Zapalenie i nowotwory

Zapalenie i nowotwory

Chociaż zbliża się czwarta rocznica istnienia bloga Gdy jedzenie szkodzi, którego tematem przewodnim jest wpływ odżywiania na zdrowie, trudno w nim znaleźć tematy związane z nowotworami. Z niejasnych powodów uznałam, że przyczyny nowotworów są na tyle złożone, że trudno o nich pisać. Gdy jednak spojrzymy na te najczęściej wymieniane, wyłaniają się nasi towarzysze dnia codziennego: zła dieta, siedzący tryb życia, otyłość i palenie papierosów. Wszystkie te czynniki łączy jedno: mogą wywoływać stany zapalne. Dzisiejszy wpis jest więc próbą odpowiedzi, co łączy zapalenie i nowotwory.

Co to są nowotwory?

Nowotwory są grupą chorób, które cechuje złośliwy (niekontrolowany) rozrost komórek. Komórki te nie różnicują się w typowe komórki tkanki i posiadają zdolność tworzenia przerzutów. Mogą pojawić się w niemal każdym organie i tkance ludzkiego organizmu.

Nowotwory stanowią drugą wiodącą przyczynę zgonów na świecie. Według World Cancer Research Fund, w samym tylko 2018 roku zdiagnozowano 18 milionów nowych przypadków nowotworów. Najczęściej rozpoznawanym nowotworem był nowotwór płuc i piersi (12,3%), następnie jelita grubego (10,6%), prostaty (7,5%), żołądka (6,1%) i wątroby (5,0%). Chociaż dotyczą obu płci jednakowo, najczęstszymi nowotworami wśród mężczyzn jest nowotwór płuc (15,5%), prostaty (14,4%) i jelita grubego (11,4%), u kobiet: piersi (25,4%), jelita grubego (9,7%) i płuc (8,8%).

Tylko mniejsza część nowotworów jest wywołana przez wady genetyczne, podczas gdy duża większość (90%) jest wywołana przez niestabilność materiału genetycznego i czynniki środowiskowe. Ocenia się, że aż 30-50% przyczyn nowotworów jest związana z nieprawidłową dietą, z czego 20% ma ścisły związek z otyłością.

Czynniki ryzyka powstania nowotworu

Czynniki ryzyka wystąpienia nowotworu są charakterystyczne dla danej osoby, ale też dla środowiska, w którym żyje: geny, ekspozycja na substancje szkodliwe, choroby współistniejące czy zaburzenia hormonalne. Ale też mogą wynikać ze stylu życia: prowadzenia siedzącego trybu życia i diety. Szczególną rolę odgrywają tutaj duża masa ciała, niskie spożycie owoców i warzyw, brak aktywności fizycznej, alkohol i palenie papierosów, podobnie jak przewlekłe infekcje, np. Helicobacter pylori, HPV (wirus ludzkiego brodawczaka), wirusowe zapalenie wątroby typu B i C, czy zakażenie wirusem Epstein- Barr.
Wszystkie te czynniki łączy wpływ na wywoływanie stanów zapalnych.

Zapalenie- co to jest?

Już w 1863 roku Rudolf Virchow odkrył w guzie obecność nacieków złożonych z leukocytów. Zasugerował, że nowotwór tworzy się w miejscu przewlekłego zapalenia. Odkrycie to stanowiło podwaliny do dalszych badań na temat związku między zapaleniem a nowotworami. Jednak dopiero badania ostatnich dekad potwierdziły, że zapalenie odgrywa kluczową rolę w kancerogenezie.

Stan zapalny jest odpowiedzią organizmu na uszkodzenie tkanek wywołane przez uraz, niedokrwienie, infekcję, ekspozycje na toksyny itd. Organizm na ich działanie reaguje pobudzeniem układu immunologicznego, co ma przyczynić się do naprawy uszkodzonych tkanek oraz proliferacją komórek w miejscu uszkodzenia.

Ostry stan zapalny związany z aktywizacją układu odpornościowego działa na korzyść organizmu, pomaga bowiem usunąć szkodliwe substancje z organizmu. Jeśli proces zapalny trwa jednak zbyt długo, jest źródłem cytokin, chemokin, cząsteczek adhezyjnych i enzymów, co tworzy środowisko sprzyjające rozwojowi nowotworów. Przewlekłe zapalenie wpływa na każdy etap nowotworzenia.

Rozwój nowotworu

Rozwój nowotworu jest procesem kilkuetapowym. Rozpoczyna się od transformacji prawidłowej komórki w komórkę nowotworową. Tę komórkę cechuje zdolność samoregulacji, niewrażliwość na sygnały hamujące wzrost, niepoddawanie się apoptozie, nieograniczone podziały. Kolejne etapy obejmują proliferację komórek nowotworowych, inwazję na zdrowe tkanki, angiogenezę (czyli proces tworzenia naczyń dostarczających do guza składników odżywczych) i tworzenie przerzutów.

Środowisko związane z przewlekłym zapaleniem zdominowane jest przez makrofagi. Są to tzw. TAM- makrofagi towarzyszące guzowi. Wiele nowotworów produkuje cytokiny nazywane czynnikami stymulującymi kolonię, które przedłużają przeżycie TAM. To one, łącznie z innymi komórkami zapalnymi, produkują duże ilości reaktywnych form tlenu i azotu, które mają sprzyjać zwalczaniu infekcji. W sytuacji ciągłego uszkodzenia tkanek oraz nadmiernej proliferacji komórkowej, ich nadmiar jest szczególnie szkodliwy. Mogą być źródłem substancji, takich jak peroksynitryt (reaktywna forma azotu), które reagują z DNA i powodują mutacje w komórkach nabłonka i zrębu. Makrofagi i limfocyty T mogą wydzielać czynnik martwicy nowotworów alfa TNF-α oraz czynnik hamujący migrację makrofagów, które nasilają uszkodzenie DNA.

Wpływ otyłości na zapalenie i nowotwory

Otyłość jest złożonym schorzeniem, któremu towarzyszą z reguły takie zaburzenia metaboliczne, jak zaburzenia gospodarki węglowodanowej, lipidowej i nadciśnienie tętnicze. W ostatnich latach dużo uwagi poświęca się związkowi otyłości z przewlekłymi chorobami, w tym z nowotworami. Przewlekły stan zapalny o małym nasileniu powiązano z progresją otyłości i powiązanych z nią chorób. Stąd zapobieganie chronicznemu zapaleniu może być ważną strategią leczenia chorób związanych z otyłością.
Zapalenie związane z otyłością jest pierwotnie związane z nadmiarem energii, która odkłada się w białej tkance tłuszczowej złożonej głównie z adipocytów. Adipocyty są komórkami endokrynnymi, które wydzielają olbrzymie ilości cytokin, hormonów i czynników wzrostu. Nadmiar zgromadzonej energii sprzyja aktywacji licznych szlaków metabolicznych, w tym NFκB. Prowadzi to do indukcji odpowiedzi zapalnej o małym nasileniu. Otyłość zwiększa ryzyko rozwoju różnych typów nowotworów i jest związana z gorszym przebiegiem klinicznym. Mechanizm, w jaki otyłość sprzyja nowotworzeniu jest specyficzna dla danej tkanki i obejmuje wpływ różnych szlaków sygnałowych. Ponieważ punktem wyjścia rozwoju nowotworów jest zapalenie związane z otyłością, terapie przeciwzapalne powinny stanowić podstawę leczenia pacjentów z otyłością.
Chociaż dostępnych jest już kilka leków do leczenia otyłości, zazwyczaj ich stosowanie wiąże się z szeregiem działań niepożądanych. Badania natomiast wskazują, że spożywanie pochodzących z jedzenia składników bioaktywnych może korzystnie wpływać na redukcję otyłości bez efektów ubocznych. Do takich składników należą antocyjany, grupa flawonoidów pozyskiwana z kwiatów, owoców, liści i nasion roślin. Nadają one roślinom różnorodne kolory, a co cenne dla nas, wykazują efekt przeciwazapalny, antymutagenny i antybiotykowy, a przez to potencjalnie antynowotworowy.
O otyłości pisałam też we wpisach:

Wpływ diety przeciwzapalnej na rozwój nowotworów

Jak napisałam wcześniej, zmiany nawyków żywieniowych mogą chronić przed rozwojem nowotworu u 30-50%. Regularne spożywanie owoców i warzyw (czosnku i warzyw krzyżowych, jak kapusta, brokuł, brukselka) i w konsekwencji spożywanie składników bogatych w selen, kwas foliowy, witaminy B, D i antyoksydantów, jak karotenoidy i likopen mogą odegrać rolę ochronną i zmniejszać ryzyko raka piersi, jelita grubego i prostaty o 60-70% oraz płuc o 40-50%.

Dieta śródziemnomorska jest uznawana na świecie za jeden ze zdrowszych modeli żywieniowych, a to głównie za sprawą pokarmów bogatych w antyoksydanty i składniki o działaniu przeciwzapalnym. Wobec uznanej roli diety śródziemnomorskiej w redukowaniu stresu oksydacyjnego, uszkodzeń materiału genetycznego i stanów zapalnych, postrzegana jest jako silne narzędzie zapobiegające nowotworzeniu. Strączki, świeże owoce, warzywa, orzechy, ryby i oliwa z oliwek zapobiegają uszkodzeniu zdrowych komórek i proliferacji komórek nowotworowych.  Produkty te cechują się dużą zawartością polifenoli, karotenoidów, witamin (C, E, folianów), flawonoidów, składników odżywczych znanych ze swoich właściwości chroniących przed uszkodzeniami DNA. Kwasy tłuszczowe omega-3, których źródłem są ryby basenu Morza śródziemnego: sardynki i makrele, czy orzechy o potencjale przeciwzapalnym, również pomagają hamować rozwój nowotworów.
Już kilka badań wykazało, że stosowanie diety śródziemnomorskiej jest związane ze zmniejszonym ryzykiem rozwoju nowotworów, aczkolwiek stwierdzenie między nimi prostej zależności może być zaburzone wpływem wielu innych czynników. Niewątpliwie jednak, znając wpływ przewlekłego zapalenia na powstawanie nowotworów, wykorzystanie potencjału przeciwzapalnego substancji pochodzących z pożywienia wydaje się skuteczną i bezpieczną strategią zapobiegania nowotworom.

Literatura:

1.World Cancer Research Fund Worldwide Cancer Data. [(accessed on 30 June 2019)]; Available online: https://www.wcfr.org/dietandcancer/cancer-trend/worldwide-cancer-data.

2.Ricceri F., Giraudo M.T., Fasanelli F., Milanese D., Sciannameo V., Fiorini L., Sacerdote C. Diet and Endometrial Cancer: A Focus on the Role of Fruit and Vegetable Intake, Mediterranean Diet and Dietary Inflammatory Index in the Endometrial Cancer Risk. BMC Cancer. 2017;17:757.

3.Singh N, Baby D, Rajguru JP, Patil PB, Thakkannavar SS, Pujari VB. Inflammation and cancer. Ann Afr Med. 2019 Jul-Sep;18(3):121-126.

4.Donaldson MS. Nutrition and cancer: a review of the evidence for an anti-cancer diet. Nutr J. 2004;3:19. Published 2004 Oct 20.

5.Mentella MC, Scaldaferri F, Ricci C, Gasbarrini A, Miggiano GAD. Cancer and Mediterranean Diet: A Review. Nutrients. 2019 Sep 2;11(9):2059.

6.Lee YM, Yoon Y, Yoon H, Park HM, Song S, Yeum KJ. Dietary Anthocyanins against Obesity and Inflammation. Nutrients. 2017 Oct 1;9(10):1089.

7.Lin BW, Gong CC, Song HF, Cui YY. Effects of anthocyanins on the prevention and treatment of cancer. Br J Pharmacol. 2017;174(11):1226-1243.

8.Bodén S, Myte R, Wennberg M, Harlid S, Johansson I, Shivappa N, Hébert JR, Van Guelpen B, Nilsson LM. The inflammatory potential of diet in determining cancer risk; A prospective investigation of two dietary pattern scores. PLoS One. 2019 Apr 12;14(4):e0214551.

Jeśli podobał Ci się wpis i chcesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych, a także informacje związane ze zdrowiem i odżywianiem, zapisz się na newsletter:

Bisfenol A- źródła ekspozycji i wpływ na zdrowie człowieka

Bisfenol A- źródła ekspozycji i wpływ na zdrowie człowieka

Bisfenole stosuje się do produkcji przedmiotów codziennego użytku. Są tak powszechne w naszym środowisku, że każdy z nas, zazwyczaj nieświadomie, znajduje się pod ich wpływem. Ale nawet niewielkie ich ilości mogą być szkodliwe dla zdrowia, a przewlekła ekspozycja wywiera wpływ na praktycznie każdy układ i narząd w organizmie. Działają one na receptory dla hormonów, wpływają na produkcję wolnych rodników tlenowych, utlenianie lipidów, dysfunkcje mitochondriów oraz zmiany sygnałów komórkowych.
Chciałabym ten temat Czytelnikom nieco przybliżyć, dlatego dziś proponuję wpis na temat bisfenolu A- źródła ekspozycji i jego wpływ na zdrowie człowieka.

Bisfenole- czyli co?

Bisfenole są grupą organicznych związków chemicznych wykorzystywanych do produkcji tworzyw sztucznych. Poza najczęściej stosowanym bisfenolem A (BPA) należą do tej grupy także bisfenol B, C, S i F. Bisfenol A wykorzystywany jest do produkcji materiałów mających bezpośredni kontakt z żywnością, jak opakowania do napojów i żywności, czy sprzęt kuchenny. Jest także składnikiem tworzywa pokrywającego wewnętrzną powierzchnię metalowych puszek na żywność i napoje. Służy ponadto do produkcji papieru termalnego, akcesoriów kuchennych, zabawek czy szczeliwa dentystycznego.

To powoduje, że jesteśmy niemal stale narażeni na działanie bisfenolu A, co potwierdzają dodatnie wyniki badań płynów ustrojowych na ich obecność. Ma to miejsce nawet bez świadomego narażenia na ich działanie. Bisfenol A ma liczne zalety. Jest tani, łatwy w produkcji i nie zmienia smaku przechowywanych produktów. Przez ostatnich kilkadziesiąt lat, wraz z rozwojem plastiku na świecie, zrobił więc zawrotną karierę. Jednak jego wadą jest łatwość, z jaką przechodzi z opakowania do żywności i napojów.

BPA- dlaczego jesteśmy narażeni na jego działanie?

Ważnym źródłem bisfenolu A są puszki, w których jest składnikiem wewnętrznej powłoki chroniącej przed kontaktem między metalem a żywnością, zapewniającej stabilność temperatur oraz wytrzymałość mechaniczną. Jednak działanie wysokich temperatur podczas procesu sterylizacji lub przygotowywania produktu do spożycia powoduje, że BPA z łatwością przechodzi do jedzenia. Osiągnięta temperatura ma tu większe znaczenie niż czas podgrzewania. Sterylizacja żywności w puszce powoduje, że aż 80-90% niezwiązanego BPA przechodzi do żywności. Podobnie jak temperatura, znaczenie ma tu pH zawartego w puszce produktu (jak niektóre znane napoje gazowane) czy wysoka zawartość tłuszczu. Te czynniki powodują, że więcej BPA przedostaje się do napoju czy żywności.

Identyczna sytuacja dotyczy plastikowych pojemników na żywność i napoje, np. butelek dla niemowląt czy jednorazowych kubków do kawy. Ich podgrzewanie albo kontakt z gorącym napojem powoduje zwiększone przechodzenie BPA do jedzenia i picia.

Głównym źródłem ekspozycji człowieka na bisfenol A pozostaje więc żywność. Mimo to u osób dorosłych, po 6-9,5 godzinach poszczenia, nie stwierdzano istotnego spadku stężenia tej substancji w moczu (to mocz stanowi główną drogę usuwania metabolitów bisfenolu A). Sugeruje to możliwość kumulacji bisfenolu A w tkankach i jego powolne uwalnianie. Przez to tkanki ludzkie stanowią kolejne ważne źródło ekspozycji. Badania przeprowadzone w Unii Europejskiej wykazały, że w Belgii przeciętny mieszkaniec wydala z moczem 132 mg bisfenolu A rocznie, we Francji – 127 mg, w Danii – 112 mg, a w Szwecji – 71 mg. Ustalona norma wynosi 100 mg. Co także ciekawe, bisfenol A stwierdza się nie tylko u osób bezpośrednio narażonych na ekspozycję. Istotne ilości bisfenolu A stwierdzano we krwi pępowinowej, płynie owodniowym, łożysku, a także w mleku matek karmiących.

Jak działa bisfenol A?

Bisfenole wywierają swoje toksyczne działanie poprzez indukowanie stresu oksydacyjnego, dysfunkcję mitochondriów oraz zaburzenia gospodarki hormonalnej. Zwiększona pod ich wpływem produkcja wolnych rodników tlenowych prowadzi do zahamowania aktywności enzymów o działaniu antyoksydacyjnym, nasila stres oksydacyjny, uszkodzenia materiału genetycznego, śmierć komórki poprzez aktywację kaskady kapsaz (enzymów, które degradują białka komórkowe) oraz szlaku kinaz aktywowanych mitogenami MAPK (odgrywają rolę w odpowiedzi komórki na sygnały zewnętrzne, np. działanie czynników wzrostu pobudzających komórkę do nowotworzenia).

Ekspozycja na bisfenole stymuluje produkcję cytokin o działaniu prozapalnym, a hamuje powstawanie cytokin o działaniu przeciwzapalnym.

Ze względu na swą fenolową strukturę BPA wykazuje zdolność do interakcji z receptorami dla estrogenów. Może działać na nie pobudzająco (jako agonista) lub hamująco (jako antagonista). W wyniku takiego działania BPA odgrywa rolę w patogenezie zaburzeń endokrynnych włączając zaburzenia płodności u kobiet i mężczyzn, przedwczesne dojrzewanie, nowotwory hormonozależne, jak rak piersi oraz rak prostaty oraz schorzeń metabolicznych, m.in. zespół wielotorbielowatych jajników (PCOS).

Biorąc pod uwagę stałe, codzienne narażenie na BPA z wielu źródeł oraz tendencję do bioakumulacji uzasadniony jest monitoring biologiczny tego związku. Powinien on w szczególności uwzględniać monitoring BPA w moczu, jako skuteczną metodę szacowania narażenia na tę substancję, umożliwiając jednocześnie badanie zależności pomiędzy narażeniem na BPA a ryzykiem występowania niektórych chorób wynikających z zaburzenia czynności układu endokrynologicznego.

Wpływ na układ hormonalny

Bisfenole wykazują zdolność do wiązania się nie tylko z receptorami estrogenów, ale też dla androgenów, progesteronu, hormonów tarczycy oraz węglowodorów aromatycznych. W ten sposób wpływają na gospodarkę hormonalną, ale też na pracę układu rozrodczego, oddechowego czy nerwowego. Ekspozycja na bisfenole wpływa na aktywność hormonów płciowych, tarczycy, insuliny powodując różne niepożądane efekty na poziomie narządów i tkanek. Zwiększają ryzyko otyłości, cukrzycy, uszkodzenia wątroby, chorób sercowo- naczyniowych, zaburzenia płodności czy rozwojowe. Co ciekawe, mogą też wpływać na działanie leków, przez co zmieniają efekty ich stosowania, co stwierdzono np. w przypadku chemioterapii.

Dużo uwagi w literaturze poświęca się wpływowi bisfenolu A na układ rozrodczy. Ekspozycja na nawet małe dawki tego związku zmniejsza poziomy LH i FSH (hormonów gonadotropowych produkowanych przez przysadkę), prolaktynę, zwiększa poziom estrogenów, hamuje spermatogenezę. Częste zaburzenia wywołane działaniem BPA obejmują przedwczesne dojrzewanie płciowe, dysfunkcję jajników, zaburzenia nasienia, upośledzenie implantacji zarodka, zaburzenia równowagi w zakresie hormonów płciowych, przedwczesne porody, niską masę urodzeniową noworodków.

W badaniu z udziałem 1841 ciężarnych kobiet wykazano, że bisfenole (i to nie wyłącznie szeroko stosowany bisfenol A) zwiększa ryzyko cukrzycy ciążowej (Zhang i wps.). Z kolei w badaniu z udziałem mężczyzn stwierdzono zależność między poziomem BPA w moczu a stosunkiem estradiol: testosteron (im więcej BPA tym bardziej zaburzone proporcje hormonów płciowych).

Zaburzeniem endokrynnym, do którego rozwoju może przyczyniać się ekspozycja na BPA, jest zespół policystycznych jajników PCOS. Szczególnie u otyłych pacjentek z tym zespołem stwierdzano znacząco wyższe poziomy BPA w moczu w porównaniu z grupą kontrolną. Tłumaczy się to zwiększoną aktywacją wydzielania podwzgórzowego GnRH, co prowadzi do stale wysokiego poziomu LH we krwi, stymulacji produkcji androgenów przez jajniki oraz upośledzenia rozwoju pęcherzyka jajnikowego. Dodatkowo stwierdzono, że BPA może w sposób bezpośredni stymulować jajniki do produkcji androgenów.

Wpływ na rozwój nowotworów hormonozależnych

Istnieją dane na temat potencjalnej roli BPA w rozwoju nowotworów piersi. Badania in vitro wykazały, że ekspozycja ludzkich linii komórek nowotworu piersi na BPA nasilała ich proliferację i zwiększała poziom stresu oksydacyjnego. Wysokie poziomy BPA u kobiet po menopauzie korelowały z gęstością mammograficzną gruczołu piersiowego. Podobne dane uzyskano w odniesieniu do nowotworu prostaty- mężczyźni z nowotworem prostaty mieli wyższe poziomy BPA w moczu w porównaniu z grupą kontrolną. In vitro stwierdzono, że BPA nasila proliferację ludzkich komórek raka prostaty wrażliwych na działanie androgenów (męskich hormonów płciowych).

Otyłość i cukrzyca

Zaobserwowano, że bisfenol A zmienia wydzielanie insuliny w odpowiedzi na stymulację glukozą. Wang i wsp. wykazali, że ekspozycja na BPA wiąże się z upośledzeniem gospodarki węglowodanowej u kobiet po 40 rż. (nie wykazano takiej zależności wśród mężczyzn). Ponadto, poprzez wpływ na układ hormonalny, przyczynia się do otyłości. Wiąże się też z receptorami na komórkach tłuszczowych. W badaniu z udziałem ponad tysiąca dorosłych mieszkańców Szwecji w średnim wieku 70 lat stwierdzono, że poziom BPA we krwi był pozytywnie związany z poziomami adiponektyny i leptyny, a odwrotnie z poziomem greliny (o tych hormonach pisałam we wpisie „Czy otyłość jest zawsze winą pacjenta, a liczenie kalorii skuteczne?”. W ten sposób może wpływać na odczuwanie głodu i sytości.

Z kolei w USA wykazano, że poziomy BPA w moczu korelowały ze zwiększoną wagą ciała dzieci i młodzieży. Inne badanie populacyjne przeprowadzone w Chinach wykazało, że efekt ten zależy od poziomu BPA, czyli im większe narażenie tym wyższa waga. Podobne obserwacje dotyczą zależności między poziomem BPA we krwi a zwiększonym ryzykiem rozwoju cukrzycy typu 2. Obserwacje na zwierzętach sugerują podobny wpływ na rozwój cukrzycy typu 1.

Choroby układu sercowo- naczyniowego

Wykazano znaczenie bisfenoli dla rozwoju chorób sercowo- naczyniowych, jak zawał serca, kardiomiopatie czy nadciśnienie tętnicze. W badaniu przeprowadzonym w USA (Shankar i wsp.) stwierdzono, że podwyższony poziom BPA we krwi jest niezależnym od stylu życia (palenie papierosów czy picie alkoholu), BMI, nadciśnienia, poziomu cholesterolu czy obecności cukrzycy, czynnikiem ryzyka choroby naczyń obwodowych.

Uszkodzenie wątroby

Stres oksydacyjny, uszkodzenie mitochondriów oraz zapalenie to główne mechanizmy uszkodzenia wątroby pod wpływem bisfenoli. Związek potwierdziła obserwacja, w której wykazano zależność między poziomem BPA we krwi a markerami uszkodzenia wątroby. Najwięcej danych odnośnie hapatotoksyczności pochodzi jednak z prac nad zwierzętami.

Neurotoksyczność

Narażenie na działanie bisfenoli powiązano upośledzeniem funkcji poznawczych, zaburzeniami pamięci, nadaktywnością, zaburzeniami lękowymi, depresją, autyzmem oraz neurozapaleniem.
Dzieci są szczególnie wrażliwe na działanie tych związków i nawet małe dawki są szkodliwe dla rozwoju układu nerwowego w życiu płodowym, jak i wieku dziecięcym. Powiązano ekspozycję na bisfenol A we wczesnym okresie ciąży z zaburzeniami snu wśród dzieci w wieku przedszkolnym. Ponadto ekspozycja na bisfenol A w ciąży i we wczesnym dzieciństwie skutkowała zaburzeniami zachowania wśród dzieci, w tym lękami, depresją czy nadaktywnością. Szczególnie silny związek wykazano w odniesieniu do chłopców. Podwyższone poziomy BPA rejestrowano u dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Immunotoksyczność

Bisfenole wpływają na układ immunologiczny na wiele sposobów. Pośrednio wpływają na odpowiedź układu immunologicznego poprzez działanie na receptory, np. dla estrogenów, węglowodorów aromatycznych, PPAR i toll-podobnych. Wiele z tych receptorów znajduje się na komórkach układu odpornościowego: komórkach dendrytycznych, makrofagach, limfocytach B, limfocytach Th17 i regulatorowych. W ten sposób BPA wpływa na oba ramiona układu odpornościowego: swoisty, realizowany przy udziale przeciwciał i nieswoisty, realizowany przy udziale komórek i cytokin. Braniste i wsp. wykazali, że ekspozycja na BPA zwiększa przesiąkliwość bariery jelitowej oraz zmienia skład mikrobioty jelitowej, co prowadzi do rozwoju stanów zapalnych. Bisfenole mogą przyczyniać się do rozwoju lub nasilenia chorób związanych z układem immunologicznym, jak alergie, astma, stwardnienie rozsiane.

Jeśli nie bisfenol A, to co?

Chociaż coraz głośniej mówi się o szkodliwości BPA, jest on obecnie już na tyle powszechny, a jego eliminacja ze środowiska na tyle długa, że jeszcze przez wiele lat będziemy narażeni na jego działanie, pomimo starań o wycofanie z użytku. Niestety, jego obecność jest zastępowana innymi postaciami bisfenoli, które, jak pokazują dane teoretyczne, mogą okazać się nie mniej szkodliwe od swojego pierwowzoru.

Gdy przeanalizowano dostępną literaturą na temat innych postaci bisfenoli (25 badań in vitro i 7 in vivo), większość z nich wykazała, że BPS i BPF posiadają aktywność hormonalną i mogą wywoływać podobny do BPA efekt w zakresie hormonów płciowych. Może się więc okazać, że produkty z tworzyw sztucznych bez BPA mogą nie być wcale zdrowszą alternatywą.

Jeśli spodobał Ci się artykuł i chcesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych oraz wartościowe informacje na tematy związane ze zdrowiem i odżywianiem, zapisz się newsletter:


Literatura:

Konieczna A, Rutkowska A, Rachoń D. Health risk of exposure to Bisphenol A (BPA). Rocz Panstw Zakl Hig. 2015;66(1):5-11.

Rochester JR, Bolden AL. Bisphenol S and F: A Systematic Review and Comparison of the Hormonal Activity of Bisphenol A Substitutes. Environ Health Perspect. 2015;123(7):643-650. doi:10.1289/ehp.1408989

Siracusa JS, Yin L, Measel E, Liang S, Yu X. Effects of bisphenol A and its analogs on reproductive health: A mini review. Reprod Toxicol. 2018;79:96-123. doi:10.1016/j.reprotox.2018.06.005

Xu J, Huang G, Guo TL. Developmental Bisphenol A Exposure Modulates Immune-Related Diseases. Toxics. 2016;4(4):23. Published 2016 Sep 26. doi:10.3390/toxics4040023

Hwang S, Lim JE, Choi Y, Jee SH. Bisphenol A exposure and type 2 diabetes mellitus risk: a meta-analysis. BMC Endocr Disord. 2018;18(1):81. Published 2018 Nov 6. doi:10.1186/s12902-018-0310-y

Wazir U, Mokbel K. Bisphenol A: A Concise Review of Literature and a Discussion of Health and Regulatory Implications. In Vivo. 2019;33(5):1421-1423. doi:10.21873/invivo.11619

Dlaczego potrzebujemy białka w diecie i mięśni w organizmie na podstawie książki „A Guide to Amino Acids and Protein Nutrition” Roberta Wolfe

Dlaczego potrzebujemy białka w diecie i mięśni w organizmie na podstawie książki „A Guide to Amino Acids and Protein Nutrition” Roberta Wolfe

Nasza wiedza o odżywianiu i składnikach pokarmowych staje się coraz większa i…coraz bardziej skomplikowana. O ile jednak dużo wiemy na temat wyboru właściwych węglowodanów czy tłuszczów, nasza znajomość zagadnień związanych z białkami sprowadza się zazwyczaj do rozróżnienia białek zwierzęcych i roślinnych. Nie był to więc przypadek, że sięgnęłam po książkę Roberta R. Wolfe: „A Guide to Amino Acids and Protein Nutrition” (Przewodnik o aminokwasach i żywieniu białkami), którą dzisiaj chcę Wam przybliżyć.

Rzadko piszę na blogu recenzje anglojęzycznych pozycji sądząc, że niestety nie będą one dostępne dla większości Czytelników. Pierwszą jednak taką próbę zrobiłam w ubiegłym roku pisząc dla Was recenzję: O związku jedzenia z chorobami autoimmunologicznymi na podstawie książki “Food- associated autoimmunities. When food breaks your immune system” Aristo i Elroya Vojdanich, która została dobrze przyjęta z uwagi na omawiane zagadnienia, rzadko opisywane w literaturze rodzimej. Ponieważ kwestie związane z białkami i aminokwasami, a także znaczeniem mięśni dla zachowania zdrowia, również nie są często poruszane na naszym rynku wydawniczym, temat ten chciałabym nieco przybliżyć właśnie za pomocą przewodnika o białkach Roberta Wolfe.

Kim jest autor?

Jak pisze Robert Wolfe, jego zainteresowanie białkami zaczęło się jeszcze na długo, zanim zdobył jakąkolwiek wiedzę o odżywianiu: po prostu, jako 13- letni chłopak marzył o karierze umięśnionego sportowca. Chociaż instynktownie czuł, że ma to związek z odżywianiem, nie wiedział, jak ten cel osiągnąć. Dopiero jako młody naukowiec połączył oba zainteresowania: sport i odżywianie. Gdy kontynuował naukę i karierę sportową, rozpoczął własne poszukiwania, szczególny nacisk kładąc na badanie metabolizmu białek i aminokwasów oraz znaczenia tkanki mięśniowej. Z czasem rosła jego wiedza i doświadczenie, jak te informacje wcielić w życie.

Profesor Wolfe, poza zajmowanymi stanowiskami na kilku amerykańskich uczelniach, był konsultantem amerykańskiego Komitetu Olimpijskiego oraz członkiem sekcji żywienia Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Opracował autorski program, w którym połączył zasady optymalnego odżywiania i treningu z zastosowaniem suplementacji aminokwasami niezbędnymi. Dzisiaj natomiast, jako 70- latek, po 45 latach intensywnych badań nad ludzką fizjologią i metabolizmem, napisał książkę, w której dzieli się swoją wiedzą z czytelnikami.

Zacznijmy jednak od początku…

Dlaczego potrzebujemy białka w diecie?

W organizmie istnieją tysiące różnych białek, a każde pełni odmienne, specyficzne funkcje. Stanowią one 2/3 bezwodnej masy ciała. Każde białko wyróżnia inna ilość i skład aminokwasowy.

Wszystkie białka pozostają w ciągłym obrocie, co oznacza, że jednocześnie jedne się rozpadają, a powstają kolejne. Równowaga między tymi procesami determinuje, czy przeważa faza syntezy (tzw. anabolizm) czy utraty (katabolizm) białek. Większość zdrowych osób dorosłych pozostaje w stanie równowagi.

Rozpad białek dostarcza aminokwasów do do produkcji nowych białek, jednak często te ilości są niewystarczające. Stąd istnieje potrzeba dostarczania aminokwasów w pożywieniem (wynika to z nieodwracalnej degradacji niektórych aminokwasów z rozpadłych białek).

Niektóre aminokwasy mogą powstawać z innych cząsteczek i te nazywamy aminokwasami nie- niezbędnymi (NEAA- non essential amino acids). Aminokwasy, których organizm sam nie jest w stanie wytworzyć i muszą być dostarczone z dietą, nazywamy aminokwasami niezbędnymi (EAA- essential amino acids). Jest to jedyny makro składnik odżywczy (spośród białek, tłuszczów i węglowodanów), który jest konieczny do przeżycia. Jeśli spożywasz wystarczające ilości EAA, tworzenie nowych białek równoważy, albo wręcz przewyższa częstość ich rozpadu. Problem jednak jest taki, że przeciętna dieta zapewnia dostawy głównie aminokwasów nie- niezbędnych (50-60% spożywanych białek), podczas gdy tylko niewielkie ilości aminokwasów niezbędnych.

Aminokwasy niezbędne i nie- niezbędne, czyli które?

Do aminokwasów niezbędnych (inaczej egzogennych) zaliczamy leucynę, izoleucynę, walinę, metioninę, fenylalaninę, tryptofan, treoninę, lizynę i histydynę. Trzy pierwsze spośród nich należą do aminokwasów o rozgałęzionych łańcuchach (BCAA- branched chain aminoacids).

Aminikwasy nie- niezbędne (inaczej endogenne) to: cysteina, glicyna, glutamina, prolina, arginina, tyrozyna, alanina, kwas asparaginowy i glutaminowy, seryna. Arginina, tyrozyna i glutamina mogą stać się warunkowo niezbędne, gdy rośnie na nie zapotrzebowanie przekraczające możliwości syntezy, np. w ciężkich infekcjach.

Leucyna- kluczowy regulator syntezy białek

Ciekawym aminokwasem jest leucyna, która jest kluczowym regulatorem syntezy białek- bez niej proces ten ulega znacznemu spowolnieniu. Tyle że, jeśli zaczniemy spożywać większe ilości leucyny w postaci suplementu zawierającego tylko ten jeden aminokwas, automatycznie uruchomiony zostanie proces degradacji leucyny, ponieważ organizm będzie dążył do zachowania stanu równowagi między wszystkimi aminokwasami niezbędnymi. Proces degradacji leucyny pociągnie za sobą także zwiększoną degradację pozostałych aminokwasów rozgałęzionych: waliny i izoleucyny i ich poziom w organizmie spadnie poniżej wartości prawidłowych. Czyli suplementując wyłącznie leucynę, doprowadzamy do stanu niedoboru pozostałych aminokwasów i synteza białek wyhamowywuje. Chociaż więc to leucyna jest kluczowym aktywatorem produkcji białek, może być suplementowana jedynie w postaci mieszanki z pozostałymi aminokwasami rozgałęzionymi.

Dlaczego potrzebujemy mięśni?

Mięśnie są ważne zazwyczaj wyłącznie w kontekście aktywności fizycznej i poruszania się. Nie doceniamy natomiast ich roli w utrzymaniu prawidłowego metabolizmu białek. W normalnych warunkach to głównie w mięśniach zachodzą procesy zarówno syntezy, jak i rozpadu białek, w zależności od tego, czy został właśnie spożyty posiłek zawierający białko czy też nastąpiła dłuższa przerwa w jedzeniu. W innych tkankach i narządach utrzymywana jest równowaga między procesami syntezy i rozpadu niezależnie od odległości od ostatniego posiłku. Nawet pomimo braku dostaw jedzenia, wyłapywane są aminokwasy z krążenia do syntezy białek we wszystkich tkankach poza mięśniami, a poziom aminokwasów we krwi pozostaje na stałym poziomie.

Tkanka mięśniowa jest rezerwuarem aminokwasów dla reszty organizmu. To ona jest zdolna do utraty części swojej masy bez wpływu na pogorszenie zdrowia (trudno sobie wyobrazić podobną sytuację w przypadku skóry czy serca). Ale w sytuacjach stresowych, np. w ciężkich infekcjach, gdzie zapotrzebowanie na aminokwasy znacząco wzrasta (bo zwiększa się ich wykorzystanie przez układ immunologiczny czy w procesach gojenia ran), możemy często zaobserwować, jak ubywa u osoby chorej tkanki mięśniowej.

Zdrowie zależne od mięśni

Inna rola mięśni wynika ze związku między tkanką mięśniową a kostną- zapobieganie osteoporozie związanej z wiekiem zależy w dużym stopniu od utrzymania odpowiedniej ilości i funkcji mięśni. Od masy mięśni zależy też rokowanie w wielu chorobach. Najlepszym przykładem, gdzie przeżycie pacjenta jest bezpośrednio powiązane z utrzymaniem tkanki mięśniowej są nowotwory. Podobną zależność obserwuje się w niewydolności serca, przewlekłej obturacyjnej chorobie płuc czy nagłych zdarzeniach sercowo- naczyniowych, jak zawał serca czy udar mózgu.

Mięśnie odgrywają także rolę w utrzymywaniu bilansu energetycznego oraz prewencji otyłości. Nieustające procesy syntezy i rozpadu białek wymagają energii. Ile energii zostaje zużyte na obrót białek w mięśniach można łatwo obliczyć. 10 kg różnicy w suchej masie ciała przekłada się na różnicę 100 kcal/dzień w wydatkowaniu energii. Oznacza to , że młody człowiek, który ma 30 kg więcej mięśni niż drobna, starsza kobieta, zużyje 300 kcal więcej w ciągu dnia w samym spoczynku, nawet nie wykonując żadnego wysiłku. Różnica 300 kcal w wydatkowaniu energii oznacza w przybliżeniu dodatkowe 13 kg w ciągu roku u kobiety przy założeniu, że dostawa energii z pożywieniem pozostaje na niezmienionym poziomie. To dlatego jest nam tak trudno schudnąć wyłącznie poprzez ograniczenie podaży energii (no chyba że cieszy nas każdy stracony kilogram, także tkanki mięśniowej- co jednak cieszyć nie powinno biorąc pod uwagę znaczenie mięśni opisane powyżej).

Suplementacja aminokwasami niezbędnymi na każdym etapie życia

Po części książki opisującej podstawy wiedzy o aminokwasach i białkach oraz znaczeniu tkanki mięśniowej profesor Wolfe przedstawia swój autorski program bazujący na suplementacji aminokwasami niezbędnymi. Odnosi się w sposób praktyczny do różnych etapów życia dorosłego człowieka przekonując, że taka suplementacja może przynieść mu wiele korzyści, łącznie z poprawą wyników sportowych. Co warto zaznaczyć, taka suplementacja jest wolna od działań ubocznych.

Podsumowanie

Niezależnie od oceny proponowanego przez profesora Wolfe planu suplementacyjnego, książka warta jest lektury ze względu właśnie na informacje o znaczeniu aminokwasów i białka w diecie oraz mięśni dla zdrowia. Tematy te rzadko pojawiają się w literaturze, stąd rzadko przywiązuje się do nich należytą wagę. Jeśli więc, podobnie jak ja, samodzielnie zgłębiasz wiedzę z zakresu fizjologii i żywienia człowieka, ta książka może być dobrym wstępem do dalszej nauki.

Jeśli ten wpis był dla Ciebie wartościowy, zapisz się na newsletter, aby otrzymywać powiadomienia o kolejnych, a także wskazówki na temat zdrowia i odżywiania:


Robert Wolfe. A Guide to Amino Acid and Protein Nutrition: Essential Amino Acid Solutions for Everyone (The EAASE Program) Kindle Edition. May 8, 2017.

Jak przywrócić równowagę w gospodarce hormonalnej za pomocą hormonów bioidentycznych oraz właściwej diety na podstawie książki „Zdrowe hormony” dr Marion Gluck i Vicki Edgson

Jak przywrócić równowagę w gospodarce hormonalnej za pomocą hormonów bioidentycznych oraz właściwej diety na podstawie książki „Zdrowe hormony” dr Marion Gluck i Vicki Edgson

Każdy, o ile uświadomi sobie, że posiada jakiekolwiek hormony, na pewno chciałby, aby były one zdrowe. Aby było ich tyle, ile potrzeba i aby działały dokładnie tak, jak powinny. Niestety okazuje się, że dla coraz większej liczby ludzi jest to tylko życzenie. Rozregulowany układ hormonalny działa przeciw nam wywołując różne problemy. Do najczęstszych zaburzeń w układzie hormonalnym należą nieprawidłowości w zakresie hormonów płciowych oraz tarczycy.

W jaki sposób się objawiają, jakie są ich przyczyny oraz sposoby ich naturalnego leczenia wyjaśniają autorki książki „Zdrowe hormony”: dr Marion Gluck i Vicki Edgson.

Dlaczego hormony przejmują kontrolę nad życiem?

„Hormony nas nakręcają. Są chemicznymi posłańcami nieustannie krążącymi w naszym krwiobiegu. To one rządzą naszym życiem, czasami je rujnując. Regulują każdą funkcję ciała, począwszy od budowania mocnych kości, skończywszy na pomaganiu nam w radzeniu sobie ze stresem. Decydują o naszej zdolności do poczęcia i dania nowego życia, a oprócz tego potrafią znacznie więcej.”

To moim zdaniem świetna definicja hormonów i świetny wstęp do rozważań na ich temat.

Ciało kobiety poddawane jest nieustannym wpływom hormonów płciowych: estrogenu, progesteronu oraz testosteronu (tak- kobiety też produkują testosteron). Tyle że na różnych etapach życia są to ich zmienne ilości oraz zmienny stan równowagi. Jeśli te zmiany mają charakter fizjologiczny, przechodzenie przez kolejne fazy dojrzałości przechodzi bez problemu. Gorzej, gdy występują zaburzenia delikatnego stanu równowagi. Może to bowiem wywoływać różne problemy: bezpłodność, depresję poporodową, endometriozę, zespół napięcia przedmiesiączkowego czy objawy menopauzy.

Hormonalna terapia zastępcza

Właśnie menopauzie poświęcona jest pierwsza część książki. Na jej przykładzie autorki omawiają historyczną i społeczną rolę kobiety oraz znaczenie menopauzy. Może zaskakiwać, że termin ten został po raz pierwszy użyty w XIX wieku i oznaczał „wiek krytyczny dla kobiet”. Wcześniej tematem się nie zajmowano, bo kobiety rzadko dożywały 50 roku życia, przez co nie miały szansy doświadczyć skutków menopauzy. Dopiero w latach 50-tych i 60-tych XX wieku kobiety zaczęły głośno mówić o swoich problemach i skarżyć lekarzom na nieprzyjemne objawy. Ponieważ zazwyczaj skarżyły się na ataki paniki, zaburzenia nastroju, uderzenia gorąca czy migreny, podawano im leki uspokajające lub przeciwdepresyjne. Przy okazji natomiast „radzono, aby (kobieta) znosiła to z uśmiechem, tak jak przed nią robiła to jej matka i babka.(…) Kobiety przechodziły załamanie nerwowe i tak naprawdę nikt nie pytał, dlaczego tak się dzieje”.

Aż w końcu odkryto, że objawy menopauzy są efektem niedoboru estrogenów. Szybko rozpoczęto jego produkcję na masową skalę i przepisywanie kobietom z nadzieją na „pozostanie w pełni kobiecą, fizycznie i emocjonalnie do końca swoich dni”. Tyle że niedługo potem zaobserwowano wzrost zachorowań na nowotwory szyjki macicy. Uznano, że rozwiązaniem może być dołączenie do syntetycznego estrogenu równie syntetycznego progesteronu. Okazało się, że i to połączenie może przynieść kobietom więcej szkody niż korzyści. Skutkowały bowiem zwiększeniem zachorowań na nowotwory piersi czy choroby będące następstwem zakrzepów krwi, jak udary mózgu czy zawały serca.

Nieudany eksperyment- kto zapłacił?

Tak więc trwająca blisko pół wieku kariera hormonalnej terapii zastępczej zakończyła się fiaskiem, a cenę tego nieudanego eksperymentu zapłaciły… kobiety.

Menopauza to niejedyny przykład nieudanych ingerencji w układ hormonalny kobiety. Autorki podają liczne przykłady takich ingerencji z powodu nieregularnych czy obfitych miesiączek albo zespołu napięcia przedmiesiączkowego. To na kobietach też zazwyczaj spoczywa odpowiedzialność za antykoncepcję. Dlatego otrzymały pigułki antykoncepcyjne, których stosowanie również nie jest pozbawione działań niepożądanych.

Hormony bioidentyczne- czyli co?

Na szczęście jest inne rozwiązanie kobiecy problemów, dość szczegółowo opisane w książce- hormony bioidentyczne. Są to takie hormony, które występują w naturze i działają dokładnie tak, jak nasze własne (a nie je naśladują, jak to robią hormony syntetyczne). Stosuje się je w indywidualnie dobranych dawkach i kompozycjach, przez co leczenie konkretnych zaburzeń pacjentki jest całkowicie spersonalizowane. Do tego, jak dowodzą autorki opierając się na pracach naukowych i własnym, wieloletnim doświadczeniu, są skuteczne i bezpieczne:

Estrogen, progesteron i testosteron podawane w ilościach fizjologicznych nie dają efektów ubocznych. To właśnie niedobór lub nadmiar jednego z nich lub wszystkich naraz mogą powodować problemy i wywoływać niechciane efekty uboczne.”

W książce autorki prezentują liczne przykłady zastosowań hormonów bioidentycznych.

Wsparcie żywieniowe problemów hormonalnych

Uzupełnienie brakujących hormonów to jednak nie jedyna proponowana terapia. Niemniej ważne jest odpowiednie żywienie zapewniające szereg kluczowych substancji odżywczych, pozbawione składników o działaniu prozapalnym. Czasami konieczna okazuje się także dodatkowa suplementacja, która również została dość dokładnie w książce opisana. Poprzez opisy działania poszczególnych hormonów, możliwości leczenia hormonami bioidentycznymi oraz dietoterapii, autorki wykazują skuteczności prezentowanych rozwiązań. A to dzięki ich dużej wiedzy i doświadczeniu w zakresie prezentowanych zagadnień.

Kim są autorki?

Przyszedł czas, żeby przedstawić autorki.
Doktor Marion Gluck jest lekarzem specjalizującym się w chorobach kobiecych, ekspertka i pionierka wykorzystania hormonów bioidentycznych, czym zajmuje się od blisko 30 lat. Jak sama pisze:

„Stałam się znana jako lekarz, który może oduczyć kobiety zażywania hormonów syntetycznych, pomagając im przezwyciężyć złe nastroje połączeniem terapii naturalnych, porad żywieniowych, suplementów, witamin i odpowiedniego stylu życia.(…) Zaczęłam stosować u pacjentów hormonalne terapie zastępcze, wykorzystując wyłącznie hormony bioidentyczne (estradiol, estriol, progesteron itp), przepisując dokładnie ich dawki i odpowiednie proporcje między nimi, aby były dopasowane indywidualnie do każdego pacjenta. I zrozumiałam, że to właśnie równowaga hormonów czyni tę wielką różnicę.”

Vicki Edgson z kolei jest znaną w Wielkiej Brytanii naturoterapeutką oraz specjalistką do spraw żywienia z własnymi niepomyślnymi doświadczeniami wynikającymi z ingerowania w układ hormonalny od lat nastoletnich:

Możesz uważać, że jako osoba zawodowo zajmująca się odżywianiem i naturoterapią, dokładnie wiedziałam, jak radzić sobie z tą sytuacją, ale życie ma niebywały zwyczaj wchodzenia człowiekowi w drogę.”

Od pewnego czasu panie ściśle ze sobą współpracują zajmując się naprawianiem rozregulowanej gospodarki hormonalnej swoich pacjentek (oraz rzadziej- pacjentów). W książce podają liczne opisy przypadków ze swojej praktyki z omówieniem problemu oraz sposobami ich leczenia: zastosowania hormonów bioidentycznych, zmiany sposobu życia, diety oraz wspomagającej suplementacji.

Podsumowanie

Autorki książki „Zdrowe hormony” podejmują mało znany u nas temat hormonów bioidentycznych  i ich zastosowania w leczeniu różnych stanów wynikających z nierównowagi hormonalnej zarówno u kobiet, jak i mężczyzn. Dlatego książka stanowi dobry początek i źródło informacji dla osób, które na własną rękę próbują rozpoznać swój problem hormonalny. Otrzymują też proste rady odnośnie żywienia do wdrożenia od razu.

Trudniej jest z suplementacją i leczeniem hormonami bioidentycznymi, których nie należy podejmować na własną rękę, ponieważ ingerowanie w układ hormonalny wymaga dużego wyczucia. Na szczęście taką wiedzę posiada dietetyk Ewa Burzyńska  i chętnie się nią dzieli (www.ewaburzynska.pl).

Według mnie jest to książka, którą powinna przeczytać każda kobieta niezależnie od okresu życia, na jakim się znajduje. To, co nam wmawiano przez wiele lat, że wszelkie problemy hormonalne są wpisane w naturę kobiety, a jedynym ratunkiem są syntetyczne hormony, nie musi być naszym przeznaczeniem.

Wiemy z pierwszej ręki, jakie piekło potrafią zgotować hormony- albo widzimy, przez co przechodzą nasze przyjaciółki i chcemy uniknąć podobnego losu. Książka ta opowiada o możliwościach, jakie masz w chwili, gdy zaczynasz doświadczać wzlotów i upadków spowodowanych zmianami hormonalnymi i obserwować, jaki wpływ mają na twoje życie.”

Jeśli spodobała Ci się recenzja i chcesz otrzymywać powiadomienia o najnowszych artykułach, zapisz się na newsletter, żeby nie przeoczyć ciekawych informacji na tematy związane ze zdrowiem i odżywianiem:

Jeśli lubisz czytać książki o zdrowiu i odżywianiu (jak ja!), zachęcam Cię do przeczytania moich wcześniejszych recenzji, np.


Marion Gluck i Vicki Edgson, Zdrowe hormony. Jak przejąć kontrolę nad zdrowiem dzięki bioidentycznym hormonom i żywieniu, przeł. Agnieszka Rolka- Piotrowska, Białystok, Wydawnictwo Vital, 2019, ISBN 978-83-8168-307-4.

Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Vital. Można ją kupić na stronie wydawnictwa: www.wydawnictwovital.pl oraz w niektórych księgarniach.

Czy chorobę można przesolić czyli sól w chorobach autoimmunologicznych

Czy chorobę można przesolić czyli sól w chorobach autoimmunologicznych

Co jakiś czas prezentuję na łamach bloga związek różnych czynników środowiskowych (w tym związanych z dietą) z chorobami autoimmunologicznymi. Była już kawa, otyłość, prolaktyna. Przyszedł czas na sól. Dzisiaj więc zastanowimy się, czy sól ma wpływ na choroby autoimmunologiczne, czyli… czy chorobę można przesolić?

Sól i …więcej soli

Nasze współczesne jedzenie (zarówno w kontekście ilości oraz jakości) jest ważnym czynnikiem środowiskowym, który może mieć swój udział w rosnącej fali zachorowań na choroby autoimmunologiczne. To, co zmieniło się drastycznie na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci w naszej diecie, wraz ze zwiększonym spożyciem żywności wysoko przetworzonej, jest zwiększone spożycie soli. Zawartość soli, czyli chlorku sodu w takiej żywności może być nawet 100x większa w porównaniu z podobnymi posiłkami przygotowywanymi samodzielnie w domu.

Niekorzystny wpływ dużej zawartości soli w posiłkach jest obserwowany w niektórych schorzeniach, szczególnie układu sercowo- naczyniowego (np. w nadciśnieniu tętniczym). Nie do końca jednak wiadomo, w jaki sposób sól ma te choroby wywoływać. Jak na razie badacze koncentrują się na udziale nerek, współczulnego układu autonomicznego. Bierze się także pod uwagę bezpośredni wpływ chlorku sodu na naczynia krwionośne. Pojawiają się jednak sygnały, że nadciśnienie tętnicze może być także powiązane z pobudzeniem układu immunologicznego, a dokładnie działających prozapalnie limfocytów T. Te same limfocyty mogą odgrywać też rolę w rozwoju chorób autoimmunologicznych.

Wpływ soli na układ immunologiczny

W badaniach in vitro, komórki układu odpornościowego umieszczone w hipertonicznycm roztworze soli reagują reakcją zapalną. Szczególnie wrażliwe na to środowisko są makrofagi. Uwalniają one wówczas cytokiny prozapalne, produkują wolne rodniki tlenowe, zapoczątkowują ostry odczyn zapalny.

Limfocyty T pomocnicze (Th- T helpers) w tym środowisku różnicują się do limfocytów Th17 i produkują prozapalną     Il-17. Nadmiar limfocytów Th17 powiązano z zaostrzeniem takich chorób, jak stwardnienie rozsiane, toczeń układowy, zapalne choroby jelit.

Obserwacyjne badania epidemiologiczne potwierdziły związek między nadmiernym spożyciem soli a liczbą zaostrzeń choroby.

Wiadomo, że dieta z dużą zawartością sodu nie powoduje u ludzi zwiększenia poziomu sodu we krwi dzięki ścisłej regulacji gospodarki wodno- elektrolitowej w nerkach (oczywiście przy założeniu, że są w pełni wydolne). Ale, co ciekawe, zaobserwowano gromadzenie się soli w skórze i mięśniach pod wpływem takiej diety w mechanizmie niezależnym od działania nerek. Skutkuje to poziomem sodu o 40 mM większym w tych tkankach niż w osoczu. Podobnie większą osmolarność stwierdza się w układzie chłonnym.

Czy wpływa to na aktywację i działanie układu immunologicznego?

Doniesienia ostatnich lat wskazują na to, że tak.

Wykazano, że zwiększone stężenie sodu w dotychczas zdrowej tkance znacząco zwiększało obecność w niej limfocytów Th17 (także w badaniach in vivo).

Udział tej klasy limfocytów jest kluczowy w wywoływaniu autoimmunologicznego zapalenia mózgu i opon mózgowo- rdzeniowych (EAE-experimental autoimmune encephalomyelitis), które stanowi eksperymantalny model uzyskiwany u zwierząt laboratoryjnych, odpowiadający stwardnieniu rozsianemu u ludzi. Myszy karmione dietą z dużą zawartością soli rozwijają cięższą postać EAE. Mają także obfite nacieki komórek Th17 w centralnym i obwodowym układzie nerwowym.

Co to są limfocyty Th17?

Limfocyty Th17 są to komórki układu odpornościowego o działaniu prozapalnym. Przede wszystkim uczestniczą w eliminacji patogenów pozakomórkowych.

Ale odgrywają też rolę w rozwoju wielu chorób autoimmunologicznych. M.in. dobrze została określona ich rola w reumatoidalnym zapaleniu stawów, toczniu układowym, stwardnieniu rozsianym i łuszczycy.

Dotychczas przeprowadzono dwa badania, które badały wpływ chlorku sodu na różnicowanie limfocytów pomocniczych w kierunku Th17. Wykazano, że limfocyty te w obecności NaCl różnicowały się w kierunku właśnie patogennych limfocytów Th17.

Ale sól wpływa także na komórki regulatorowe (Treg). W przeciwieństwie do limfocytów Th17, Treg warunkują utrzymanie stanu tolerancji immunologicznej. Jednak cechują się one pewną plastycznością i w określonych warunkach mogą wydzielać cytokiny o działaniu prozapalnym, jak IFN gamma i Il17. Wykazano, że dodatek HCl powoduje zwiększenie wydzielania przez nie Il17 nawet 6x. Powoduje to utratę ochronnych właściwości tej populacji limfocytów.

Wpływ soli na mikrobiotę jelitową

Wpływ soli na różnicowanie i działanie komórek układu odpornościowego to nie jedyny mechanizm, w jaki sól może sprzyjać rozwojowi chorób autoimmunologicznych. Innym może być wpływ na mikrobiotę.

Sam w sobie jest słabo dotychczas poznany, chociaż wiadomo, że wszelkie zmiany w składzie diety wpływają w sposób przejściowy lub trwały na zmiany w składzie bakterii jelitowych. Takie zmiany składu mikrobioty mają także wpływ na zdrowie gospodarza. Mianowicie… mogą sprzyjać powstawaniu limfocytów Th17.

Taką niekorzystną zmianą pod wpływem diety z dużą zawartością soli (ale też u osób odżywiających się w modelu zachodnim) jest zmniejszenie liczby bakterii Lactobacillus spp. Wydaje się, z badań na myszach, że bakterie te są naturalnym inhibitorem aktywacji limfocytów Th17 w obecności dużej zawartości soli w diecie. Zwiększenie udziału Lactobacilli w mikrobiocie skutkuje zahamowaniem aktywności limfocytów Th17. Wiedza ta może stać się w przyszłości podstawą opracowania nowych metod zapobiegania i leczenia chorób autoimmunologicznych.

To tyle teorii. Teraz przyjrzyjmy się, czy ta wiedza znalazła odzwierciedlenie w praktyce.

Sól w chorobach autoimmunologicznych

W Hiszpanii przeprowadzono retrospektywną obserwację na temat związku spożycia soli z chorobami autoimmunologicznymi. Na podstawie kwestionariuszy żywieniowych u 18 tysięcy uczestników wyciągnięto wniosek, że istnieje korelacja między zwiększoną konsumpcją soli a reumatoidalnym zapaleniem stawów (rzs). Co ciekawe, związek ten był silniejszy u tych pacjentów, którzy nie palili papierosów (palenie papierosów jest ważnym niezależnym czynnikiem ryzyka zachorowania na reumatoidalne zapalenie stawów). Zależność między solą a rzs potwierdziło jeszcze inne badanie, chociaż tu akurat silniejszy związek wykazało w odniesieniu do palaczy papierosów.

Ale już inne badania przeprowadzone na grupie pacjentów pediatrycznych ze stwardnieniem rozsianym nie wykazało związku między spożyciem soli a częstością nawrotów. Ale spożycie soli w ich przypadku oceniano wyłącznie na podstawie deklaracji pacjentów. Tego błędu nie popełniono już w innym badaniu z udziałem 70 pacjentów ze stwardnieniem rozsianym. U nich spożycie soli oceniano na podstawie pomiarów wydalania sodu z moczem. Niestety, taką analizę wykonano jedynie jeden raz w trakcie dwuletniej obserwacji, co oczywiście nie odzwierciedliło średniego spożycia soli przez pacjentów w tym okresie. Mimo to zaobserwowano większą częstość nawrotów choroby i niekorzystnych zmian w badaniu obrazowym w grupie pacjentów z największym wydalaniem sodu z moczem.

Z kolei w 2017 roku opublikowano wynikiabadanie BENEFIT, które ponownie oceniło zależność między spożywaniem soli a aktywnością stwardnienia rozsianego. Tym razem przebadano 400 pacjentów, a wydalanie sodu z moczem analizowano co najmniej kilkakrotnie (średnio 14 x) u każdego pacjenta w trakcie 5- letniej obserwacji. Tym razem zależności takiej nie udało się udowodnić.

Warto jednak pamiętać, że duża zawartość soli jest cechą diety w stylu zachodnim, bazującą na produktach wysoko przetworzonych, paczkowanych, gotowych do spożycia po krótkim podgrzaniu. Cechuje ją także niska zawartość potasu.

Co ma potas do soli?

Opisany powyżej mechanizm wpływu wysokiego spożycia soli na rozwój chorób autoimmunologicznych antagonizuje… właśnie potas. Mianowicie przebadano 49 zdrowych ochotników, którym podawano dietę z niską lub dużą zawartością sodu, a następnie wszystkim dietę z dużą zawartością soli plus suplement potasu. Najwyższe poziomy Il-17 w osoczu i monocytach krwi obwodowej odnotowano u osób na diecie wysokosolnej. Normalizowały się one po zastosowaniu suplementu z potasem pomimo utrzymywania dużego spożycia soli.

Ciekawe więc, co przyniosą kolejne obserwacje na temat związków soli w diecie z chorobami autoimmunologicznymi. Wydaje się jednak, że na podstawie tego, co już wiemy, można nakreślić negatywny wzorzec diety w chorobach autoimmunologicznych: dieta z wysoką zawartością soli i małą potasu, czyli dieta w stylu zachodnim.

Wnioski

1. Chociaż obserwacje kliniczne na temat wpływu diety z dużą zawartością soli są nadal skąpe oraz niejednoznaczne, część z nich oraz dane teoretyczne wskazują, że sól w diecie wpływa niekorzystnie na działanie układu odpornościowego oraz przebieg chorób autoimmunologicznych.

2. Nie określono dokładnie granicy bezpiecznego spożycia soli dla pacjenta z chorobą autoimmunologiczną.

3. Warto pamiętać, że duża zawartość soli jest cechą żywności wysoko przetworzonej. Dlatego warto przygotowywać posiłki samodzielnie kontrolując ilość dodanej soli.

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, zapisz się na newsletter, aby otrzymywać informacje o nowych wpisach czy wartościowe wskazówki na temat zdrowia i odżywiania:


Literatura:

  1. Nicola Wilck i wsp. Salt-responsive gut commensal modulates TH17 axis and disease. Nature. 2017 Nov 30; 551(7682): 585–589.
  2. Chuan Wu i wsp. Induction of pathogenic Th17 cells by inducible salt sensing kinase SGK1. Nature. 2013 Apr 25; 496(7446): 513–517
  3. Markus Kleinewietfeld i wsp. Sodium Chloride Drives Autoimmune Disease by the Induction of Pathogenic Th17 Cells. Nature. 2013 Apr 25; 496(7446): 518–522.
  4. Katrina J. Binger i wsp. High salt reduces the activation of IL-4– and IL-13–stimulated macrophages. J Clin Invest. 2015 Nov 2; 125(11): 4223–4238.
  5. Sigaux J i wsp. Salt, inflammatory joint disease, and autoimmunity.J oint Bone Spine. 2018 Jul;85(4):411-416.
  6. Wen W i wsp. Potassium supplementation inhibits IL-17A production induced by salt loading in human T lymphocytes via p38/MAPK-SGK1 pathway. Exp Mol Pathol. 2016 Jun;100(3):370-7.
  7. Kathryn C Fitzgerald i wsp. Sodium intake and multiple sclerosis activity and progression in BENEFIT. Ann Neurol. 2017 Jul; 82(1): 20–29.