzieci w każdym wieku, a w każdym opisanym przypadku medycyna akademicka okazywała się bezradna oferując jedynie kolejny farmaceutyk dla złagodzenia objawów. Natomiast dr Perro leczenie każdej choroby, od alergii poprzez jadłowstręt aż po autyzm i schizofrenię, zaczyna od leczenia jelit: usuwa przetworzone nieorganiczne jedzenie, leczy dysbiozę, ogranicza cukier, uzupełnia niedobory witamin i mikroelementów. Niestety nie zawsze osiąga pełne wyleczenie, ale poprawa stanu zdrowia dzieci zdumiewa wszystkich.

Tak naprawdę jednak gabinet doktor Perro jest zwykle na końcu różnych placówek medycznych odwiedzanych przez zdesperowanych rodziców szukających pomocy.

I to właśnie matkom przewlekle chorych dzieci dedykowana jest ta książka. Matkom, które uparcie i często w osamotnieniu dążą do poznania prawdy o przyczynach chorób swoich dzieci.

Problem nas wszystkich

Książka „Dlaczego nasze dzieci chorują?” to mocny głos w sprawie złej jakości naszego jedzenia i złego stanu zdrowia naszych dzieci. Oczywiście można się z argumentacją autorek nie zgadzać (po cichu przecież liczymy, ze instytucje sprawujące kontrolę nad produkcją żywności nie dopuściłyby do katastrofy), trzeba je jednak znać i być świadomym potencjalnych zagrożeń. Ten problem dotyczy każdego z nas.

Dlatego Michelle Perro i Vincanne Adams przekonują, że nie możemy biernie czekać, co się wydarzy, jaki ostatecznie zostanie wydany werdykt w sprawie bezpieczeństwa żywności przetworzonej.

„Podczas gdy medycyna konwencjonalna zmierza w ślimaczym tempie w kierunku testów i badań, które są potrzebne do wyjaśnienia związków przyczynowych łączących żywność genetycznie modyfikowaną, naszpikowaną pestycydami, z chorobami przewlekłymi, my jesteśmy głęboko przekonane, że nie ma czasu do stracenia. Istnieje wiele badań, na których już dziś można się oprzeć i połączyć fakty na temat niezdrowej żywności i chorób, w które ta ostatnia nas wpędza. Nasze dzieci są królikami doświadczalnymi dla nowych technologii stosowanych w rolnictwie, a o ich szkodliwości i zagrożeniach świadczy stale pogarszający się stan zdrowia najmłodszych obywateli.”

Jeśli nie chcesz być obojętnym obserwatorem, zachęcam Cię do przeczytania tej książki i do wyrobienia własnych poglądów.

Jeśli spodobała Ci się recenzja, może zainteresują Cię też wcześniejsze, np.


Michelle Perro i Vincanne Adams, Dlaczego nasze dzieci chorują? Jak żywność przetworzona przyczynia się do epidemii chorób przewlekłych i co rodzice (oraz lekarze) mogą z tym zrobić, przeł. Magdalena Golachowska, Łódź, Galaktyka, 2018, ISBN: 978-83-7579-668-1. (www.galaktyka.com.pl).