„Dlaczego nasze dzieci chorują?” czyli mocny głos w sprawie żywności przetworzonej

„Dlaczego nasze dzieci chorują?” czyli mocny głos w sprawie żywności przetworzonej

Pomiędzy opiniami zagorzałych zwolenników i głośnych przeciwników przetworzonej żywności pojawiła się książka Michelle Perro i Vincanne Adams pt. „Dlaczego nasze dzieci chorują?” .
O ile jednak zażarte dyskusje zwolenników i przeciwników wydaja się ciągnąć bez końca i nie rozstrzygać problemu, faktem jest, że nasze dzieci chorują w skali dotąd nieznanej. Książka natomiast wini za tę sytuację przemysł spożywczy i rynek żywności przetworzonej dostarczając naukowych dowodów popartych własnymi obserwacjami.

Prawda, która boli

„Wszystko, co dzisiaj jemy, jest żywnością industrialną.”

Niestety, skończyły się już czasy, gdzie pomidor był po prostu pomidorem, a ryba- rybą. Teraz cała żywność (poza uprawami z przydomowych ogródków czy żywności organicznej), nawet postrzegana jako nieprzetworzona, zawiera cały arsenał toksyn, takich jak pestycydy, hormony czy antybiotyki. I to jedzą dzieci z kształtującym się dopiero układem odpornościowym, nerwowym i organami.

„Żadne z wcześniejszych pokoleń nie przyjmowało wraz z jedzeniem tylu toksycznych substancji”

Do tego należy dodać kontakt z substancjami chemicznymi z materaców, mydeł, filtrów przeciwsłonecznych, ubrań. Czy powinno więc dziwić nas, że dzieci chorują?

Kim są autorki?

Zainteresowanie autorek tematem wpływu żywności przetworzonej na zdrowie dzieci nie jest kwestią przypadku.

Michelle Perro jest lekarzem pediatrą z 35- letnim doświadczeniem. Trafiają do jej kliniki pacjenci z różnymi problemami, ale największą ich część stanowią choroby przewlekłe. Ponieważ medycyna akademicka nie pomogła w odnalezieniu przyczyny rosnącej fali zachorowań wśród dzieci, poszerzyła swoje zainteresowania o nurt medycyny integracyjnej. Własne poszukiwania, analiza literatury medycznej, wsparcie ziołolecznictwa czy zasad zdrowego odżywiania doprowadziły lekarkę do wypracowania własnych metod leczenia małych pacjentów.

Wszystko to przekonało ją, że należy skupić się przede wszystkim na tym, co jej mali pacjenci jedzą i piją”.

Vincanne Adams, druga z autorek, jest antropologiem badającym zależności między kulturowymi, społecznymi czy ekonomicznymi ograniczeniami a wiedzą medyczną mieszkańców różnych rejonów świata i efektywnością leczenia. Chociaż początkowo była sceptycznie nastawiona do zagrożeń związanych z  żywnością przemysłowo wytwarzaną, analiza badań i własne obserwacje potwierdziły mroczny związek między żywnością genetycznie modyfikowaną i stosowaniem pestycydów a chorobami dzieci.

„Nieszczelne jelito: klucz do zrozumienia, jak pestycydy wpływają na zdrowie”

Kwestia szczelności bariery jelitowej jest, wg autorek książki, kluczowa dla zachowania zdrowia. Nic dziwnego, że wszystko, co ją uszkadza, działa na niekorzyść i pogrąża człowieka w chorobie. A przyczyniają się do tego nie tylko nadwrażliwości pokarmowe, ale też nadmiar cukru, toksyny, modyfikacje genetyczne.

Problemowi żywności genetycznie modyfikowanej autorki poświęcają wiele miejsca przedstawiając naukowe dowody za i przeciw. Prawda jest jednak taka, że badania nad ich oddziaływaniem na organizm prowadzi się w kontrolowanych warunkach przez krótki okres czasu. Z przyczyn etycznych nie przeprowadza się biopsji narządów czy badania sekcyjnego w celu dokładnej analizy zmian, które mogą zajść pod ich wpływem. To powoduje, że o ich faktycznym znaczeniu dla zdrowia człowieka wiemy niewiele. Nie bierze się pod uwagę wpływu wszystkich elementów żywności przemysłowo wytwarzanej czy ich sumarycznej dawki.

Nic dziwnego, ze autorki retorycznie pytają:

Czy nasze dzieci są uczestnikami eksperymentu?”

Podobne wątpliwości dotyczą glifosatu (pod nazwą handlową Roundap) powszechnie stosowanego w rolnictwie do ograniczenia wzrostu chwastów i zwiększenia wydajności upraw. Jego efektywność spowodowała opracowanie genetycznie modyfikowanej odmiany pszenicy pod Roundap oraz nadmierne stosowanie pestycydów pobudzających zboże do szybkiego wzrostu. Zwolennicy stosowania Roundapu w rolnictwie argumentują to brakiem szlaku enzymatycznego blokowanego przez Roundap u człowieka (tzw. szlak szikimowy), przez co wydaje się być całkiem obojętny dla naszego zdrowia. Ale co z naszym mikrobiomem, czyli drobnoustrojami żyjącymi w naszym przewodzie pokarmowym, dbającymi o szczelność bariery jelitowej, dostarczającymi nam enzymów trawiennych i witamin? Niestety glifosat niszczy je tak jak chwasty pozostawiając organizm człowieka w poważnych kłopotach.

„Składniki katastrofy: toksyczna żywność, chore dzieci i granice medycyny”

Autorki książki nie narzucają swojej opinii na temat żywności. Przedstawiają naukowe dowody na związek jedzenia ze zdrowiem dzieci z odniesieniami do pozycji w literaturze medycznej. Dzięki temu zainteresowany czytelnik sam może zgłębić temat i wyciągnąć własne wnioski.

Dla mnie jako lekarza jednak największe wrażenie zrobiły opisy przypadków z gabinetu dr Perro. Choroby przewlekłe dotykają dzieci w każdym wieku, a w każdym opisanym przypadku medycyna akademicka okazywała się bezradna oferując jedynie kolejny farmaceutyk dla złagodzenia objawów. Natomiast dr Perro leczenie każdej choroby, od alergii poprzez jadłowstręt aż po autyzm i schizofrenię, zaczyna od leczenia jelit: usuwa przetworzone nieorganiczne jedzenie, leczy dysbiozę, ogranicza cukier, uzupełnia niedobory witamin i mikroelementów. Niestety nie zawsze osiąga pełne wyleczenie, ale poprawa stanu zdrowia dzieci zdumiewa wszystkich.

Tak naprawdę jednak gabinet doktor Perro jest zwykle na końcu różnych placówek medycznych odwiedzanych przez zdesperowanych rodziców szukających pomocy.

I to właśnie matkom przewlekle chorych dzieci dedykowana jest ta książka. Matkom, które uparcie i często w osamotnieniu dążą do poznania prawdy o przyczynach chorób swoich dzieci.

Problem nas wszystkich

Książka „Dlaczego nasze dzieci chorują?” to mocny głos w sprawie złej jakości naszego jedzenia i złego stanu zdrowia naszych dzieci. Oczywiście można się z argumentacją autorek nie zgadzać (po cichu przecież liczymy, ze instytucje sprawujące kontrolę nad produkcją żywności nie dopuściłyby do katastrofy), trzeba je jednak znać i być świadomym potencjalnych zagrożeń. Ten problem dotyczy każdego z nas.

Dlatego Michelle Perro i Vincanne Adams przekonują, że nie możemy biernie czekać, co się wydarzy, jaki ostatecznie zostanie wydany werdykt w sprawie bezpieczeństwa żywności przetworzonej.

„Podczas gdy medycyna konwencjonalna zmierza w ślimaczym tempie w kierunku testów i badań, które są potrzebne do wyjaśnienia związków przyczynowych łączących żywność genetycznie modyfikowaną, naszpikowaną pestycydami, z chorobami przewlekłymi, my jesteśmy głęboko przekonane, że nie ma czasu do stracenia. Istnieje wiele badań, na których już dziś można się oprzeć i połączyć fakty na temat niezdrowej żywności i chorób, w które ta ostatnia nas wpędza. Nasze dzieci są królikami doświadczalnymi dla nowych technologii stosowanych w rolnictwie, a o ich szkodliwości i zagrożeniach świadczy stale pogarszający się stan zdrowia najmłodszych obywateli.”

Jeśli nie chcesz być obojętnym obserwatorem, zachęcam Cię do przeczytania tej książki i do wyrobienia własnych poglądów.

Jeśli spodobała Ci się recenzja, może zainteresują Cię też wcześniejsze, np.


Michelle Perro i Vincanne Adams, Dlaczego nasze dzieci chorują? Jak żywność przetworzona przyczynia się do epidemii chorób przewlekłych i co rodzice (oraz lekarze) mogą z tym zrobić, przeł. Magdalena Golachowska, Łódź, Galaktyka, 2018, ISBN: 978-83-7579-668-1. (www.galaktyka.com.pl).

Czym się żywi nowotwór czyli recenzja książki „Zagłodzić raka. Metaboliczne podejście do walki z chorobą nowotworową” Nashy Winters i Jess Higgins Kelley

Czym się żywi nowotwór czyli recenzja książki „Zagłodzić raka. Metaboliczne podejście do walki z chorobą nowotworową” Nashy Winters i Jess Higgins Kelley

Jeśli ktoś szuka odpowiedzi, jak powstaje nowotwór, co powoduje, że komórki mnożą się i rosną wymykając kontroli i niszcząc organizm od środka, dobrze trafił. Książka Nashy Winters i Jess Higgins Kelley podpowiada w sposób ciekawy i kompleksowy, jak „zagłodzić raka”.

Jak „zagłodzić raka”?

Przyznaję, że po książkę dwóch nieznanych mi autorek sięgnęłam z powodu chwytliwego tytułu, sama nie bardzo wierząc, ze zdobędę z niej jakieś nowe informacje.
Raczej spodziewałam się, że, podobnie jak w innych książkach o tej tematyce, autorki skupią się na przedstawieniu szkodliwego wpływu cukru na rozwój choroby nowotworowej i zachwalaniu zalet diety ketogennej. Jakie było moje zdziwienie, gdy otrzymałam kompleksowy przewodnik obrazujący podłoże metaboliczne i środowiskowe choroby nowotworowej.

Kim są autorki?

Doktor Nasha Winters jest naturopatką, która 20 lat wcześniej usłyszała diagnozę raka jajnika w zaawansowanym stadium. Stosując dostępną wiedzę akademicką, podejście integracyjne oraz pełnowartościową dietę nie tylko sama pokonała chorobę nowotworową, ale też pomaga w tym innym pacjentom. Ponieważ właściwe odżywianie stanowi fundament stosowanych przez nią metod, wiele lat temu rozpoczęła współpracę z Jess Higgins, dietetyczką specjalizującą się w terapii pacjentów onkologicznych. Efektem tej współpracy są remisje wśród pacjentów, którym nie dawano szansy na długie przeżycie oraz ta książka.

„Możesz uwierzyć lub nie, ale właściwe odżywianie się jest najpotężniejszym wrogiem raka- począwszy od zmniejszenia tempa rozprzestrzeniania się komórek nowotworowych (metastaza), przez wspomaganie śmierci tych komórek (apoptoza) aż do hamowania czynników wzrostu.”

Zacznijmy od początku…

Pierwszy rozdział książki traktuje o kryzysie nowotworowym: tłumaczy, dlaczego coraz częściej chorujemy, co powoduje, że zdrowa komórka przemienia się w komórkę nowotworową, co ją napędza do wzrostu, dlaczego wymyka się spod kontroli oraz na czym polega metaboliczne podejście do raka.

„Rak jest chorobą mitochondrialną, związaną z fizjologią, psychologią i środowiskiem człowieka. Badanie uszkodzonego genu samego w sobie jest jak zakładanie pasa bezpieczeństwa już po wypadku. Rak nie jest chorobą genetyczną, ale zaburzeniem metabolicznym, które występuje w reakcji na to, jak się odżywiamy i jak traktujemy nasze ciała, a co za tym idzie- nasze genomy.”

Autorki nie negują konwencjonalnego leczenia nowotworów, wręcz zaznaczają, że proponowany przez nie program terapeutyczny jest wsparciem leczenia akademickiego. Natomiast to jego efekty powodują, że nowotwór nie ma paliwa do wzrostu i leczenie konwencjonalne przestaje być potrzebne.

Dużo jest przy tym odniesień do pracy w ogrodzie, które bardzo mi odpowiadają z racji moich ogrodniczych zainteresowań ;-). Operacje chirurgiczne, chemioterapia i radioterapia przypominają wg autorek wyrywanie widocznej na powierzchni gleby części chwastów w ogrodzie, podczas gdy korzenie wciąż siedzą głęboko w ziemi. W sprzyjających warunkach wypuszczają jeszcze silniejszą i odporniejszą roślinę. Kompleksowe natomiast leczenie polega na usunięciu widocznych części chwastów wraz z korzeniami oraz stworzenie takich warunków, aby chwast nie miał paliwa do wzrostu i  po prostu zniknął.

Cukier- paliwo dla raka

No właśnie, wiemy o tym od lat trzydziestych XX wieku, kiedy to Otto Warburg wykazał, że komórka nowotworowa żywi się cukrem wykorzystując prymitywny proces fermentacji, by glukozę przekształcić w energię. Jednak tempo wykorzystania glukozy przez komórkę nowotworową jest ponad pięćdziesięciokrotnie większe, niż w przypadku zdrowej komórki. A to za sprawą wytworzenia większej ilości receptorów insuliny, co pozwala na wchłonięcie większej ilości glukozy.

A fakt, że nowotwory odżywiają się cukrem wykorzystuje się przy badaniu PET (pozytronowa emisyjna tomografia), która wykrywa skupiska aktywnych komórek nowotworowych.

Ale poza tym nie umiemy tej wiedzy wykorzystać w praktyce.

Z roku na rok rośnie nasze spożycie cukru w każdej postaci. Nie umiemy z niego zrezygnować, stał się naszym nałogiem. Natomiast badacze z Harvardu, na których powołują się autorki książki, wykazali, że „nawet 80% wszystkich nowotworów u ludzi stanowi pokłosie działania glukozy i insuliny, które stymulują namnażanie, przerzuty i agresywność wszystkich rodzajów raka„. Nic dziwnego, że dużo uwagi autorki poświęcają wszelkim możliwym odmianom cukru oraz diecie, która pozwala na ograniczenie jego spożycia.

Inne kancerogeny

W kontekście wpływu diety wysokowęglowodanowej na rozwój raka nadmiar cukru należy traktować jako kancerogenny (sprzyjający rozwojowi nowotworu). Ale obecnie jesteśmy narażeni na działanie wielu innych toksyn o podobnym wpływie na organizm. Są to także szeroko omawiane w książce toksyny środowiskowe obecne w powietrzu, wodzie, jedzeniu, ubraniach, naczyniach, meblach itd. Autorki podpowiadają jak zmniejszyć ich obecność w naszym otoczeniu, ale też jak zmniejszyć efekty ich działania na organizm. Tutaj również podstawowe znaczenie odgrywa właściwa, bogata w ważne substancje odżywcze, dieta.

W kontekście właściwej diety autorki dużą rolę przypisują jedzeniu o działaniu prozapalnym:

„Ludzkość przeszła od życia w strachu przed chorobami zakaźnymi do życia w bólu we współczesnej epoce stanów zapalnych. Płoniemy, a nasze marne menu tworzy wyśmienity grunt pod szalejący cykl zapalno- oksydacyjny.”

I tak na tapetę autorki biorą tłuszcze syntetyczne, produkty wysoko przetworzone, fast foody. Zalecają natomiast spożywanie antyoksydantów pochodzenia roślinnego, ryb, orzechów czy oliwy o działaniu antyzapalnym.

Dlaczego ta książka jest ważna?

Ważna jest z kilku powodów:
– podejmuje ważny temat profilaktyki i leczenia nowotworów- choroby o rosnącej częstości występowania, często w bardzo agresywnej postaci
– kompleksowe podejście do tematu poprzez pryzmat odżywiania, działania toksyn środowiskowych oraz metod ich usuwania powoduje, że książka jest przewodnikiem zdrowego stylu życia dla wszystkich, niezależnie od problemu zdrowotnego
– napisana jest prostym, ale ciekawym językiem, przez co odbiorcą może być każdy- od laika w dziedzinie zdrowia i odżywiania po specjalistę w tym temacie

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia i poznania książki.
A może już ją znacie i macie swoją opinię?


Jeśli zainteresowała Cię ta recenzja zapraszam do poznania wcześniejszych, np.

oraz innych pozycji w zakładce Książki


Nasha Winters i Jess Higgins Kelley, Zagłodzić raka Metaboliczne podejście do walki z chorobą nowotworową, przeł. Piotr Cieślak, Łódź, Galaktyka, 2018, ISBN: 978-83-7579-672-8.

Choroba to chaos cząsteczek czyli „Nowoczesna medycyna molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza”doktora Ulricha Strunza

Choroba to chaos cząsteczek czyli „Nowoczesna medycyna molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza”doktora Ulricha Strunza

Kupując książkę „Nowoczesna medycyna molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza” doktora Ulricha Strunza kierowałam się tylko i wyłącznie impulsem. Nie miałam pojęcia, kim jest autor ani jakiej zawartości się spodziewać. I chociaż rozważałam jednocześnie zakup książek innych, lepiej mi znanych autorów, wybrałam właśnie tę.

I nie żałuję.

Autor znany i nieznany

To, że nazwisko autora było mi nieznane, wcale nie oznacza, ze nie jest znany innym czytelnikom, szczególnie poza Polską.

A to za sprawą nie tylko tej jednej książki, ale również kilku innych publikacji. Należą do nich „Cała prawda o tłuszczach. Zdrowie i długowieczność dzięki kwasom omega-3”, „Ulecz siebie. Naturalne mechanizmy samouzdrawiania”, „Wyłącz geny nowotworowe. Bądź dobry dla siebie i bezwzględny dla raka” oraz omawiana dzisiaj „Nowoczesna medycyna molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza” (wszystkie wydane przez Wydawnictwo Vital). Na stronie niemieckiego Amazona można przeczytać, że autor jest praktykującym specjalistą chorób wewnętrznych i uznanym specjalistą od  zdrowego odżywiania. Niestety więcej wiadomości o nim nie znalazłam, nawet na jego własnej stronie internetowej (www.strunz.com).

Nowoczesna medycyna molekularna, czyli co?

Na próżno szukać specjalizacji lekarskiej o takiej nazwie. Mimo to koncepcja medycyny opartej na zjawiskach toczących się na poziomie komórkowym robi karierę. I czy się nazywa medycyną molekularną czy mitochondrialną chodzi o to samo: z pewnych powodów reakcje toczące się w naszych komórkach ulegają zaburzeniu, czego efektem jest choroba.

„Człowiek potrzebuje 47 substancji witalnych i kiedy brakuje chociaż jednej z nich, człowiek jest chory. Kiedy brakuje jednej substancji, cała konstrukcja się zawala. Człowiek umiera.(…)Ta zasada leży u podstaw każdej choroby. Choroba to chaos cząsteczek.”

Przyznaję, że ja tę koncepcję kupiłam.

Problem tylko polega na tym, jak te cząsteczki poskładać.

Rozwiązaniem jest odżywianie

Na metabolizm składają się wszystkie procesy, które zachodzą w organizmie w celu wytworzenia energii niezbędnej do życia. Żeby te procesy zachodziły sprawnie potrzebne jest paliwo, czyli pokarm. To co, zjadamy, zostaje przerobione na energię.

Do niedawna właściwie tylko szkorbut był chorobą, u podłoża której leżał niedobór ważnej dla życia substancji- witaminy C. Potem dowiedzieliśmy się o niedoborach innych witamin (np. B12, kwasu foliowego), żelaza, potasu, magnezu itd. A ostatnio coraz więcej mówi się o leczeniu chorób przewlekłych przy pomocy suplementacji witaminą D, cynkiem, selenem itd. Nie każdy jednak wie, dlaczego.

Do tego potrzebna jest wiedza, jakie te substancje pełnią funkcje w zjawiskach toczących się na poziomie komórki. A żadna z nich nie działa w oderwaniu od pozostałych. Niedobór jednej substancji może wywołać efekt domina, czego efektem jest trudna do przerwania choroba. Może się nawet okazać, że uzupełnienie niedoboru tej jednej substancji to za mało, bo lawina błędnych informacji już się potoczyła. Mógłby więc ktoś powiedzieć: suplementujmy wszystko. Ale to nie rozwiąże problemu, bo substancji nie może być ani za mało, ani za dużo. Inaczej burzymy stan równowagi.

Sztuką jest wkroczenie z pomocą w odpowiednim miejscu z odpowiednimi narzędziami.

Zdrowie pochodzi od środka

„Nie mogę przepisać cudownych tabletek lub cudownych ziół przeciw problemom ze snem, przeciw depresji, przeciw rakowi, przeciw zwyrodnieniu plamki żółtej i przeciw pryszczom. Cud działa bowiem inaczej. Cudem jest sam człowiek- leczy się sam, jeśli spojrzymy na niego całościowo.”

Na kartkach książki doktor Strunz opowiada o zdrowiu i chorobach. Pokrótce opisuje, co się dzieje w naszych centrach energetycznych- mitochondriach w przypadku cukrzycy, depresji, demencji, nowotworów czy w stanie ciągłego zmęczenia. Instrukcja obsługi człowieka, wg autora, wydaje się być prosta: człowiek potrzebuje właściwego jedzenia, odpowiedniej dawki ruchu oraz odpoczynku (sen, medytacja).

Oczywiście każdy człowiek jest inny, ma inne potrzeby zapisane w materiale genetycznym. Na szczęście sposób, w jaki żyjemy, może wpływać na tzw. włączanie i wyłączanie genów, o czym także pisze autor.

W drugiej części książki otrzymujemy przegląd głównych składników odżywczych: białek i tłuszczów (ale nie węglowodanów) wraz z przewodnikiem, jak z nich korzystać. A na końcu- przegląd 47 witalnych substancji, które wszystkie razem i każda z osobna są niezbędne do prawidłowej pracy organizmu. Są to wszystkie witaminy, makro i mikropierwiastki, kwasy tłuszczowe oraz aminokwasy. Bez cukru.

„Szczęście jest bez recepty”

Dla kogo jest ta książka?

Dla każdego. Chociaż samo zagadnienie medycyny molekularnej może odstraszać, osoby zainteresowane tematyką świadomego zapobiegania i leczenia chorób, powinny być sposobem przedstawienia tematu usatysfakcjonowane. Nie będą jednak zadowoleni ci, którzy szukają poradników samoleczenia. Owszem, dostajemy wytyczne odnośnie jedzenia, ruchu, stylu życia, ale kwestie suplementacji należy jednak pozostawić specjalistom, książkę traktując raczej jako kierunkowskaz do dalszego działania.


Ulrich Strunz, Nowoczesna diagnostyka molekularna. Zdrowie pochodzi z Twojego wnętrza, przeł. Małgorzata Rzepka, Białystok, Vital, 2018, ISBN 978-83-65846-59-4.

„Telomery i zdrowie” dr Blackburn i dr Epel- czyli ważne odkrycia dostępne dla każdego

„Telomery i zdrowie” dr Blackburn i dr Epel- czyli ważne odkrycia dostępne dla każdego

Wakacje w pełni, a jak wakacje to i obowiązkowo lektura Nie ma dla mnie milszego skojarzenia niż słońce, plaża, książka i błogi spokój. Tym razem na urlop zabrałam książkę dr Elizabeth Blackburn i dr Ellisy Epel „Telomery i zdrowie”. Czy warto było zabierać tak ciężki temat na wakacje? Na to pytanie odpowiem w dzisiejszym wpisie.

Kim są autorki?

Prawdopodobnie nazwiska autorek książki- dr Elizabeth Blacburn i dr Ellisy Epel, podobnie jak mi, niewiele mówią przeciętnemu czytelnikowi. Natomiast biografia obu jest imponująca.

Dr Elizabeth Bluckburn jest laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny sprzed 9 lat za odkrycie wpływu telomerazy i telomerów na procesy starzenia. Kieruje lub kierowała (teraz jest na emeryturze) instytucjami lub stowarzyszeniami prowadzącymi prace badawcze w zakresie medycyny.

Doktor Elissa Epel jest uznanym psychologiem, prowadzi badania nad stresem, starzeniem się i otyłością.

Biografia obu pań brzmi więc dość poważnie. Do tego proponują nam w swojej książce poważny temat: telomery i zdrowie.

Co to są telomery?

Telomery są to końcowe fragmenty naszych chromosomów. Długo nie wiedziano, do czego są nam właściwie potrzebne, aż do czasu odkryć naszych autorek. Okazuje się, że ich zadaniem jest ochrona chromosomów i to od nich zależy, jak szybko starzeją się i umierają nasze komórki.

To właśnie dr Blackburn i Epel przeprowadziły badania, które ukazały olbrzymi wpływ telomerów na zdrowie. Mało tego, zdobyły wiedzę, jak wpływać na ich funkcjonowanie w sposób zatrzymujący, a nawet odwracający procesy starzenia na poziomie komórkowym.

I oto dzisiaj, dzięki książce „Telomery i zdrowie”, wiedza o tym, jak zachować zdrowie i młodość, trafia do każdego głodnego wiedzy czytelnika.

Do czego taka wiedza jest nam potrzebna?

„Starzenie się i śmierć są nieuniknione, ale to, w jakiej kondycji dotrwamy do końca naszych dni, zależy tylko od nas. Możemy sprawić, że jakość naszego życia będzie lepsza i że wykorzystamy je w pełni.”

Pewnie każdy z nas nie raz zastanawia się, dlaczego niektórzy starzeją się szybciej od rówieśników, z kolei inni nic sobie nie robią z upływającego czasu. W przypadku tych pierwszych świetny wygląd tłumaczymy dobrymi genami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie (przecież matka tej osoby też długo wyglądała świetnie!), przyjemną i niestresującą pracą, łatwym życiem, drogimi kremami. Myślimy o jakimś jednym cudownym czynniku, który odgrywa tu rolę, żałując, że natura nie obdarowała nas takim zestawem genów lub dziwiąc, że te same kremy nie wywołują żadnych widocznych efektów.

Okazuje się jednak, ze nie ma jednego czynnika zapewniającego zdrowy i młody wygląd, a jest to zbiór czynników składający się na nasz styl życia. To cały ich zestaw wpływa na długość telomerów. Ich skracanie wiąże się bowiem ze skracaniem długości życia. Ale telomery nie mogą też być zbyt długie, bo zwykle wynika to z rozpaczliwie podejmowanych procesów naprawczych, co kojarzy się z niekontrolowaną proliferacją komórek w przebiegu nowotworów.

Telomeraza- lekarstwo na krótkie telomery

Okazuje się, że w ciągu życia telomery mogą się nie tylko kurczyć, ale też wydłużać. Jest to możliwe dzięki enzymowi o nazwie telomeraza, który odnawia telomery poprzez dodawanie fragmentów DNA na ich końcach. A dobra wiadomość jest taka, że wszyscy mamy wpływ na aktywność telomerazy i długość telomerów. Co prawda nie zawsze mamy wpływ na wszystkie czynniki powodujące szybsze starzenie, jak np. sytuacje wyzwalające w nas stan silnego i długo trwającego stresu (przykładem podanym przez autorki jest stres doświadczany przez matki opiekujące się własnymi niepełnosprawnymi dziećmi). Ale dzięki nauce radzenia sobie z własnymi emocjami, techniki relaksacyjne, niezamartwianie się na zapas, można poziom odczuwania stresu i aktywność telomerazy modyfikować.

Jak osiągnąć właściwą długość telomerów?

Nie będzie zaskoczeniem, że znaczenie mają styl życia i odżywiania, sposób radzenia sobie ze stresem. Jednak nie mogą mieć one charakteru noworocznych postanowień, o których nie pamięta się już z początkiem lutego. Są to wzorce o charakterze długofalowym, proste do wdrożenia przez każdego.

„Na stronach naszej książki nie znajdziesz kuracji, które zadziałają od ręki. Znajdziesz natomiast konkretne, poparte badaniami wskazówki, mogące zapewnić ci w przyszłości zdrowsze, dłuższe i bardziej spełnione życie. Niektóre z przedstawionych rad nie są niczym nowym. Niemniej jednak zrozumienie stojących za nimi mechanizmów może zmienić sposób, w jaki będziesz postrzegał i przeżywał swoją codzienność.”

Czy młody wygląd jest istotny?

Jest.

I nie chodzi o to, aby w wieku 40 lat lat wyglądać za wszelką cenę na lat 20. Chodzi o to, że wygląd zewnętrzny jest odbiciem tego, co się dzieje w środku. I oczywiście długości telomerów. Krótkie telomery powiązano nie tylko z przedwczesnym starzeniem się, ale też chorobami serca, układu oddechowego, demencją itd. Nie dziwi również, że krótkie telomery obecne są u osób poddanych przewlekłemu stresowi.

Dla kogo jest książka „Telomery i zdrowie”?

Niewątpliwie temat telomerów i telomerazy jest zagadnieniem mocno osadzonym w nauce. Sposób jego prezentacji przez autorki jest jednak na tyle nieskomplikowany, że czytelnik nie ma problemu z trudnymi pojęciami czy niezrozumiałymi zjawiskami. Każdy, oczywiście zainteresowany tematem, może z łatwością przyswoić prezentowaną wiedzę.

Mnie osobiście dodatkowo urzekł język, jakim książka została napisana. W trakcie lektury nie ma się wrażenia, że autorkami są naukowcy obracający się w świecie wielkich badań i doniosłych odkryć, ale raczej dziewczyny z sąsiedztwa znające imię twojego psa oraz zainteresowania najmłodszego dziecka. To wszystko sprawia, że zupełnie mimochodem wkraczasz w świat nauki w sposób łatwy i przyjemny.

Mam nadzieję, że przekonałam Cię do przeczytania książki „Telomery i zdrowie”. Jeśli szukasz książki do walizki, myślę, że podobnie jak ja, nie będziesz żałować wyboru.

Jeśli jednak szukasz innej książki, może zainteresują Cię wcześniejsze recenzje:


Elizabeth Blacburn i Ellisa Epel, Telomery i zdrowie, przeł. Jakub Piątkowski, Łódź, Galaktyka, 2017, ISBN 978-1-4555-8797-1.